KODERESKIE WYWIADY IV ZABAWA Z PREZYDENTEM W SYTUACJE I – ROBERT BIEDROŃ

Prezydentuje Słupskowi od 2014 roku i z tego powodu jest szczęśliwy – w Rankingu Prezydentów Miast „Newsweeka” 2016 zajął 13. miejsce. Wcześniej był posłem na Sejm z listy Ruchu Palikota, choć jego macierzystą partią było SLD. Do pracy (do urzędu) jeździ rowerem, czyli dba o kondycję i środowisko.

STUACJA I – wyśniona i KOD-owska

Robert Biedroń nie jest prezydentem, tylko cały czas prezesuje stworzonej przez siebie w roku 2001 Kampanii Przeciw Homofobii. Nie należy też do żadnej partii politycznej, nie ma więc mowy ani o SLD, ani tym bardziej o Ruchu Palikota. Jest zwykłym sobie człowiekiem zaangażowanym społecznie.

Czy dziś wobec tego, co dzieje się w naszym państwie, zapisałby się pan do KOD-u?

Tak, zdecydowanie tak. Zapisałbym się do KOD-u i zapisałbym się do partii politycznej, żeby zmieniać tę naszą rzeczywistość. Na pewno nie stałbym biernie, bo jest to najgorsze co dzisiaj można zrobić. Nie można bierne przyglądać się i oczekiwać, że przyjdzie jakiś mesjasz i zmieni naszą sytuację. Na pewno bym się zaangażował, nie mógłbym stać bezczynnie i czekać, aż ktoś za mnie załatwi tę brudną robotę.

Podoba się panu to, co robi KOD?

Bardzo! Bardzo kibicuję KOD-owi i z ubolewaniem patrzę na to, jak próbuje się go dezawuować. Mateusz Kijowski – można się tu sprzeczać o jakieś faktury i tak dalej – jest jednak człowiekiem, który doprowadził do tego, że KOD jest ważnym protestem przeciwko łamaniu konstytucji i naruszaniu demokracji. Dlatego z tym czy innym liderem KOD powinien nadal funkcjonować i ja bardzo mu kibicuję.

Właśnie, źle się dzieje w państwie KOD-owskim. Czy ma pan jakiś nowy pomysł na KOD?

Najważniejszy w każdej organizacji jest dialog. Dlatego uważam, że ludzie, którzy przynależą dziś do KOD-u, powinni wspólnie rozwiązać problemy pojawiające się w organizacji. Zawsze jestem i będę zwolennikiem rozmowy i jak najszerszych konsultacji.

Bydgoszczanom obiecał pan kiedyś, że jeśli Kaczyński pana wkurzy tak, że nie będzie mógł pan wytrzymać, to stworzy własny komitet, ruszy w Polskę, wystartuje w wyborach i zostanie prezydentem Polski. Kiedy pan z kotem w tle doprowadzi pana do granic wytrzymałości?

Ta złość jest coraz większa. Uważam, że potrzebna jest trzecia siła, która pozwoli Polkom i Polakom wyjść z ciągłego decydowania co jest gorsze, a co lepsze – PiS czy PO.

Mówił pan, panie prezydencie Słupska, o ewentualnym startowaniu w wyborach na prezydenta Polski. Tak smakuje panu ta prezydentura?

To media ciągle pytają mnie o start w wyborach na prezydenta Polski, a ja powtarzam, że dziś jestem prezydentem Słupska i to jest dla mnie najważniejsze. Nigdy nie wymarzyłem sobie, że zostanę posłem, prezydentem miasta. Tak się po prostu zadziało. Co będzie w przyszłości, czas pokaże.

Na Prima Aprilis wymyślił pan żart, że będzie startował na stanowisko prezesa PiS-u. Skąd taki pomysł?

Na Prima Aprilis robimy różne żarty, mój oczywiście musiał być związany z polityką.

Co by pan zmienił w PiS-ie?

Na pewno formę rządzenia partią. Jestem zwolennikiem dialogu i współdecydowania w ważnych kwestiach. Zawsze każdą decyzję konsultuję z moimi współpracownikami. Tego mi przede wszystkim brakuje w partii rządzącej.

SYTACJA II – quasi-rzeczywista i destrukcyjna

PiS, czyli de facto pan z kotem w tle, chce wprowadzić obowiązek startowania z list partyjnych w wyborach samorządowych. Tymczasem listy wyborcze są korzystnym rozwiązaniem, m.in. dlatego że samorząd jest tym, co od początku lat 90. Polsce jako krajowi przechodzącemu przez transformację udało się najlepiej. Poza tym w naszej samorządności świecimy przecież przykładem innym państwom. Teraz natomiast (głównie przez polityków partii rządzącej) głoszone powszechnie jest twierdzenie o tym, że „Polska jest w ruinie”. Poza tym PiS chce przejąć samorządy – te zrujnowane samorządy – prawdopodobnie głównie po to, żeby mieć dostęp do unijnych pieniędzy. Przypuszczalnie na 500+, ale też na emerytury i inne wydatki związane z ich polityką rozdawnictwa.

Czy wobec tego te partie w wyborach do samorządu są dobrym pomysłem?

Uważam, że każdy powinien mieć szanse startować w wyborach do samorządu. Gdy sam startowałem w wyborach na prezydenta Słupska nie miałem za sobą mandatu partyjnego. Każdy, kto chce działać i ma pomysły, jak zmieniać na lepsze nasze samorządy, powinien mieć możliwość  zaangażowania się.

Apeluje pan o obronę samorządu. Jak go bronić?

Samorządowcy powinni się jednoczyć i bronić swoich praw. Tylko w sytuacji stworzenia wspólnego frontu jesteśmy w stanie się przeciwstawić. Jeden Robert Biedroń nic nie zdziała.

Czy my – ludzie, KOD-erzy, społeczeństwo – mamy protestować dalej, bo PiS boi się ludzi (np. czarny protest)?

Jestem zwolennikiem dialogu. Jeżeli jednak ten dialog nie jest możliwy, społeczeństwo musi się zjednoczyć i pokazać władzy, że sprzeciwia się jej działaniom. Marsze, protesty są jedną z takich form.

Czy nie będąc prezydentem po wyborach 2014 roku w następnych wyborach samorządowych wystartowałby pan po raz pierwszy?

To trudne pytanie. Nigdy nie staram się myśleć, co by było gdyby. Patrzę w przyszłość i to jest dla mnie bardzo ważne. Dziś jestem szczęśliwy, będąc prezydentem Słupska. Realizuję na co dzień ważne dla wielu ludzi kwestie. To ciężka, ale bardzo wdzięczna praca, dlatego dziś nie zamieniłbym tej pracy na żadną inną.

SYTUACJA III faktyczna i filozoficzna

Schopenhauer powiedział: „Najmniej wartościowym rodzajem dumy jest duma narodowa” i twierdził jeszcze, że oznacza ona brak cech indywidualnych, które pozwalałaby na wyróżnianie się.

Jak wobec tego widzi pan, panie Robercie, zogniskowanie się na dumie narodowej wśród polityków PiS-u i samego prezesa Kaczyńskiego?

Nie zgodzę się z Schopenhauerem, duma narodowa jest ważną wartością. Nie możemy mylić dumy narodowej z tym, z czym mamy dzisiaj do czynienia. Dla mnie, duma narodowa jednoczy i pozwala poczuć, że jesteśmy społeczeństwem. Tak dziś niestety nie jest.

Czy dla pana utworzenie wspólnych list wyborczych partii opozycyjnych, aby wygrać z PiS-em, jest w ogóle możliwe? Inaczej chyba nie da się pokonać pana z kotem w tle – on potrafi kierować ludzkimi emocjami, wie gdzie i jakiej użyć marchewki. A może to zjednoczenie opozycji jest tu tylko marzeniem ściętej głowy?

Tak jak już wspomniałem, powinna powstać trzecia siła w Polsce, która da Polakom możliwość wyboru alternatywy.

SYTACJA IV – rzeczywista i zarządcza.

Zarządzanie miastem, z punktu widzenia słupczanina.

Jarosław Kaczyński powiedział o konstytucji, że jest postkomunistyczna, choć powstała w wolnej już Polsce, choć bez jego współudziału – to chyba dlatego jest komunistyczna. Pan również nie uczestniczył w akcie tworzenia naszej obecnej konstytucji. Czy sądzi pan, że jest komunistyczna?

Uważam, że przez ostatnie 20 lat stała na straży naszych praw. Uważam, że rozmowa o jej kształcie, poszczególnych zapisach jest potrzebna, ale musimy zrobić to partycypacyjnie, ważna jest dyskusja nie tylko na szczeblu państwowym, ale i samorządowym, a także lokalnym, społecznym.

Powołał pan mnóstwo rad, które pomagają panu zarządzać Słupskiem. Jedną z nich jest rada kobiet. To druga taka w Polsce po Wrocławiu. Czy rady kobiet w mieście są potrzebne?

Oczywiście, że są potrzebne. Głos kobiet jest dla mnie bardzo istotny. Kobiety radzą mi w wielu kwestiach, nie tylko tych związanych z pomocą społeczną, służbą zdrowia czy edukacją. Opiniują praktycznie wszystkie ważne dokumenty, które tworzymy.

Uważa pan, że samorządy powinny być przede wszystkim praktyczne. To dlatego między innymi rozmawia pan z mieszkańcami Słupska na czerwonej sofie wystawionej na ulicy. Co takie rozmowy panu dają?

Te rozmowy uświadamiają mi, jakie realne problemy mają moi mieszkańcy. To bardzo ważne dla mnie jako włodarza. Mieszkańcy mogą przyjść, powiedzieć, co ich najbardziej trapi. Wracam do ratusza z głową pełną sugestii, uwag, problemów i próbuję je realizować, rozwiązywać.

Jeździcie z prezydentem Jaśkowiakiem do pracy, do urzędu na rowerach. Na spotkaniu w Teatrze Ósmego Dnia słyszeliśmy, że burmistrz Tarnowa Podgórnego robi to samo. Myśli pan, że może się z tego zrobić nowy trend wśród włodarzy miast?

Bardzo bym chciał i zachęcam wszystkich włodarzy do przesiadki na rower. Zapewniam, że wówczas dużo więcej można zobaczyć.

SYTUACJA V – przyszłościowa i bardzo PiS-owska

Na spotkaniu w Teatrze Ósmego Dnia obaj prezydenci, Robert Biedroń i Jacek Jaśkowiak, snuli plany utworzenia nowej samorządowej partii, którą by nazwali PiS bis. Ponieważ termin ten, skrót właściwie, u co poniektórych – tych, którzy w spotkaniu nie uczestniczyli – budzi zapewne przerażenie, wypada nam wyjaśnić jego genezę.

Panie prezydencie, co ten skrót oznacza?

Benjamin R. Barber w książce „Gdyby burmistrzowie rządzili światem” stwierdził, że żyjemy w czasach, w których to właśnie burmistrzowie  mają realny wpływ na nasze regiony, kraje. Razem z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem stworzylibyśmy fajny duet, który mógłby realizować problemy mieszkańców i mieszkanek naszego kraju. Gdy byłem posłem nie do końca zdawałem sobie sprawę z problemów, jakie ma Poznań czy Słupsk. Dziś już to wiem, dlatego w trakcie spotkania, o którym Pani mówi, oboje z prezydentem Jaśkowiakiem stwierdziliśmy, że Poznań i Słupsk, czyli PiS bis, byłby świetnym pomysłem.

Z prezydentem Robertem Biedroniem rozmawiała Natalia Mikołajska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *