KODERSKIE WYWIADY VI – DZIŚ POROZMAWIAMY Z RZECZNIKIEM PRASOWYM KOD WIELKOPOLSKA, TOMASZEM ADAMCEM

Tomasz Adamiec to prawnik, a dokładniej radca prawny, Jest członkiem zarządu KOD Wielopolska i również rzecznikiem prasowym KOD Wielopolska. Dużo tych funkcji, mocno angażujących. Zobaczmy, jak radzi sobie z nimi jeden niezbyt potężny facet – spójrzmy tylko na to zdjęcie pana radcy Tomka zrobione przez KOD-owego fotografa Waldka Andrzeja Jóźwiaka – nie jest zbyt rosły, a obowiązków tyle, że głowa boli…

tomasz-adamiec

Natalia Mikołajska: Na początek mam takie pytanie dla rozluźnienia, może trochę głupie: czym się różni radca prawny od adwokata?

Tomasz Adamiec: Tak… To jest bardzo smutne pytanie, bo pokazuje, że ludzie nie rozróżniają tych dwóch zawodów…

A to nie jest tak, że adwokat bardziej kojarzy się z sądami?

Tak… To właśnie jest ten błąd, który popełnia większość, że nie odróżnia tych dwóch zawodów, co bardziej martwi radców prawnych, mniej adwokatów. 

Trochę mi głupio być w tej większości…

Niepotrzebnie, to normalne…

Ale mówiłam, że pytanie jest trochę głupie.

Tak, ale wracając: w skali Polski zawód radcy prawnego wykonuje około dwadzieścia tysięcy osób, natomiast adwokatów jest zaledwie kilka tysięcy. W tej chwili, a dokładnie od lipca 2015 roku, uprawnienia zawodowe radców prawnych i adwokatów są dokładnie takie same, bo przed tą datą radcy prawni nie mogli być obrońcami w sprawach karnych.

Jak to nie mogli?

Przedtem mogli prowadzić wszystkie sprawy sądowe z wyjątkiem obrony w sprawach karnych, czyli prowadzili także sprawy spadkowe, rodzinne, rozwody itp. Natomiast w tej chwili mogą też być obrońcami w sprawach karnych. Na przestrzeni lat oba te zawody stopniowo się do siebie zbliżały i ich uprawnienia są w tej chwili, jeszcze raz powtórzę, dokładnie takie same. Jednak nie sądzę tak naprawdę, żeby doszło do połączenia radców prawnych z adwokatami, dlatego że adwokatów jest mniej i oni nie chcą się rozpłynąć w powodzi radców prawnych. Były nawet kiedyś takie pomysły, żeby połączyć oba zawody, ale nic z tego ostatecznie nie wyszło.

KOD

Tomku, myślę, że już się rozluźniliśmy, przynajmniej ty na rozluźnionego wyglądasz, przejdźmy więc teraz do KOD-u. Prowadziłeś pierwszy w historii LUD [Latający Uniwersytet Demokracji – przyp. red.]. O czym on był?

A mówimy o tym pierwszym wykładzie w salce bez okien?

Nie wiem, nie było mnie wtedy w KOD-zie, ale zakładam, że tak.

To był taki LUD z numerem “0”, startowy czy też początkowy, jeszcze nie w Delcie [wykłady LUD-u odbywają się zwykle w biurowcu Delta w Poznaniu – przyp. red.]. Było na nim kilkanaście osób, a salka należała raczej do tych nieciekawych, bo była, jak już mówiłem, kompletnie bez okien. Przyznam się, że naprawdę czułem tremę, bo po pierwsze przemawialiśmy z profesorem Wachowskim [prof. Jacek Wachowski z UAM-u brał czynny udział w demonstracjach KOD Wielkopolska w 2016 roku – przyp. red.], a po drugie na tle tak spaniałego mówcy praktycznie każdy wypada raczej blado.

A co ty w ogóle myślisz o LUD-ach? Do czego są one potrzebne?

Przede wszystkim należy przypomnieć, że pomysłodawcą, inicjatorem i motorem LUD-u jest Joanna Darecka i bardzo bym chciał, żeby to ona mówiła o tej wspaniałej inicjatywie.

Pytam ciebie jako pierwszego z LUD-owskich wykładowców, więc się nie wymiguj, proszę. Z Asią to ja sobie jeszcze pogadam, teraz pytam ciebie… Zatem – tu trochę ci pomogę – LUD-y były wymyślone jako praca u podstaw, jako oświecenie ludzi, którzy nie wiedzą, czym grożą rządy PiS-u. Miały podobno jeździć na wieś i uświadamiać rolników i ludzi w małych miastach.

Jeśli o mnie chodzi, to ja bym widział LUD jako otwarte wykłady odbywające się w Poznaniu, ale nie tylko. Zorganizowanie takiego wykładu w malej miejscowości jest o wiele trudniejsze. Nie mówiąc już o wsi, bo zawsze trzeba dodatkowo sfinansować dojazd.

Tak, LUD-y w tej chwili to raczej głównie małe wykłady w Poznaniu dla małych, ciągle tych samych ludzi, wśród których ty się nie pojawiasz.

Natalio!, przychodzę, ale rzeczywiście nie na wszystkie. Ostatnio byłem na Celińskim. 

Tak, byłeś, ale wszyscy prawie byli, a poza tym inni wykładowcy też są świetni, nie tylko ci znani i powszechnie lubiani. Dlaczego KOD zarzucił pomysł edukacji u podstaw, całego społeczeństwa, wszystkich Wielkopolan?

LUD jest ważną częścią działalności KOD-u, bo jest cykliczny i jest otwarty, jednak ja jestem tylko jednym z jego uczestników. Jako rzecznik prasowy próbuję też dodatkowo go wypromować, co jest, nie ukrywam, dosyć trudne. Tylko raz udało się LUD odpowiednio nagłośnić – właśnie jak przyjechał Andrzej Celiński – wtedy telewizja WTK niemalże ustawiła sobie całą ramówkę pod jego wykład i nadawała nawet na żywo z Delty. Byłem tym bardzo mile zaskoczony, bo do tej pory nigdy coś takiego się nie udało. Ale świadczy to tylko o tym, że jeżeli LUD-em mają się zainteresować media, to prelegentami muszą być osoby znane.

LUD-owi wykładowcy wszyscy są świetni.

Tak, ale widzisz: to, że oni są świetni nie wystarcza mediom. Gdyby to był Nergal, Jolanta Kwaśniewska i jeszcze na przykład Ryszard Kalisz, czy inne osoby znane z telewizji, show biznesu, to…

Nergal?

Myślę, że jest to człowiek, muzyk, który zderza się z ograniczeniami wolności słowa i wolności artystycznej wypowiedzi. Dlatego uważam, że mogłaby być bardzo ciekawa osoba na LUD.

Czyli angażujesz się jednak w LUD?

Staram się. Tylko powstaje teraz pytanie, czy takich ludzi można do Poznania ściągnąć. Podobnie jest z Jolantą Kwaśniewską, która mogłaby powiedzieć wiele interesujących rzeczy o roli pierwszej damy, o roli pani prezydentowej w życiu społecznym i politycznym kraju. Szczególnie na tle obecnej żony prezydenta. To byłoby ciekawe i ważne, a co za tym idzie na pewno przyciągnęłoby osoby spoza KOD-u, bo ważne jest, aby LUD angażował także takie właśnie osoby. To mogą być trafione pomysły, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że one mogą być niewykonalne.

Ponieważ pozostaje kwestia finansowania takich wykładów?

No właśnie, bo jest pytanie: czy oni by tak chętnie przyjechali tu za jeden uśmiech.

Dlaczego, jak mówi to nasz Ryszard Tezki, KOD organizuje wydarzenia, takie jak LUD-y, ale także różne manifestacje prawie wyłącznie dla siebie?

Cóż, jest w tym trochę racji.

Właśnie, a co myślisz o propozycji Ryszarda, żeby KOD dostosował swój przekaz do poziomu i mentalności zwykłych ludzi, aby pokonać PiS?

Co do tego, że należy pozyskać ludzi spoza KOD-u, to zgodzimy się tu wszyscy, to nie jest tylko jego postulat i pomysł. On o tym mówi najgłośniej, a myślimy o tym wszyscy. Dlatego, żeby trzymać się już tego LUD-u, to żeby przyciągać ludzi, musielibyśmy mieć wśród wykładowców także trochę celebrytów.

Dlaczego zgodziłeś się na bycie rzecznikiem prasowym? Chcesz ulepszyć czy zmienić tę funkcję?

W momencie kiedy zostawałem rzecznikiem, wiedziałem, że to jest bardzo ważna funkcja, ale jeszcze nie do końca zdawałem sobie sprawę z realiów bycia tym rzecznikiem. Na szczęście 19 lutego, w dniu moich urodzin, na pl. Wolności w Poznaniu odbyła się nasza manifestacja w obronie sądów, na którą przyjechał Mateusz Kijowski.

Zimno wtedy było…

Jak to w moje urodziny bywa… A wtedy w kręgu KOD Wielkopolska toczyły się długie dyskusje, czy on powinien przyjeżdżać czy nie, a tymczasem jego przyjazd spotkał się z ogromnym zainteresowaniem mediów. To był jedyny raz, kiedy dziennikarze do mnie wydzwaniali, żeby dowiedzieć się szczegółów. Wtedy też zostałem zaproszony na wywiad do WTK, który dotyczył tak naprawdę nie tyle KOD Wielkopolska tylko Mateusza Kijowskiego. To była trudna rozmowa, ale myślę, że dałem sobie radę. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem, jak powinien funkcjonować rzecznik prasowy, czyli: że ważne są bezpośrednie kontakty z dziennikarzami, że warto być dostępnym dla dziennikarzy, niezbyt nachalnym w stosunku do nich, że warto im zawsze podziękować za publikację i że warto z nimi budować takie sympatyczne i partnerskie relacje. Jeszcze raz powtórzę, było to bardzo ważne doświadczenie, które teraz procentuje.

Co masz na myśli?

W tej chwili zdaję sobie już sprawę – i jestem za to odpowiedzialny – że każda wzmianka w telewizji, radiu, prasie czy internecie o działalności KOD Wielkopolska jest już sama w sobie sukcesem. Dlaczego? Dlatego że w nawale informacji naprawdę trudno przebić się z informacjami o nas. Mówiąc wprost, informacja o krowie, która uciekła z rzeźni i potrąciła kobietę gdzieś w Wielkopolsce – nie śmiej się, to nie jest przykład wzięty z głowy, to jest sytuacja, która się faktycznie zdarzyła – jest wiadomością, która przebije każdą inną. Jeśli więc się przebijemy z naszym przekazem, to uważam to za sukces. Dużym sukcesem były również urodziny konstytucji 2 kwietnia, dlatego że pokazały nas, czyli demonstrację w Poznaniu, wszystkie telewizje, również ogólnopolskie.

Fakt, nawet widziałam się w TVN 24. Ale mówisz ogólnopolskie – myślisz również o telewizji publicznej ?

Jako rzecznik prasowy nie mam uprzedzeń do żadnych mediów. TVP też była obecna, TVP też nas pokazywała, ale mówię tu o TVP Regionalnej. Wspominam telewizje ogólnopolskie, mając na myśli Polsat News i właśnie TVN 24. Zresztą wtedy wszyscy o nas mówili – telewizje regionalne, radia i portale internetowe. I mimo że frekwencja na demonstracji wcale nie była taka wielka, to medialnie bardzo to urosło.

Jakby nie patrzeć – twój kolejny sukces. Co jeszcze jest dla ciebie jako rzecznika prasowego ważne?

Zawsze najbardziej się obawiam jak skutecznie zainteresować media naszymi spontanicznymi zgromadzeniami – mówimy tutaj o dwóch wydarzeniach: ponowny wybór Donalda Tuska na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej i potem zgromadzenie pod Urzędem Wojewódzkim 11 czerwca w związku z usuwaniem demonstrantów na kontrmiesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca. Były to spontaniczne manifestacje i też, udało mi się ściągnąć telewizję i media, mimo że było na to tylko kilka godzin. Przyjechali i nas kręcili! Także Polsat News i TVN 24. To są na pewno sukcesy, ale na pewne rzeczy nie mamy już wpływu – pamiętajmy, że dziennikarze kręcą materiał, a dopiero wydawca decyduje, czy on pójdzie w programie czy nie.

A postaw się na miejscu takiego dziennikarza, kiedy odrzucają jego materiał…

Właśnie, a on ileś tam czasu mu poświęcił… Ale wracając i powtarzając, każda wzmianka o nas na zewnątrz w mediach jest sukcesem, czasem mniejszym, czasem większym, ale sukcesem.

Zawsze tak jest, tak było?

Tak, zawsze tak jest. A co do przeszłości, to chciałbym tu zauważyć jedną rzecz. Po naszych regionalnych wyborach zdecydowanie zmienił się ton przekazów medialnych, bo ja specjalnie to śledzę – nikt już nie mówi o konfliktach lub rozłamach w Wielkopolskim KOD-zie…

A kiedyś były takie? Ja nie wiem, wtedy żyłam sobie w świecie kultury i z dala od polityki.

Tak, kiedyś w związku z różnymi sytuacjami, takie informacje przebijały się do mediów. Media bowiem takimi sensacjami są zawsze zainteresowane. Natomiast teraz od wyborów mamy przekaz pozytywny i jednolity. Nikt nie wspomina o naszych konfliktach, ale za to piszą o naszych akcjach.

Oprócz bycia w KOD-zie rzecznikiem, prowadzicie z kolegą prawnikiem też Biuro Pomocy Prawnej. Co wy tam robicie? Czy ludzie przychodzą na dyżury prawne w biurze KOD-u na Zamkowej? Bo wiem, że z innym prawnikiem zamieniacie się dyżurami i macie taki co dwa tygodnie.

Prowadzimy i jest nas już w sumie trzech – oprócz mnie jeszcze radca prawny Paweł Strzelecki oraz adwokat Wojciech Bąkowski. Razem od października ubiegłego roku prowadzimy akcję Bezpłatna Pomoc Prawna KOD. Robimy to cyklicznie, naprzemiennie, raz w tygodniu, w każdy czwartek. Na okres wakacji akcja została czasowo zawieszona. Ludzie przychodzą, piszą maile lub dzwonią, bo wiedzą o tej akcji, która mam nadzieję zdążyła się chyba już ugruntować. Dodam, że w trójkę chcemy z tą akcją wyjść koniecznie poza KOD. To oznacza być może nowe kanały przekazu i jakąś nową formułę. W każdym razie Bezpłatna Pomoc Prawna KOD teraz skierowana jest do wszystkich, nie generuje żadnych kosztów, a jednocześnie na pewno buduje dobry wizerunek KOD Wielkopolska.

POLSKA

A teraz porozmawiajmy sobie z rzecznikiem prasowym KOD-u o KOD-owskim widzeniu świata, szczególnie tego polskiego. Najpierw poruszmy gorącą sprawę uchodźców. Profesor Podemski ostatnio na Facebooku wysunął propozycję, żebyśmy jako KOD przyjęli w każdym regionie jedną rodzinę z Syrii, żeby pokazać polskiemu społeczeństwu dobry przykład, że należy udzielać im schronienia. Jako rzecznik, co o tym myślisz? Sprawa chyba się rozbiła o braki finansowe i niezgodę rządu na coś takiego, ale mnie interesuje, co ty myślisz o uchodźcach?

Mogę tu mówić tylko w moim imieniu. 

To mnie interesowało.

Jestem przerażony, gdy słucham niektórych znajomych osób, które mówią o jakichś „ciapatych”, o tym że nie należy nikogo wpuszczać. Jestem przerażony jak dowiaduję się o kolejnych, szczególnie w Poznaniu, ale nie tylko, atakach na cudzoziemców. Z jednej strony ludzie są bardzo „na nie” wobec uchodźców, a z drugiej strony w Polsce narasta atmosfera rasizmu i ksenofobii bez uchodźców. Ważne jest, żeby znaleźć jakiegoś cudzoziemca i na nim się wyżyć – to chore. Moje zdanie jest takie, że powinniśmy przyjąć uchodźców. Na pewno moglibyśmy przyjąć tę liczbę uchodźców (to tylko kilka tysięcy) z obozów w Grecji i we Włoszech, która wynika z naszych zobowiązań unijnych.

Ale PiS twierdzi, ostatnio słyszałam to chyba z ust ministra Gowina, że ci uchodźcy z Grecji i Włoch, którzy docieraliby do Polski, nie byliby już uchodźcami, tylko migrantami. Zapewne ekonomicznymi.

Ale mnie nie interesuje to, co mówi PiS, bo PiS-u niestety w ogóle nie interesuje to, co mówię ja. Uchodźcy to ludzie, którzy przepłynęli Morze Śródziemne z narażeniem życia, którzy zostali już częściowo zweryfikowani przez Greków i Włochów. Zresztą powinniśmy przyjąć uchodźców z dwóch powodów. Po pierwsze możemy być albo bezduszni, albo humanitarni. Po drugie jesteśmy w Europie na dobre i na złe, a nie tylko na dobre. Przecież w końcu chcemy być w Europie Zachodniej. Chyba nawet Mieszko I tego chciał i przyjął chrześcijaństwo.

A czy ty uważasz albo czy KOD uważa, że polska konstytucja powinna zostać zmieniona, za czym optuje prezydent, który planuje zorganizować referendum konstytucyjne z kupą pytań?

Politycy, którzy postulują tę zmianę, sami naruszają konstytucję, czyli to w sumie tak, jakby pirat drogowy łamał zasady ruchu drogowego i postulował zmianę przepisów ruchu drogowego. Czy przepisy ruchu drogowego są doskonałe? Nie, ale należy ich przestrzegać. Czy konstytucja jest doskonała? Nie, ale też należy jej przestrzegać. Oczywiście można wprowadzić do niej jakieś zmiany, ale…

Ci postulujący zmianę konstytucji uważają, że mając 27 lat jest ona stara. Myślisz, że jest stara?

Amerykanie mają konstytucję od ponad 200 lat. O jakości konstytucji nie decyduje jej wiek. W Stanach są poprawki do konstytucji, a u nas przez dwadzieścia lat powstało bardzo bogate orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego. Dotąd ta nasza dwudziestosiedmioletnia konstytucja pozwalała nam normalnie funkcjonować, nikt nie miał żadnych fundamentalnych zastrzeżeń, niezależnie od tego, czy rządziła prawica, lewica czy centrum.

A co powiesz o referendum z kilkunastoma pytaniami, które chce przeprowadzić prezydent?

Wypowiedzi prezydenta na ten temat mogą wskazywać, że pan prezydent uwierzył już w swoją niezmierzoną mądrość i nieomylność. Cóż ja na to poradzę?

Czy Polsce przydałby się taki polski Emanuel Macron?

O! Na pewno.

Myślisz, że kimś takim był kiedyś Mateusz Kijowski?

Nie, nie, na pewno nie.

Ale mi chodzi o takie nieskażenie polityką. Myślę o takiej nowej niepolitycznej krwi.

Ale Emanuel Macron od początku był skażony polityką.

To w takim razie może Rafał Trzaskowski?

Z punktu widzenia estetyki wypowiedzi i estetyki wizerunku, to on mógłby pasować do roli polskiego Emanuela Macron. Wracając jednak do pytania, to powiem, że Polsce ktoś taki jest potrzebny z dwóch powodów. Bo potrzebne są osoby młode i dynamiczne, które sprostają wymaganiom XXI wieku, a w Polsce prawda jest taka, że we wszystkich partiach mamy – używając terminologii sportowej – osoby, które już dawno powinny zejść z boiska, bo nie radzą sobie z wyzwaniami tego XXI wieku. Poza tym niektórzy z nich, nie chcę już mówić z jakiej partii, mentalnie są jeszcze w wieku XIX. Podsumowując: tak, Polsce potrzebny jest Emanuel Macron, ale raczej od razu z dwudziestu w różnych partiach.

Jesteś prawnikiem, chciałabym trochę cię podpytać o Trybunał Konstytucyjny. W tej chwili jest zniszczony i z trudem będzie trzeba go odbudować. Dlaczego z trudem?

Żeby odkręcić wszystkie te złe PiS-owskie deformy prawne, trzeba będzie wprowadzić równie gwałtowne i drastyczne zmiany w przepisach prawnych, a zmiany w prawie nigdy nie są dobre. Jeśli zaś chodzi o sam Trybunał Konstytucyjny, to w tej chwili jest on kompletnie zmasakrowany. Przerażające jest to, że dostają się tam ludzie zupełnie bez kompetencji, już nie chodzi tu o to, że ci ludzie pochodzą z nadania PiS-owskiego, ale chodzi mi głównie o ten brak kwalifikacji zawodowych. Na przykład są w Trybunale Konstytucyjnym dwa zupełnie biegunowe przypadki osób. Oba z Poznania…

Jedna to prezes Julia Przyłębska, a druga?

Tak, Julia Przyłębska, która moim zdaniem nie ma kompetencji zawodowych do pełnienia tej funkcji, jest jedną z tych osób. Druga to profesor Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, której byłem studentem, i u której zdawałem bardzo trudny egzamin na studiach, z teorii państwa i prawa. Profesor Wronkowska-Jaśkiewicz jest wybitnym specjalistą i ma wszelkie kompetencje. Przy niej ja jako prawnik czuję się jak nauczyciel fizyki z podstawówki przy Einsteinie. Chyba wszyscy, którzy mieli z nią kontakt na studiach, też tak się czują. Wyłącznie takie osoby powinny być w Trybunale Konstytucyjnym, a jego dewastacja polega na tym, że trafiają tam osoby kompletnie bez kompetencji.

Widzisz Tomku, za rządów PiS-u liczy się przede wszystkim kolesiostwo.

Ale za rządów Platformy bywało podobnie. Jednak pomimo, że Platforma promowała swoich ulubieńców i protegowanych, to mieli oni konkretne kompetencje, na pewno większe niż obecni protegowani.

Aktor Jerzy Stuhr w zeszłym roku, czyli na początku rządów PiS-u, powiedział tak: „jak widzę ludzi o takim podejściu do prawa jak rząd PiS-u, to wiem, że nigdy nie nawiążę z nimi wspólnego języka ani nigdy z nimi nie będę współpracował, bo się boję, że tę labilność prawną mogą wykorzystać przeciwko mnie”. Ty nie boisz się tej labilności wobec KOD-u i w pracy zawodowej?

Oczywiście, że się boję. Z punktu zwykłego szarego obywatela, a cała reszta jest tu już wtórna.

Co będziesz polecał swoim klientom, jeśli sądy będą kontrolowane przez polityków?

Mam nadzieję, że to się nie stanie. Jeśli PiS podporządkuje sądy władzy wykonawczej, to będę mówił moim klientom: narzekaliście na sądy, że za wolno działają, to proszę, macie teraz jeszcze większy chaos. Uważam bowiem, że pod rządami polityków będzie jeszcze większy bałagan. Przy czym nie twierdzę wcale, że sądy działają idealnie, bo mogłyby przecież działać lepiej, sprawniej. Jednak PiS po prostu nie chce, żeby działały efektywnie – ich posunięcia organizacyjne wskazują tylko, że w sądach zapanuje jeszcze większy chaos. Albo inaczej: to co planuje PiS na pewno nie przełoży się na sprawne funkcjonowanie sądu. Jeśli chodzi o długość i przewlekłość spraw, z całą pewnością nie będzie szybciej.

Wszystkim swoim klientom to powiesz? Zakładasz, że każdy z nich to zwolennik PiS-u i ich władzy?

Niezależnie od sympatii politycznych ludzie jednak w końcu sami to zobaczą. Są już nawet takie badania, które pokazują paradoksalnie, że 40% respondentów twierdzi, iż planowane działania nie przyspieszą pracy sądów. 

Ostatnie moje pytanie dotyczy twojego pomysłu, żeby na każdej rozprawie adwokaci i radcowie przypominali art. 173 konstytucji, który stanowi że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Co z tym pomysłem?

Pomysł generalnie bardzo się podoba, kiedy przedstawiam go środowiskom prawniczym, jednak na razie tylko się podoba i nic więcej. Początkowo była taka myśl, żeby pomysł został zrealizowany w maju związku z Międzynarodowym Dniem Wymiaru Sprawiedliwości. Rozmawiałem na ten temat z rzecznikiem prasowym Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, który popierał tę inicjatywę. Jednak w maju miał miejsce ogólnopolski Kongres Prawników Polskich w Katowicach i niestety nie było już czasu i energii na realizację tego projektu. Ten pomysł, pomimo że jeszcze się nie przebił, cały czas jest aktualny i chciałbym go zrealizować. Chciałbym, żeby rozprzestrzenił się jak pozytywny „wirus”. O to mi chodzi.

Z Tomaszem Adamcem rozmawiała Natalia Mikołajska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *