Koderskie wywiady (II)

Porozmawiajmy z samą górą koderską

Sławek Majdański to przewodniczący KOD-u Wielkopolska, który nie tak dawno wygrał pierwsze wybory, w których uczestniczyłam, będąc koderką zieloną jak pierwiosnek na wiosnę. Ta koderska góra, która w kontaktach osobistych wcale górą nie jest, będzie dziś pomagać mi poznać mój, czyli de facto nasz, KOD. Dodam jeszcze – jak to zwykle w Koderskich Wywiadach z numerkiem bywa – że tym razem ostrzę sobie pazurki na górę wyższą od tej koderskiej, bo na samego prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

slawek-majdanski

Fot. Waldemar A. Jóźwiak

Ostatnie chwile beztroski

Natalia Mikołajska: Skąd twoje przezwisko TW Bolek na Facebooku?

Sławek Majdański: Dodałem je w marcu bądź kwietniu zeszłego roku, kiedy to zaczęła się ta cała nagonka na Lecha Wałęsę, a konkretnie jej pierwsza część. Wtedy wszyscy w wyrazie solidarności z nim dodawaliśmy sobie do naszych imion i nazwisk taki właśnie pseudonim – TW Bolek. Ja dodałem jeszcze zdjęcie, na którym mam wąsy à la Wałęsa. Wtedy też zapuściłem je na kilka dni.

Dlaczego nie masz już wąsów?

Ponieważ jak wspomniałem, był to jednorazowy gest. W wąsach mi zdecydowanie nie do twarzy.

A dlaczego na fejsie tylko ty zostałeś z TW Bolkiem?

Bo większość znajomych po prostu już usunęła to pseudo. Ja jeszcze nie.

Czyli Lech Wałęsa jest dla ciebie pozytywną postacią?

Bez dwóch zdań. Nie mam najmniejszych wątpliwości.

Mimo że podobno współpracował?

On chciał doprowadzić do tego, aby ten kraj się zmienił, aby Polacy mogli żyć w wolnej Polsce. Nie można wykluczyć, że była to forma rozgrywki, jaką toczył z komunistyczną władzą. Poza tym był on wtedy młodym człowiekiem, możliwe więc, że poddawany niewiarygodnej presji popełnił jakiś błąd. Historia jednak jego postawę zweryfikowała i ocenia teraz jednoznacznie.

W ogóle wierzysz, że współpracował?

Nie mamy na to żadnych niepodważalnych dowodów. Teraz wciąż odnajdują się ponoć jakieś spreparowane papiery, a przecież jeżeli współpracował, to po co tworzyć spreparowane dokumenty? Powinny gdzieś być oryginalne.

Słuchałam kiedyś jego konferencji prasowej. Mówił, że kiedyś Kiszczak mu powiedział, że przygotowywali na niego (Wałęsę) fałszywe papiery.

Właśnie. Skoro przygotowywali fałszywe, to oznacza, że prawdopodobnie nie mieli prawdziwych.

Jarosława Wałęsę wysunąłeś jako kandydata na szefa opozycji…

To było jedynie pytanie na FB. Nie ukrywam, że trochę prowokacyjne, chciałem po prostu wywołać dyskusję, burzę mózgów albo zwykłą wymianę myśli. Nawet burzliwą jak to w KOD-zie bywa. Pojawiło się, co prawda, kilkadziesiąt komentarzy, jednak ta czysto hipotetyczna kandydatura nie spotkała się z żadną przychylną opinią.

Za co go cenisz?

Za to, że buduje własną karierę polityczną, idzie dość konsekwentnie wybraną wcześniej drogą, jest spokojny, opanowany i na dodatek nie chce wykorzystywać nazwiska swojego ojca. W wyniku tej skromności zapewne nie osiągnie wyżyn kariery politycznej, ale robi to, co uważam, że polityk robić powinien. Zamiast lansu interesuje go praca u podstaw.

A powiedz mi, dlaczego jesteś w KOD-zie?

To była spontaniczna decyzja.

Co takiego spektakularnego cię przyciągnęło?

Zobaczyłem, co się zaczyna dziać w parlamencie polskim i na naszej scenie politycznej tuż po wyborach, po czym stwierdziłem po prostu, że źle się dzieje w państwie polskim. I że trzeba działać.

Parafrazujesz Hamleta?

Zdarza mi się. Czasami.

Ale wracając – tym punktem zapalnym były wybory 2015?

Tak, wybory parlamentarne w 2015 roku. Zresztą wcześniej samego KOD-u przecież nie było, powstał w listopadzie. Byłem jednym z pierwszych członków. To spontaniczna decyzja, jak mówiłem – po prostu siedziałem wtedy przy komputerze, gdzieś przeczytałem, że KOD powstaje, postanowiłem się przyłączyć i zacząć działać. Poza tym właśnie rozgłosu nabierała sprawa ustaw dotyczących sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Zaczęły się też dyskusje o unieważnianiu wcześniejszych decyzji, awantura z sędziami powołanymi wcześniej przez Platformę Obywatelską i niezaprzysiężonymi przez prezydenta, pojawiły się także ustawy PiS-u działające wstecz. Wiedziałem, że to początek czegoś bardzo złego, aczkolwiek nie myślałem, że rok później będziemy w miejscu, w którym jesteśmy.

Mówisz w tej chwili o pisowskiej deformie Polski?

A o czym by innym?

Jak w orkiestrze

Kiedy zaczynałeś działać w KOD-zie, zajmowałeś się takimi prostszymi, porządkowymi i akcyjnymi sprawami. Czy wtedy w ogóle myślałeś, że kiedyś będziesz przewodniczącym, że będziesz grać w KOD-zie pierwsze skrzypce?

Ale Natalio, ja nie gram i nigdy nie chciałem grać w KOD-zie pierwszych skrzypiec. Pierwsze skrzypce grają tu koderzy jako wspólnota. Odpowiadając na twoje pytanie, powiem, że nie, absolutnie się tego nie spodziewałem i takich ambicji nie miałem. Rzeczywiście, przyszedłem wtedy po raz pierwszy na plac Wolości i założyłem żółtą kamizelkę…

Służb porządkowych?

Tak, służb porządkowych. Później wykazałem się inicjatywą i udało mi się ją [kamizelkę] założyć na jeszcze kilkanaście innych osób – także było to dość spontaniczne – a potem po dwóch manifestacjach, na których zaczynałem ogarniać już służbę porządkową, poproszono mnie oficjalnie o zajęcie się tą formacją w KOD-zie Wielkopolska. Stworzyłem więc procedury i zrekrutowałem odpowiednią liczbę ludzi. To tak naprawdę był początek mojej znaczącej aktywności w KOD-zie.

Ze służby porządkowej wyrasta szef?

Nie do końca. Jakieś dwa tygodnie później wymyśliłem i stworzyłem sekcję Postulaty i tak się to zaczęło.

Okej. Wiesz, że ja jeszcze wszystkiego o KOD-zie nie wiem. Co to jest ta sekcja Postulaty?

To tam trafiają wszystkie pomysły i inicjatywy koderów. Na jej czele stoi teraz Marek Krajewski. W sekcji Postulaty pomysły i inicjatywy naszych członków i sympatyków zamieniają się w konkretne działania.

Kawiarenka?

Nie do końca. Kawiarenka to tylko część sekcji Postulaty. Aczkolwiek sekcja już się właściwie poza kawiarenką nie ma potrzeby spotykać, ponieważ oprócz swobodnej dyskusji podczas spotkań kawiarenkowiczów odbywa się także weryfikacja wielu pomysłów, z którymi ludzie na te spotkania przychodzą.

Przewodniczący w każdej organizacji to pierwsze skrzypce i tego się trzymajmy chociaż w wywiadzie. Zatem te pierwsze skrzypce w orkiestrze to bardzo odpowiedzialna rola. Z jaką wizją zarządzania Stowarzyszeniem przystępowałeś do wyborów?

Po pierwsze cały czas uważam, że roli, jaką w KOD-zie teraz pełnię, bardziej odpowiadają słowa „koordynacja” i „koordynator”, a nie „przewodniczący”. Staram się nie być władzą w KOD-zie, tylko właśnie koordynatorem, który całą tę energię, jaka wypływa od członków, jak to w ruchu społecznym, czyli obywatelskim, jest, odpowiednio kumuluje i kieruje. Nie chciałbym też być żadnym cenzorem, żadną władzą czy też górą, która decyduje o czymś w sposób jednoznaczny. Aczkolwiek nie jest tak, że boję się podejmować decyzje, bo gdyby tak było, to nie byłoby mnie tutaj.

A co z twoją wizją, czy ona się zmieniła?

Nie, na tę chwilę nie. Ona potrzebuje jeszcze trochę czasu na to, żeby rozkwitnąć, ponieważ teraz jako zarząd pracujemy bardzo intensywnie nad tym, żeby wszystko uporządkować – odnajdujemy stare dokument, porządkujemy je, archiwizujemy, przekazujemy dalej…

Gdzie dalej?

Na przykład do Warszawy albo do Regionalnej Komisji Rewizyjnej, która to wszystko weryfikuje. Teraz jest naprawdę dużo papierkowej i proceduralnej roboty, bo na przykład powołujemy grupy lokalne na wnioski, które już kiedyś wpłynęły. W tej chwili jesteśmy z zarządem w sytuacji 100 dni…

Jak rząd Beaty Szydło, Ewy Kopacz, Kazimierza Marcinkiewicza, Donalda Tuska?

Nie do końca, bo my nigdy oficjalnie o te 100 dni nie poprosiliśmy, aczkolwiek myślę, że to rozumie się samo przez się, czyli tak jak nowy rząd w państwie potrzebuje najpierw tych 100 dni spokoju, tak i my odczuwamy tę potrzebę. Musimy przecież dobrze się zorganizować. I tyle. Aczkolwiek…

Widzę, że jesteś wielbicielem spójnika przeciwstawnego „aczkolwiek”.

No jestem. Aczkolwiek co mi zrobisz?

Nic, po prostu stwierdzam fakt. Wróćmy do tych 100 dni.

Zatem powtarzam: nigdy o te 100 dni nie poprosiliśmy. Aczkolwiek pierwsze nasze aktywności już są widoczne, cały czas działamy. Ja nawet stworzyłem taki dokument, jak strategia KOD-u i on za chwilę będzie omawiany na zarządzie. Z tym że na razie zajmujemy się sprawami mocno proceduralnymi i niestety nadal przeszłością, mimo iż spotykamy się średnio co dwa tygodnie.

Słyszałam i czytałam o turkusowym sposobie zarządzania KOD-em, który zakłada brak hierarchii wewnętrznej i systemu motywacyjnego i to, że ludzie sami angażują się w różne zadania i przydzielają sobie role. Kto wymyślił te turkusy?

W kontekście KOD-u profesor Andrzej Blikle, który jest jednym z koordynatorów koderskiego projektu „Przestrzeń Wolności. Jakiej Polski chcemy”. To on wprowadził taką teorię, że KOD powinien być organizacją turkusową, działającą w taki właśnie turkusowy sposób. Czy w praktyce to w KOD-zie zadziała? Nie do końca. Boję się chaosu, boję się, że gdzieś zatracimy spójność wizerunkową w działaniach, a to może być bardzo niebezpieczne. Dodam jeszcze, że poza tym pan profesor prowadzi też szkolenia dla koderów w obszarze tak zwanej samoorganizacji. 

O! Chciałbyś, będąc teraz przewodniczącym KOD-u Wielkopolska, w takim szkoleniu wziąć udział?

Kształcić się i doskonalić należy zawsze. Zwłaszcza w sytuacjach gdy człowiek podejmuje się nowych wyzwań. Wielu rzeczy jeszcze nie wiem i nie potrafię. Pierwszym krokiem jest zdawać sobie z tego sprawę, drugim szkolić się.

Teorie zarządzania głoszą, że aby coś zadziałało, to trzeba dany system traktować całościowo, a nie wybiórczo, czyli nie przenosić do organizacji tylko wybranych jego aspektów czy też części. Jak więc widzisz KOD jako całościową turkusową organizację?

Były już dyskusje, czy możemy niektóre elementy turkusu wprowadzić do KOD-u. Myślę, mam nadzieję, że tak jest. Nie oznacza to jednak, że od razu staniemy się turkusową organizacją. To po prostu nas trochę zmodyfikuje, ale raczej nie poprowadzi w kierunku turkusu. Nie mówię, że to jest niemożliwe, ale na tę chwilę nie widzę turkusu w KOD-zie. Przy czym podkreślę, że nie dlatego, że chciałbym to hamować, ale po prostu dlatego, że KOD nie ma potencjału na taką organizację.

Teorie mówią, że w firmach turkusowych działają ludzie, którzy nie godzą się z agresją i oszustwem. Jak wobec tego widzisz działalność koderów na Facebooku?

W KOD-zie działają ludzie, którzy nie godzą się na agresję PIS-u wobec opozycji i obywateli, a także mówią stanowcze nie oszustwom politycznym i niemoralnym zachowaniom rządzących.

My tutaj w Polsce przyzwyczajeni jesteśmy do hierarchii władzy. Czy ty naprawdę myślisz, że ludziom będzie się chciało samemu działać, a przedtem jeszcze samemu myśleć?

Ludzie w KOD-zie chcą myśleć i działać, ale ciężko jest tu doszukiwać się turkusu. Pokazuje to już sama praktyka – w porównaniu z liczbą członków KOD-u jest naprawdę niewiele osób aktywnych, którym chce się cokolwiek robić. To są zawsze ci sami ludzie, wspaniali, sprawdzeni, pełni energii, ale niestety wciąż ci sami.  Przynajmniej na tę chwilę.

W tradycyjnej organizacji jest szef, który decyduje o wszystkim. Czy więc organizacja turkusowa nie jest, w pewnym sensie, takim zrzuceniem odpowiedzialności za KOD z siebie na innych?

Nie, gdyby tak było, to byłbym pierwszym orędownikiem turkusu, a tak nie jest.

No proszę – rzeczywiście!

Nie boję się brać odpowiedzialności za decyzje. Aczkolwiek podczas kampanii wyborczej w naszym regionie obiecywałem, że najważniejsze decyzje będziemy podejmować wspólnie. Nie dlatego żebym bał się odpowiedzialności, ale nie chcę być autorytarną władzą w KOD-zie.

Jak zamierzasz po wojskowych rządach Zbyszka Zawady i sprawie fakturowej Mateusza Kijowskiego odbudować zaufanie Wielkopolski do KOD-u?

My potrafimy działać wspólnie niezależnie od podziałów, jakie między nami powstały. Kiedy razem pracujemy, musimy po prostu stworzyć jakiś plan. Praca jest tym punktem, który zawsze nas łączył, nigdy też nie było sporów, kiedy na przykład na placu Wolności działaliśmy wspólnie. Chwilami jako organizacja wybitnie nieturkusowa, ponieważ w przypadku wydarzeń, takich jak manifestacje, nie miało znaczenia, kto jest kim, wszyscy swoje zadania wykonywali perfekcyjnie.

Po co w KOD-zie są grupy lokalne?

Po to, żebyśmy mogli organizować się również w mniejszych miejscowościach, okręgach, dzielnicach i aby nasz potencjał rozłożyć równomiernie na cały teren. Wreszcie po to, abyśmy mogli w jednym dniu jednocześnie zorganizować jedno wydarzenie czy manifestację w kilku miastach Wielkopolski, bo na pewno coś takiego będzie miało większy odzew niż jedna duża demonstracja w Poznaniu. Dodam jeszcze odnośnie tych grup lokalnych, że istotne jest, że ludzie działający na jednym terenie lepiej się poznają, organizują, są identyfikowani przez pozostałych mieszkańców, przez samorządy i inne organizacje.

O! To tak jak ze śpiewaniem „Ody do radości” w całej Europie w południe w 60. rocznicę podpisania traktatów rzymskich?

W Wielkopolsce śpiewaliśmy Odę w czterech miastach. To drugi wynik w Polsce. W Wielkopolsce grupy lokalne działają bardzo aktywnie i jako region możemy być z nich dumni.

A nie jest to niepotrzebne dzielenie KOD-u? Nie lepiej działać wspólnie?

Nie, to nie jest dzielenie KOD-u. Grupy lokalne są potrzebne i muszą powstawać, ale muszą być mądrze tworzone. To nie jest tak, że na przykład w Poznaniu mają być 42 grupy lokalne, bo tyle tutaj jest osiedli. W mojej opinii, to byłoby tak naprawdę rozłożenie Poznania na łopatki i już nic by się tu nie działo. Ale Poznań nie powinien też być jedną wielką grupą lokalną, bo taki twór nic ze sobą nie niesie oprócz wyizolowania się części ludzi. Aczkolwiek uważam, że grupy lokalne są tu potrzebne, ale takie liczące po 50, 60 osób najwyżej, aby prawnie mogły działać. Na przykład, na podstawie historycznego podziału Poznania na pięć dzielnic. Według podobnych obszarowo grup działa Warszawa.

Czyli chodzi o robienie tego samego nie tyle wspólnie co równocześnie?

Tak, bo skupmy się tu na Poznaniu. Ja widzę go podzielonego na przykład na pięć dużych grup lokalnych. Możemy wtedy przygotować pięć PiKOD-ów lub manifestacji w tym samym momencie w pięciu różnych punktach miasta. Takie rozłożenie energii koderów z pięciu grup przynosi efekty – jesteśmy o wiele bardziej wyraziści w działaniu. To aktywuje ludzi, którzy dotąd stali zawsze w cieniu, bo łatwiej jest im zacząć działać w grupach mniejszych czy sąsiedzkich, w których łatwiej się poznać i utrzymać codzienne relacje.

Tutaj nie do końca z Tobą się nie zgodzę. Czy nie jest tak, że ludzie chętniej przyłączą się do dużej manifestacji? Są w niej przecież bardziej anonimowi, a jednocześnie widzą większą własną, tłumu, siłę.

Oczywiście,  że duża manifestacja

Oczywiście, że duża manifestacja daje poczucie przynależności do tłumu, może nawet poczucie bezpieczeństwa. Daje tak zwanego powera, z którego energię do kolejnych działań można jeszcze długo czerpać. Ale jeśli do Poznania na duże manifestacje mają przyjeżdżać ludzie z mniejszych miejscowości, muszą najpierw KOD poznać u siebie i zacząć się z nim w choćby minimalny sposób utożsamiać. I temu właśnie także służą inicjtywy w mniejszych społecznościach.

Powyborcze działania

Czy tobie, jako naczelnikowi, żeby tak nawiązać do jaśnie panującego nam w tej chwili w Polsce pana z kotem w tle, odpowiada zarząd, który został wybrany?

Każdy zarząd wybrany przez koderów w demokratycznych wyborach mi odpowiada. I to nie jest żadna moja opinia o dobrym czy złym dopasowaniu się. To ja muszę się do woli wyborczej koderów dopasować, podobnie jak każdy z pozostałych członków zarządu. I tyle.

A jak wygląda twoja współpraca z tym zarządem – kultura i uprzejmości czy boje i kłótnie?

Zacznijmy od tego, że zarząd jest silny tym, że znajdują się w nim naprawdę różne osoby o zgoła odmiennych punktach widzenia. Natomiast współpraca to boje i kłótnie oczywiście, bo na spotkaniach ścierają się te odmienne punkty widzenia. Ale są to spotkania jak najbardziej kulturalne i kończące się pozytywnymi wnioskami.

Z tego co wiem, bo końcówkę tego jeszcze przeżyłam, byłeś koordynatorem sekcji Akcje. Czy widzisz więc w Jarku Idasiu – aktualnym koordynatorze Akcji – swojego następcę na stanowisku przewodniczącego KOD-u?

Nie wiem, choć bycie koordynatorem sekcji Akcje na pewno przygotowuje do bycia przewodniczącym… Ale tak na poważnie, to zobaczymy, wszystko przed nim. On idzie dokładnie taką samą ścieżką co ja, też najpierw czuwałem nad sekcją porządkową, założyłem przecież na pierwszej manifestacji tę żółtą kamizelkę, a potem udzielałem się w Akcjach. Życzę mu jak najlepiej, ponieważ tak ciężko pracujących i oddanych koderów potrzebujemy, na takich ludziach, jak Jarek Idaś, KOD buduje swój potencjał.

Wyborcze koneksje

Czy kiedykolwiek miałeś jakieś problemy w związku z twoją działalnością w KOD-zie?

Nie, nie miałem. Kiedy idę ulicą z przypiętym znaczkiem KOD-u, ludzie raczej pozytywnie na to reagują, często podnoszą do góry jeden palec…

??? 

Ten właściwy, nie środkowy, co oznacza, że popierają tę działalność. A wracając do tematu, teraz po wyborach widzę, że na ulicy jestem trochę bardziej rozpoznawalny, ale są to jak najbardziej pozytywne objawy. Zresztą mogę powiedzieć, że nigdy, podkreślam – nigdy, nie odczułem na własnej skórze negatywnych skutków mojej działalności w KOD-zie.

Myślałeś kiedyś o starcie w wyborach do Sejmu i byciu posłem?

Nie, nigdy. Powiem więcej – teraz skupiam całą swoją energię na tym, żeby jako przewodniczący struktur KOD-u Wielkopolska nie zawieść zaufania tych, którzy mnie wybrali.

A w przyszłości?

Nie, nie mam teraz czasu na myślenie o kandydowaniu, a w takich sytuacjach zawsze trzeba myśleć perspektywicznie. Nigdy wcześniej też o tym nie myślałem. Byłem takim sobie zwykłym człowieczkiem i nie sądziłem nawet, że zaangażuję się kiedykolwiek w jakąkolwiek działalność polityczną.

Pójdę teraz na całość – chciałbyś być prezydentem Poznania?

Nie, bo na tę chwilę nie byłbym w stanie być lepszym prezydentem niż Jacek Jaśkowiak.

Jak układa ci się współpraca z politykami?

Dobrze, bardzo dobrze. Jestem osobą rozpoznawaną w tym środowisku, numer mojego telefonu wśród nich krąży. W przypadku jakichkolwiek akcji, sytuacji dzwonią do mnie, kontaktują się i bardzo chętnie współpracują… Również Jacek Jaśkowiak, bo widzę, że chcesz zapytać.

Powiązanie z koderskim wywiadem nr I

Porozmawiajmy na koniec o poznańskiej manifestacji w obronie sądów w niedzielę 19 lutego 2017 na placu Wolności. Był na niej Mateusz Kijowski, którego jednak ty jako lider KOD-u Wielkopolska nie przywitałeś. Dzień później robiłam wywiad z Krysią Stachowiak, która zrobiła to za ciebie. Dlaczego musiała tak postąpić?

Po pierwsze tak ustaliłem z Mateuszem Kijowskim, a po drugie Krysia wcale nie musiała go witać, tylko chciała. Z Mateuszem ustaliłem – jak już mówiłem – że na manifestacji będzie szeregowym koderem, więc powitałem go tak jak wszystkich innych koderów mówiąc: „witajcie, dziękuję, że tutaj jesteście”. Nie potraktowałem go szczególnie, ponieważ taką mieliśmy umowę. On po prostu na placu był zwykłym szeregowym koderem, a żadnemu koderowi nie można zabronić uczestnictwa w manifestacji.

A zwykłemu Polakowi to już można? Że tak złapię cię za słówko.

Oczywiście, że nie. Na naszych manifestacjach pojawiają się setki, a nawet tysiące Polaków niekoderów. Czy kiedykolwiek jakiegoś niekodera wyprosiłem z naszej manifestacji? Są sympatycy, są osoby sporadycznie pojawiające się wśród nas. My nie tworzymy wydarzeń wyłącznie dla KOD-u, ale dla Polaków, którzy chcą i czują wewnętrzną potrzebę wykrzyczenia swojego sprzeciwu wobec tego, co PIS robi z tym krajem.

Wracając do Krysi – słyszałam od niej, że zrugałeś ją za powitanie Mateusza. Dlaczego?

Nie, nie zrugałem. Powiedziałem jej tylko, że mi się to nie podobało i że ja na jej miejscu na pewno bym tego nie zrobił. Powiedziałem też, że tak naprawdę wyraziła swoją myśl, swój punkt widzenia przeciwny do punktu widzenia wielu koderów, a w dniu takim jak manifestacja powinniśmy być jednością i nie poruszać w ogóle tematów, które nas dzielą. Podkreślam przy tym, że bardzo Krysię szanuję i nie czuję się osobą, która ma prawo ją zrugać. Mam jednak prawo, podobnie jak każdy z nas wobec każdego, w rozmowie w cztery oczy wyrazić swoją opinię, co też właśnie uczyniłem.

Ze Sławkiem Majdańskim rozmawiała  Natalia Mikołajska