Kandydat czy kandydaci na prezydenta

Opozycja w naszym kraju ma ciężkie życie – po każdych wyborach głosi wszem i wobec, że następne wybory musimy wygrać. PiS tylko zaciera ręce! Jeśli natomiast opozycji wreszcie coś się uda wygrać – jak teraz Senat – to partia rządząca wytacza swoje największe armaty, twierdząc, że z ciekawości trzeba jeszcze raz przeliczyć głosy senatorskie (dziwne to. Kiedy jest się ciekawym, można na przykład iść do kina, ale żeby od razu głosy w wyborach liczyć?). Zostawmy jednak te boje. W przyszłym roku są wybory prezydenckie, do których opozycja powinna naprawdę dobrze się przygotować, żeby je wygrać. Trzeba, jak to mówił Donald Tusk, znaleźć kandydata, który będzie umiał przekonać tych, którzy dzisiaj głosują na naszych oponentów, który będzie umiał przekonać Polaków, którzy z jakichś powodów głosują na PiS albo wahają się pomiędzy jedną a drugą opcją. Jak to zrobić? Obecny prezydent ma wysokie poparcie i praktycznie wygrywa z każdym w cuglach, co dla wielu jest zagadką.

W środę, 16 października 2019 roku Ludwik Dorn komentował wyniki wyborów parlamentarnych, które odbywały się trzy dni wcześniej, a także pokusił się o przewidywanie wygranego w rywalizacji o urząd Prezydenta RP. Dokładna data tych wyborów nie jest jeszcze znana, choć konstytucja jasno określa, w jakim terminie powinno odbyć się głosowanie. Otóż, nowego prezydenta musimy wybrać nie wcześniej niż 100 i nie później niż 75 dni przed końcem kadencji urzędującego prezydenta. Wybory prezydenckie dwa miesiące przed wyznaczoną datą głosowania zarządza marszałek Sejmu, przy czym musi to być dzień wolny od pracy.

Wracając do Ludwika Dorna – uznał on, że pięć partii czy komitetów, które znalazły się w Sejmie (nie liczymy Mniejszości Niemieckiej, bo to tylko jeden mandat) powinny wysunąć swoje własne propozycje, zamiast wybierać jednego wspólnego opozycyjnego kandydata. Chodzi o to, aby na przykład wyborca lewicy, nie chcąc oddać swojego głosu na kandydata PiS-u Andrzeja Dudę, nie musiał głosować na kandydata PSL-u, bo wtedy po prostu zostanie w domu i odpuści sobie wybory (tak samo byłoby z wyborcą PSL-u i kandydatem lewicy).

W pierwszej chwili widać tylko niedoskonałości tego rozwiązania, bo przecież należałoby raczej jednoczyć siły, tworząc jeden wspólny komitet, a nie rozdrabniać się na mniejsze, czyli słabsze. Obecny prezydent siłę ma, a wynika ona przypuszczalnie z tego, że Andrzej Duda bardzo dba o swoją rozpoznawalność. Jan Kanthak, rzecznik prasowy Ministra Sprawiedliwości, powiedział, że prezydent w trakcie czterech lat swojej prezydentury zdążył objechać wszystkie powiaty, a w Polsce jest ich 314, a także 66 miast na prawach powiatu, które są gminami – razem 380.

Warto podkreślić, że wybory prezydenckie to nie to samo co parlamentarne – tutaj zwykle mamy dwie tury. Na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wybrany zostaje ten z kandydatów, który otrzymuje więcej niż połowę ważnych głosów. Jeżeli żaden z kandydatów nie uzyska wymaganej większości, to dwa tygodnie po pierwszym głosowaniu (pierwszej turze) znowu przeprowadza się głosowanie – turę drugą. Między innymi dlatego przed wyborami prezydenckimi najpierw trzeba zadbać o frekwencję, o to, żeby wyborcy uznali, że warto pójść w niedzielę do lokalu wyborczego i poświęcić swój wolny czas. Troska kandydatów o frekwencję w drugiej turze będzie już dużo mniejsza  ona jest ważniejsza i bardziej emocjonująca, bo jest już tylko dwóch kandydatów: mój i ich. I mój musi wygrać, to dlatego pójdę.

Wydaje się, że przedstawienie przez komitety opozycji własnych różnych kandydatów to dobry pomysł. W ostatnim głosowaniu w Sejmie na opozycję (był tu podział na komitety) oddano w sumie 9 mln głosów, w Senacie natomiast (bez podziału na komitety), mimo że okazał się on zwycięski, zebrano jedynie 8 mln głosów. Milion robi różnicę!

Ostatnim punktem tych kandydacko-prezydenckich rozważań jest wykaz możliwych przyszłych kandydatów z różnych partii, komitetów czy też koalicji. Zaczynamy od pań: Małgorzata Kidawa-Błońska, Hanna Zdanowska i Aleksandra Dulkiewicz, natomiast panowie: Władysław Kosiniak-Kamysz, Robert Biedroń, Rafał Trzaskowski, Radosław Sikorski, Donald Tusk i Janusz Korwin-Mikke.

Na koniec można zadać pytania o krajową dojrzałość w nawiązaniu do wymienionych kandydatów. Pytanie pierwsze: czy Polska dojrzała do tego, aby prezydentem został mężczyzna nieheteronormatywny. Pozostawię je bez komentarzy. Pytanie drugie: czy Polska dojrzała do tego, aby prezydentem kraju została kobieta? Tutaj nie mogę się powstrzymać przed komentarzem: nie wiadomo, ważne tylko jest, żeby nie było przy tym żadnych ogórków – i tych zielonych, i tych każdych innych.

Natalia Mikołajska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *