KODERSKIE WYWIADY IX Porozmawiajmy z osobą bardzo LUD-ową, czyli z Asią Darecką

KODERSKIE WYWIADY IX

Porozmawiajmy z osobą bardzo LUD-ową, czyli z Asią Darecką

Przyznaję, trochę się zapuściłam i długo nie przeprowadzałam żadnego KOD-erskiego wywiadu, co nie znaczy wcale, że wszystko o KOD-zie już wiem. O nie, bynajmniej. Wobec sporej jeszcze mojej niewiedzy na temat Komitetu postanowiłam wrócić do „starego” sposobu zdobywania nowych informacji. Dziś na tapetę weźmiemy Asię Darecką, która w KOD-zie jest pełnomocnikiem ds. członkowskich i w zasadzie siłą sprawczą Latającego Uniwersytetu Demokracji. Dodam jeszcze – jak to zwykle w KOD-erskich wywiadach z numerkiem bywa – że tym razem ostrzę sobie pazurki na Roberta Ciesielskiego z KOD-owego Zarządu Głównego, postać znaczącą, jak znaczący będzie numerek tego wywiadu – dziesiąty.

PYTANIA KODOWE

Dlaczego zaangażowałaś się w KOD?

Zacznijmy od tego, że w polityce aktywna byłam od 2010 roku. Natomiast po wyborach w 2015 roku, kiedy zobaczyłam, że lewica, którą popierałam, nie dostała się do parlamentu, a PiS zdobył samodzielną większość wiedziałam, że nie będzie dobrze.

Może chodziło zwyczajnie o wygraną PiS-u?

To też, ale w moim przypadku zaczęło się to od przegranej lewicy, bo poczułam, że straciłam wtedy pole do działania. Natomiast punktem zwrotnym było uniewinnienie Kamińskiego przez Dudę. Kamińskiemu wtedy jeszcze nie zasądzili wyroku, a „szlachetny” prezydent uznał, że wyręczy sądy i uwolnił go „na zapas” od jakiejkolwiek kary. Przeraziło mnie to bezprawie i od razu wiedziałam, że to jest tylko początek, że będzie znacznie gorzej. Kiedy więc dowiedziałam się, że KOD powstał, to poleciałam jak na skrzydłach na pierwsze poznańskie spotkanie do pizzerii Tivoli. Tam okazało się, że wszyscy są oburzeni tą historią z Kamińskim i czują, że będzie trzeba bronić demokracji, co niestety okazało się prawdą.

Byłaś więc wcześniej związana z partią? Pewnie lewicową…

Byłam. Z Ruchem Palikota, późniejszym Twoim Ruchem. Od 2010 do 2015 roku.

Czyli dla ciebie partia to jest to. Chcesz zmieniać świat polityczny?

Nie, nie powiedziałabym, że lubię być w partii. Po prostu zawsze miałam poglądy lewicowo-liberalne i kiedy w 2010 roku powstał Ruch Palikota i takie poglądy prezentował, stwierdziłam, że to jest to, że to jest zgodne z moim sposobem myślenia. Poza tym nałożyło się to na moje ówczesne przemyślenia, doszłam wtedy do wniosku, że chcę coś robić, że mam dość narzekania na sytuację, na to, że jest źle, że politycy, i nie tylko oni, nie spełniają moich oczekiwań. Miałam dość nicnierobienia. Potrzebna mi była jakaś aktywność, przy czym niekoniecznie w partii politycznej…

Powstał jednak Ruch Palikota, nowa partia, i zaangażowałaś się. Co tam robiłaś?

Byłam sekretarzem zarządu okręgu 39-tego (Poznań i powiat poznański). Tę funkcję pełniłam przez mniej więcej cztery lata, czyli od wyborów, które mieliśmy w partii w okręgu chyba w 2011 roku, do momentu, kiedy w Poznaniu zrezygnował przewodniczący. To było, zdaje się, w połowie 2015 roku, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Okręgiem zaczął wtedy rządzić pełnomocnik. Kiedy zrezygnował przewodniczący, siłą rzeczy został również rozwiązany zarząd, a ja przestałam być jego sekretarzem. Członkiem Twojego Ruchu jako partii byłam formalnie do 2016 roku, ale w zasadzie od wyborów parlamentarnych w 2015 nie było już żadnej aktywności Ruchu ani żadnej jego działalności partyjnej.

I jako bezpartyjna mogłaś zapisać się do KOD-u?

Jako osoba niedziałająca już w partii mogłam zapisać się do KOD-u.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Twojego Ruchu. Czy to dzięki działalności w nim umiesz zarządzać i kierować organizacją?

Nie wiem, czy od razu o zarządzanie tu chodzi, raczej o wprawę w pracy w jakiejś organizacji od strony czysto administracyjnej. I tyle.

Jakie funkcje pełnisz w KOD-zie? Bo jest ich kilka.

Organizuję wykłady LUD-u [LUD –Latający Uniwersytet Demokracji – przyp. red.], ostatnio także warsztaty LUD-u i tu nie ma żadnej formalnej funkcji. Poza tym pełnię również funkcję, przynajmniej tak zostało to nazwane, pełnomocnika do spraw członkowskich KOD-u Wielkopolska i zajmuję się kontaktem mailowym z członkami oraz z tak zwaną grupą pozafacebookową, w której skład wchodzą głównie sympatycy KOD-u niekorzystający z Facebooka i w związku z tym potrzebujący kontaktu z KOD-em za pośrednictwem maila.

Dlaczego startowałaś w KOD-owskich wyborach? Chciałaś czegoś więcej?

I tu musimy cofnąć się do przeszłości. Startowałam na członka zarządu regionu, bo jakoś tak wyszło, że od wiosny 2016 r. zaangażowałam się w zarządzanie w KODzie. Kiedy aktywne były jeszcze sekcje KOD-owskie, to byłam zastępcą przewodniczącego sekcji Postulaty, potem sekcji Edukacja, następnie jako osoba odpowiedzialna za sekcję pozafacebookową zasiadałam w Radzie Regionu. Z kolei w wyniku sytuacji po odejściu Zbyszka Zawady zdarzyło mi się być członkinią tzw. „G8”, czyli grupy zarządzającej KOD-em Wielkopolska do wyborów w regionie w styczniu 2016 roku. Dlatego wydawało mi się, że zarząd regionu będzie dla mnie naturalnym polem do działania – bym mogła po pierwsze, kontynuować to, co już w KOD-zie robiłam, a po drugie, wykorzystać też to, czego nauczyłam się wcześniej, m.in. jako sekretarz w partii.

Żałujesz, że cię nie wybrano?

Nie. Ponieważ mam dosyć dużo pracy w związku z LUD-em. Cały czas staram się go rozwijać i ulepszać, cieszę się więc, że nie mam dodatkowych obowiązków.

Byłabyś dobrym członkiem zarządu?

Nie mam pojęcia. Nie wiem, jak pracuje zarząd, ponieważ nigdy nie byłam na jego zebraniu.

Nie czytasz protokołów?

O tak, czytam, ale po prostu nie wiem, czy byłabym dobrym członkiem zarządu. Wiem tylko, że jeśli podjęłabym się jakichś obowiązków, to zawsze wypełniałabym je najlepiej, jak mogę.

Co chciałaś przed wyborami zmienić w KOD-zie?

Raczej nie chodziło mi o zmiany jako takie, ale o położenie nacisku na to, czym zajmuję się nadal, czyli na edukację – m.in. poprzez Latający Uniwersytet Demokracji. Poza tym uważałam, że niektóre sprawy należy uporządkować, a to odnosi się do kwestii dokumentacji, pewnych procedur, kontaktu z członkami, z zarządem głównym… Po prostu potrzeby wprowadzenia jakichś ściśle określonych zasad działania. Sądziłam, że na tym polu mogę działać.

Zatrzymajmy się na chwilę przy LUD-ach. Jak chciałabyś je zmienić? Może ulepszyć?

Chciałabym przede wszystkim, żeby udało się regularnie i systematycznie, podkreślam: regularnie i systematycznie, organizować LUD-y poza Poznaniem, bo o ile zorganizowanie LUD-u w mieście nam wychodzi, to trudno jest wyjść poza Poznań. Kłopoty pojawiają się już na etapie szukania odpowiednich wykładowców, czyli pożądanych przez mieszkańców innych miejscowości Wielkopolski. Trudno jest też znaleźć osoby miejscowe, które podjęłyby się organizacji takiego wykładu.

Do tego dochodzą jeszcze koszty tej organizacji.

Tak, nic nie jest za darmo. W Poznaniu zawsze na wykładzie przeprowadzamy zbiórkę do puszek. Jeśli wykładowca też jest z Poznania, to zbiórka zwykle pozwala na pokrycie kosztów wynajmu sali. Natomiast wykłady poza Poznaniem… Po pierwsze, nie wiadomo w ogóle, czy będziemy mogli taką zbiórkę przeprowadzić. Po drugie, będzie na pewno mniej uczestników, czyli zbiórka, jeśli byłaby przeprowadzana, będzie mniejsza i może nie pokryć kosztów wynajęcia sali. W dodatku dochodzą jeszcze koszty dojazdu wykładowcy – tak że pojawiają się pewne problemy.

Z dotychczasowych doświadczeń w organizacji wykładów poza Poznaniem wynika, że samorządy unikają powiązań z KOD-em.

Ile kosztuje cię zorganizowanie takiego wykładu? Chciałabym poznać cenę psychiczną, bo nie wierzę, żeby wszystko szło tak spokojnie i bez nerwów.

Teraz jest różnie, ale na początku to był straszny stres. Przeżywałam to ogromnie, szczególnie z tego względu, że nigdy wcześniej nie organizowałam żadnych wykładów, byłam więc kompletnie zielona. Z czasem nabrałam wprawy, choć muszę powiedzieć, że cały czas jeszcze się uczę. Zawsze pojawia się coś, na co nie wpadłam wcześniej, co powinnam zorganizować inaczej, okazuje się, że muszę poprawić sposób działania.

Sposób działania?

Tak, sposób działania.

Jeśli chodzi o organizację LUD-u, to teraz najbardziej martwię się w dwóch etapach: na początku, kiedy szukam chętnego wykładowcy, bo potem to jest już trochę rutyny, czyli przygotowanie materiałów, promocja wykładu, zorganizowanie ludzi, którzy włączą się w organizację wykładu… To przecież nie jest tak, że robię wszystko sama – są osoby, które przeprowadzają zbiórkę, rozwieszają plakaty, rozprowadzają ulotki, są osoby z SP [Służby Porządkowej], jedna osoba – najczęściej Grześ Borys – przeprowadza transmisję z wykładu, jest Waldek Jóźwiak, który robi zdjęcia… Bez nich wszystkich nie byłoby takiego LUD-u, jaki mamy. Są też moderatorzy głównie spośród naszych KOD-owych wykładowców…

Dobrze, a skąd masz wykładowców? Przecież nie wszyscy są z KOD-u.

Korzystam z kontaktów profesora Podemskiego – to przede wszystkim, ale również profesorów Kowalskiego i Wiewiorowskiego. Właśnie głównie dzięki ich kontaktom mamy LUD-owych wykładowców.

Ale wracając do stresu i do tego drugiego etapu, którym martwię się najbardziej. Jest nim moment bezpośrednio przed rozpoczęciem wykładu, bo wtedy martwię się, czy pojawią się wszystkie osoby zaangażowane w wykład, przede wszystkim wykładowca i moderator, a poza tym zależy mi, żeby wszystkie elementy odpowiednio zadziałały. Kiedy wykład się zaczyna, jest już fajnie. Jednak każdy wykład to, oczywiście, stres, ale również przypływ adrenaliny, a potem, jak podejrzewam, endorfiny, kiedy okazuje się, że się udało i znowu mieliśmy fajny wykład.

Zawsze tak było? Opowiedz coś o twoim pierwszym LUD-zie.

Pierwszy wykład KOD-u – jeszcze nie LUD-u – to był wykład, który organizował Łukasz Piętka. Wypowiadali się na nim Tomek Adamiec i prof. Jacek Wachowski. Natomiast drugi wykład KOD-u, już pod logiem LUD-u, zorganizowałam ja. Było to w czerwcu 2016 roku i wykładowcą był dr Antoni Rost. Wykład był dla mnie kompletnym szaleństwem, ponieważ zabrałam się za niego, jak już wspominałam, nie mając zupełnie pojęcia, co zrobić. Wtedy cała organizacja LUD-u spadła na mnie, trochę dlatego że wykruszyły się osoby, które chciały się tym zająć, a trochę dlatego że ja bardzo chciałam, żeby te wykłady się odbywały. Od początku spodobała mi się idea LUD-ów. I byłam ogromnie zainteresowana jej realizacją.

Od idei się zaczyna.

Tak, wtedy Łukasz Piętka, nie wiem już jak, ale zorganizował następnego wykładowcę, czyli dra Rosta, i przekazał po prostu informację sekcji Edukacja, że musimy zorganizować i przeprowadzić wykład. Ponieważ mi zależało najbardziej, wzięłam to na siebie. Na początku odbyła się bardzo fajna burza mózgów, omówiliśmy wszystko, co się dało omówić i co przyszło nam do głowy, przy czym ponieważ nikt z nas się nie znał na organizacji wykładów otwartych, zrobiliśmy to bardzo po amatorsku. A jednak nam się udało. I tak to się jakoś potoczyło dalej. Z czasem dowiadywałam się nowych rzeczy na bieżąco. Dodam, że okazało się to być bardzo wciągające zadanie…

Co dokładnie?

Chociażby to, że wszystko trzeba było wymyślić i zorganizować od początku; na przykład nie wiedziałam wtedy jeszcze, jak organizuje się salę, czyli gdzie w Poznaniu dostępne są sale wykładowe. Nie wiedziałam również, jak powinny wyglądać materiały graficzne ani jak się je organizuje. Na szczęście Ewa Kociszewska, która była wtedy jeszcze aktywna, pomogła nam i przekazała wiedzę o promocji, dzięki temu wiedzieliśmy, gdzie i kiedy w prasie należy zamieścić ogłoszenie o wykładzie. Pokazała też miejsca, gdzie można dodatkowo poinformować o wykładzie LUD-u. Tak, to były bardzo trudne, ale emocjonujące początki.

PYTANIA POLITYCZNE

Czy ty, jako Joanna Darecka, masz jakiś pomysł na zaangażowanie zwykłych szarych obywateli w działania prodemokratyczne? Jak sprawić, żeby zależało im na pani o imieniu Demokracja?

Myślę przede wszystkim, że osoby, które interesują się tym tematem, dla których troska o demokrację w jakiś sposób jest ważna, już są zaangażowane. Najważniejsze jest to, żeby ta ich aktywność trwała, żeby się nie zniechęcały. Natomiast osoby, które nie dostrzegają potrzeby tego rodzaju działalności…

Właśnie, co zrobić, żeby ci niezaangażowani chcieli w ogóle poznać panią Demokrację?

Obawiam się, że te osoby, skoro same nie czują tego problemu, należałoby zaktywizować jakoś inaczej. Może dobrze jest zachęcić ich do aktywności w ich środowiskach lokalnych, żeby przekonali się na własnym przykładzie, że można działać dla swego otoczenia, że oni sami mogą zrobić u siebie coś bardzo ważnego. Dzięki temu przekonaliby się na własnej skórze, jak ta demokracja działa bądź też nie działa. Myślę, że to jest właśnie droga do zaktywizowania takich ludzi, także na rzecz demokracji.

Chcesz pokazać ludziom demokrację z wszystkimi jej kolorami, również czarnymi i szarymi, po to aby mogli porównać ją z autorytaryzmem? Kaczyński jest jak autorytarny Władimir Putin, który wmówił Rosjanom, że świat jest przeciwko nim i dzięki temu ma wciąż ogromne poparcie mimo swojego złodziejskiego systemu władzy. Trudno będzie przekonać, że to jest złe…

Ja właściwie nie mam pojęcia, jak to zrobić. Bardzo łatwo jest przekonać ludzi, że są zagrożeni, że ich sytuacja jest ciężka i że wszyscy są przeciw nim, ale nie wiem, jak ich skłonić do myślenia, że to nie jest prawda. Chciałabym to wiedzieć. Naprawdę.

Cimoszewicz mówi, że: „PiS sprowadza spór z Brukselą do próby narzucenia Polsce przyjęcia muzułmańskich imigrantów”. Twierdzi, że partia ta „gra na strachu, frustracjach i ignorancji ludzi”. Czy my kiedyś zaczniemy zachowywać się normalnie, otworzymy się na uchodźców i oddamy światu nasz dług, który zaciągnęliśmy chociażby w czasie stanu wojennego, bo to z Zachodu przychodziły do nas wtedy dary z odzieżą, jedzeniem, odżywkami dla dzieci, pieniądze i sprzęt na działalność podziemną,  tam uciekali ludzie przed represjami, czyli również my byliśmy uchodźcami i też nas przyjmowali.

To jest tak, że z jednej strony poziom poczucia zagrożenia i niechęci do obcych jest tak wysoki, że jeżeli w jakiś sposób pojawiliby się oni w Polsce, bo albo nastąpiłaby zmiana stosunku rządu do tej kwestii, albo zmieniłby się rząd, to obawiam się przede wszystkim o bezpieczeństwo tych uchodźców, czy po prostu nie doszłoby do ataków na nich. Ale jeśli w Polsce nie pojawią się uchodźcy albo inaczej – jeśli Polacy nie będą mieli możliwości zetknięcia się z innymi kulturami w życiu codziennym, przekonania się, że ci, którzy zostali im przedstawieni jako złoczyńcy, terroryści i wszystko co najgorsze, są zwyczajnymi ludźmi, to…

Właśnie, ale jak walczyć na przykład z oplataniem Polski różańcem w obronie przed tymi zwyczajnymi ludźmi uchodzącymi ze swoich krajów?

Wydaje mi się, że PiS wykorzystuje tu ludzkie emocje, co jest bardzo niebezpieczne. PiS-owcy używają strachu, niepewności, obawy przed obcymi, które w Polsce są na bardzo wysokim poziomie. Także z tego względu, że jesteśmy narodem homogenicznym i tych „obcych” po prostu nie znamy.  Tak już jest, że boimy się ich najbardziej, gdyż boimy się przede wszystkim tego, czego nie znamy. Ponieważ PiS zdaje sobie sprawę, że takie emocje w społeczeństwie są, to nie tylko je wykorzystuje, ale i podsyca.

Bo PiS, a raczej Jarosław Kaczyński, lubi budować na strachu.

Tak. Powtórzę, że to jest bardzo niebezpieczna droga, która może prowadzić do skrajnych zachowań. Nie wiem, jak zawrócić Polskę z tej drogi. Nie wiem też, jak przekonać ludzi, że uchodźcom należy pomagać, jednocześnie dbając, żeby dobrze funkcjonowali w naszym społeczeństwie, żeby stali się jego częścią. Niestety, nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Poza tym jestem raczej pesymistką pod tym względem i obawiam się, że został uruchomiony proces, który trudno będzie odwrócić. Ale kiedyś trzeba będzie. Im szybciej tym lepiej.

rozmawiała Natalia Mikołajska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *