CZY ŚWIATU GROZI KACZYZM? Parę uwag o dzisiejszej Polsce po lekturze książki Hannah Arendt “Korzenie totalitaryzmu”

CZY ŚWIATU GROZI KACZYZM? Parę uwag o dzisiejszej Polsce po przeczytaniu starej już, ale wciąż aktualnej książki Hannah Arendt Korzenie totalitaryzmu.

Hannah Arendt z nieodłącznym papierosem, fot. „Dziennik Polski” 7.12.2015
Hannah Arendt z nieodłącznym papierosem, fot. „Dziennik Polski” 7.12.2015

Autorka napisała tę książkę w roku 1951, ale wielokrotnie modyfikowała ją i poprawiała w miarę poszerzania swojej wiedzy o systemie totalitarnym. Hannah Arendt to teoretyczka polityki, filozofka i publicystka, żyła w latach 1906–1975. W czasie wojny była internowana i trafiła do francuskiego obozu w Gurs, gdzie hitlerowcy przetrzymywali osoby, które czekały na wywózkę do obozów zagłady za granicą. Z jej życiorysu widać więc, że najlepiej wie, co to jest (nazistowskie) totalitarne panowanie i skąd się wzięło.
Nie to jednak jest w tym artykule najważniejsze. Ważny jest tu jazz, a raczej stosunek do tego gatunku muzyki partii obecnie rządzącej w Polsce. Ostatnio bowiem PiS, choć może tylko jeden z jego polityków stwierdził, że należy w ogóle zakazać słuchania jazzu, bo ma bardzo niekorzystny wpływ na swoich słuchaczy. Cóż, takie niedorzeczności mają w tej partii rację bytu. Aby zacząć temat sięgnijmy do historii jazzu. W Europie pojawił się w początkach XX wieku i od razu spotkał się z podobnymi zakazami na pewno dwukrotnie. Po pierwsze jazz był zakazany w nazistowskich Niemczech, a po drugie w Rosji radzieckiej Stalina, czyli w państwach totalitarnych, które wyrosły z partyjnych dyktatur. Czy coś takiego wyrośnie teraz w Polsce? Bo przecież dyktaturę partyjną już mamy. Poza tym publicyści często porównują rządy PiS-u do rządów Gierka, a gierkowska Polska była w końcu krajem totalitarnym.

Jak jest?

Naszym krajem po 1989 roku kierowały najczęściej systemy wielopartyjne. Ich rządy nierzadko były chaotyczne i niesprawne, oczywistą oczywistością więc jest, że opanowanie państwa przez jedną partię może obywatelom przynieść ulgę, gdyż zapewnia trochę więcej konsekwencji i trwałości nieco mniej zaś sprzeczności, przynajmniej na jakiś czas. Tym bardziej że w tej chwili w Polsce część społeczeństwa jest doskonale posłuszna rządzącym i poparcie dla rządu stale rośnie. Społeczeństwo ulega totalitarnej propagandzie i wydaje się, że jest odcięte od realnego świata i od Europy. Interpretacja totalitaryzmu potwierdza się wobec tego kaczego – wszystkie prawa stają się prawami ruchu albo raczej partii. Zresztą cały czas funkcjonuje i utrzymuje się u nas swoisty porządek, nawet jeśli społeczeństwo nieświadome jest tego, że żyje w warunkach ucisku i wyzysku.

Propaganda totalitarna

Jak wygląda kacza propaganda u nas? Zacząć wypada od jednego z kłamstw przewodnich, dzięki któremu PiS wygrało wybory. Ich główne hasło wyborcze brzmiało: Polska w ruinie. Jaka była ta ruina, skoro w czasie światowego kryzysu byliśmy „zieloną wyspą” na mapie Europy? Niestety, PO nie potrafiło skutecznie pokazać sukcesów swoich rządów. Wciąż nie umie, nie wiadomo czy się nauczy, a kłamstwa PiS-u są naprawdę subtelne.
Hannah Arendt o ruchach totalitarnych pisze, że ich kłamstwa „towarzyszą wszystkim właściwie ukrywanym przed opinią publiczną aspektom życia społecznego”. Kłamstwa te odnoszą największy sukces tam, gdzie wszystko wydaje się być otoczone jakąś taką aurą tajemniczości. Doskonale posłuszne masy zaczynają dostrzegać w tych „tajemnicach” wyższą formę „prawdy”, bo wiążą się z rzeczywistymi warunkami, których istnienie jest przed zwykłymi obywatelami skrzętnie ukrywane. Rząd PiS i jego poplecznicy zachowują się jak typowe władze państw totalitarnych, czyli raczej nie stosują siły, ale starają się podkopywać funkcjonujące instytucje – chociażby Trybunał Konstytucyjny i KRS – głosząc, że chcą po prostu przeprowadzić z sukcesem „dekompozycję status quo”. Robią to jednocześnie lekce sobie ważąc prawo, a ich działania niestety w pewnym sensie wyrażają ten upragniony przez masy porządek. Podobnie z konstytucją. Hannah Arendt twierdzi, że ruchy totalitarne całkowicie ją lekceważą, ale nigdy się jej nie likwiduje, bo jak by to wyglądało na arenie międzynarodowej. Reasumując, trzeba powiedzieć, że rządy PiS-u niewiele wspólnego mają z prawem i sprawiedliwością. Zresztą do podobnych wniosków doszedł specjalny sprawozdawca ONZ Diego Garcia-Sayan po wizycie w Polsce. Na konferencji prasowej powiedział: „Niezależność wymiaru sprawiedliwości i inne podstawowe standardy demokracji, jak praworządność, są dziś w Polsce zagrożone”.

Totalitaryzm, również ten kaczy, nie dąży do despotycznych rządów nad ludźmi, bo po co. Chce raczej stworzyć system, w którym ludzie będą całkowicie zbędni. Rządzącym marzy się świat marionetek, które bezkrytycznie wykonują przypisane im zadania, nie wykazując się najmniejszym nawet śladem spontaniczności. Najlepszym przykładem jest prezydent Duda, przynajmniej z początku swojego urzędowania, choć teraz także marionetką jest, ale inną, bo zachłanną, chce sędziów uzależnić od siebie, nie od ministra Ziobro. Zniszczenie spontaniczności oznacza zniszczenie indywidualności, bo – powtarzając za Hannach Arendt – wzór „obywatela” państwa totalitarnego to pies Pawłowa, zredukowany do najprostszych odruchów, które w każdej chwili można zniszczyć i zastąpić innymi. Z kolei sama spontaniczność ze swoją nieobliczalnością jest największą przeszkodą dla totalnego panowania nad ludźmi. Ponieważ celem państwa totalitarnego jest likwidacja wolności i całkowite wyeliminowanie ludzkiej spontaniczności, to bądźmy spontaniczni do bólu – to jedyny apel tego artykułu.

Opozycja w totalitaryzmie

Opozycja polityczna w państwie totalitarnym istnieje tylko na początku. Później ginie. Poza tym rządy totalitarne nie obawiają się logicznych następstw swoich działań. Weźmy za przykład jednego tylko ministra rządu PiS – ministra obrony Macierewicza, chociaż prawda jest taka, że właściwie każdy minister rządu PiS mógłby służyć za przykład. Otóż Macierewicz m.in.: wietrzy wojnę hybrydową z Rosją; prowadzi swoją prywatną wojnę z prezydentem, zwierzchnikiem sił zbrojnych; wojsko zmienia po swojemu; buduje Wojska Obrony Terytorialnej, a jednocześnie osłabia armię, z której jeden po drugim odchodzą generałowie i pułkownicy. Poza tym widzi zamach tam, gdzie nigdy go nie było, i opowiada o tym z wielkim przekonaniem, wiedząc, że patrzy na niego cały świat. Nic to jednak, bo jak twierdzi Hannah Arendt: „z nietotalitarnymi rządami totalitarni władcy postępują tak samo, jak postępowali z partiami parlamentarnymi i pozaparlamentarnymi przed dojściem do całkowitej władzy, czyli chronią przed wszystkim i wszystkimi swój własny fikcyjny świat, który serwują swoim wyborcom”. Dowód? Jak to było z premier Szydło, kiedy wracała z Brukseli po spektakularnej porażce 1:27 w głosowaniu o reelekcję Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej? Grupka PIS-owców wraz z dziennikarzami i ochroniarzami witała ją kwiatami na lotnisku – nierzeczywista rzeczywistość, fikcyjny świat PiS-owski. Na koniec tego opozycyjnego akapitu dodać należy, że reżimy totalitarne zawsze cechują się ogólną pogardą dla spraw finansowych i ekonomicznych. Tymczasem wiceprezes Rady Ministrów Morawiecki chwali się wszem i wobec znakomitymi wynikami gospodarczymi i ekonomicznymi, twierdząc, że wszystko działa tak idealnie właśnie dzięki jego decyzjom. I choć część dokonań na pewno jest po jego stronie, to jednak te dobre wyniki są po pierwsze zasługą ogólnoświatowej dobrej koniunktury – chociaż tak naprawdę powinny one być jeszcze lepsze w związku z tą koniunkturą, a my w chwili obecnej mamy aż 51 mld deficytu (Morawiecki napisał o tym w sprawozdaniu, które wysyłał do Brukseli), a jest to nasz największy deficyt od II wojny światowej, czyli od 1945 roku. Po drugie te dobre gospodarczo-ekonomiczne wyniki Polski są też po części (małej, bo małej, ale wciąż pamiętamy „zieloną wyspę” na mapie Europy) zasługą poprzedników. Na gospodarkę należy zawsze patrzeć w skali makro i nigdy nie jest tak, że efekty dzisiejszych działań widać już jutro.

Pokrzepienie dla tych nietotalitarnych

Na początek słowa Hannah Arendt: „każde totalitarne panowanie, niczym tyrania, niesie ze sobą zarodki własnego zniszczenia”. Tak że prędzej czy później – byle już za dwa lata! – rządy PiS-u się skończą. Dodać też należy, że wbrew pozorom władza totalitarna nie oznacza rządów kliki czy gangu, bo ma ona bardzo mało wspólnego z żądzą władzy albo pragnieniem kontrolowania machiny tworzącej władzę. Tym bardziej jeśli weźmie się pod uwagę to, że w totalitaryzmie lud boi się władcy – nigdy nie wiadomo gdzie, skąd i jak uderzy w nas ta „dobra zmiana” (np. sprawa oskarżonych KOD-erów o zakłócenie otwarcia wystawy w Archiwum Państwowym w Suwałkach, które po prostu było raczej wiecem wyborczym Anny Marii Anders przed wyborami uzupełniającymi do Senatu w marcu 2016 roku). Ale to nic, bo na szczęście również i władca boi się ludu – widzimy pochody w czasie miesięcznic smoleńskich w tunelu zapór metalowych i w policyjnej asyście. Bez komentarza.

Natalia Mikołajska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *