KODERSKIE WYWIADY X. Świąteczny wywiad z zagadką

Rozmawiać będziemy z tym wyrośniętym bobasem, którego nazwisko poznamy w odpowiednim czasie. Niech teraz pozostanie to tajemnicą o smaku pomarańczy. Ta nasza „dziecinna” rozmowa odbywać się będzie z powodu pewnego małego święta – to już dziesiąty KODERSKI WYWIAD. Dlatego właśnie postanowiłam przepytać kogoś wyjątkowego. Jednocześnie przyznać muszę, że od niego trochę już się dowiedzieliśmy, ci przynajmniej się dowiedzieli, którzy byli na KOD-erskiej Kawiarence w poznańskim Empiku w czwartek 22 lutego 2018 r. Któż to jest?

30421824_971949769648606_1773198762_n

Za chwilę wszystko stanie się jasne, zdjęcie przedstawia bowiem małego Roberta Ciesielskiego, naszego człowieka w Zarządzie Głównym KOD-u. Zdjęcie jest stare, dlatego czarno-białe, i pochodzi z rodzinnego albumu. Dodam, że w wywiadzie skupimy się na czymś innym, niekawiarenkowym, i nie będziemy wiele mówić o walkach grup w zarządzie, bo ci, co chcą, dowiedzą się wszystkiego z relacji ustnych i pisemnych. Porozmawiamy tylko o poglądach Roberta na sens istnienia samego Zarządu Głównego, bo jest on za nie sekowany na posiedzeniach i raczej nielubiany. Przynajmniej takie wrażenie odniosłam z jego opowieści, bo on w zarządzie nie czuje się źle. Przypomnę jeszcze – jak to zwykle w KODERSKICH WYWIADACH z numerkiem bywa – że tym razem ostrzę sobie pazurki na zastępcę przewodniczącego KOD-u Wielkopolska Zdzisława Kałka.

Egzystencjonalnie

Wiele osób, w tym i ja, uważa, że KOD-u już nie ma. O przyczynach tego przekonania będziemy mówić później, a zacznijmy od najaktualniejszego pytania podstawowego – czy KOD jeszcze istnieje.

Natalio, dopóki się spotykamy, to KOD istnieje. Przy czym nieważne w jak dużym gronie są te spotkania, ale wśród życzliwych sobie ludzi, którzy wspólnymi siłami chcą bronić demokracji. Nieważne też, czy po tych spotkaniach decydujemy, że robimy jakąś manifestację, czy podejmujemy inne działania, czy też tylko zwyczajnie sobie o tej demokracji w naszym gronie pogadamy, to już wystarczy, żeby powiedzieć, że KOD istnieje.

Manifestacji jest jednak coraz mniej.

Myślę, że wynika to z wielu czynników. Zacznijmy jednak od tego, że KOD wyrósł właśnie na manifestacjach. Najpierw były manifestacje, a dopiero potem powstała organizacja. Ja na przykład byłem ich uczestnikiem od początku i chciałem się zapisać do KOD-u, ale nie wiedziałem jak. Spytałem kiedyś o to faceta w kamizelce z napisem „Służby porządkowe”, to on też nie wiedział, bo jeszcze nie było odpowiedzialnej za to osoby ani w ogóle miejsca, w którym można by się zapisywać. To był wtedy wielki fantastyczny spontaniczny ruch obywatelski. Dawał ludziom nadzieję, a nawet pewność, że zdecydowany sprzeciw wobec „dobrej zmiany” wyrażany na masowych manifestacjach powstrzyma rządzących przed realizowaniem planu destrukcji naszego państwa. Tak się jednak nie stało. Prezes Kaczyński uznał, że wprowadzane przez niego zmiany są jedynie słuszne i prodemokratyczne, a ci, którzy myślą inaczej, to „zdradzieckie mordy”, „komuniści i złodzieje”, długo można by cytować, ale przecież wszyscy to znamy. W podobny sposób zignorowana została opinia społeczności międzynarodowej na temat zmian w Polsce. Okazało się, że „ulica i zagranica” może „kwiczeć i krzyczeć” i że to nic nie da i nic nie zmieni. Było to dla nas wszystkich lub dla większości z nas dużym zaskoczeniem, żeby nie powiedzieć szokiem.

Jeśli nie manifestacjami, to czym powinien się teraz zajmować KOD?

Uważam, że manifestacje mogą być w odpowiednim momencie tylko środkiem do osiągnięcia celu, nigdy celem samym w sobie. Rolą KOD-u w obecnej sytuacji jest opracowanie i realizacja strategii, która w krótkiej perspektywie będzie zmierzała do powstrzymania zmian wprowadzanych przez PiS, w dłuższej natomiast wytyczy realną drogę zmierzającą do przywrócenia w Polsce praworządności. Takie efekty można osiągnąć, korzystając ze sprawdzonych przez naszych dziadów wzorców pracy organicznej, opartej na wytyczeniu konkretnych celów i na planie działania, który konsekwentnie zmierza do ich realizacji. Przez wielu jest to często postrzegane jako działanie mało efektowne, ale w rezultacie jest bardzo efektywne. I na pewno nie wiąże się, na przykład, z udzielaniem wywiadów…

Co ty nie powiesz?

Oczywiście, KOD powinien być w mediach, ale w zaplanowany sposób, z konkretnym, przemyślanym przekazem.

Ale ten wywiad ukarze się na stronie KOD-u Wielkopolska, więc jest, że tak powiem, na użytek wewnętrzny, aby KOD-erzy i KOD-erki wiedzieli, co mają robić.

W mojej ocenie KOD-erzy i KOD-erki doskonale wiedzą, co jest ich celem. Problem polega na tym, że musimy wspólnie go sprecyzować oraz ustalić, jakim sposobem i środkami go osiągnąć. I tu wracamy do spotkań i dyskusji, o których mówiłem na początku, oraz do pracy organicznej. Jarosław Kaczyński stwierdził, że potrzebne są mu trzy kadencje u władzy, żeby przeorać wszystko, co trzeba. Dlatego my musimy nastawić się na działania długofalowe, prowadzone konsekwentnie i zgodnie z planem. Musimy im to przeoranie utrudniać, aż w końcu je uniemożliwimy.

Ciężko będzie, skoro PiS ma wciąż tak wysokie poparcie, jak widać to w sondażach. Nawet jeśli przepytują wyłącznie ludzi z niższym wykształceniem.

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Prezydent Komorowski ubiegający się o reelekcję był pewnym zwycięzcą w przedwyborczych sondażach, wręcz wydawało się, że właściwie nie ma konkurenta. A jednak przegrał, zgubiła go arogancja, pewność siebie i zlekceważenie konkurentów. Podobnie było z Platformą Obywatelską, której liderzy mówili, że nie mają z kim przegrać. Przypomnę, że niedługo minie dwa i pół roku od objęcia władzy przez Prawo I Sprawiedliwość. To czas, po którego upływie wychodzi szydło z worka. Rządzący nabierają pewności siebie i pokazują prawdziwe oblicze, bo puszczają im wszelkie hamulce. Ten proces już się rozpoczął i pociągnął za sobą znaczące zmiany w sondażach. Mam nadzieję, że to trwała tendencja.

Tak, pewnie, ale to poparcie wciąż jest.

Poparcie jest i będzie duże do momentu, w którym zniechęceni poprzednimi rządami obecni wyborcy i sympatycy PiS stwierdzą, że wpadli z deszczu pod rynnę i to rynnę o wielkim przekroju. Jednak nie powinniśmy się łudzić. Ta partia zawsze miała stały elektorat na poziomie około 20%.

Wróćmy do mojego pierwszego pytania o istnienie KOD-u. Myślę, że sprawa sprowadza się do tego, że na protestach jest coraz mniej ludzi, ponieważ jest też coraz mniej emocji, a władza ma już coraz mniej do zniszczenia. Zresztą ludzie zobaczyli, że mimo wszelkich sprzeciwów rządzący robią swoje, i to również w stosunkach z innymi państwami. W tej chwili nas, KOD-u, właściwie nie ma w przestrzeni publicznej, a kiedyś byliśmy co chwilę w TVN24 albo w „Wyborczej”. Kiedyś KOD był ważnym udziałowcem życia społecznego i ludzie do tego lgnęli, a dziś mówią: „KOD-u nie ma”, „KOD-u nie widać”. Kto albo co jest temu winne?

Jak już wspomniałem naszym celem nie jest uczestnictwo w manifestacjach ani bycie w mediach. Naszym celem jest przywrócenie w Polsce państwa prawa. Muszę również przypomnieć, że z jednej strony jesteśmy inicjatorami wielu znaczących w skali kraju akcji, jak chociażby obchody Marca ‘68, które odbyły się na Dworcu Gdańskim w Warszawie, a z drugiej strony aktywnie wspieramy działania całej, szeroko rozumianej opozycji. Funkcjonujemy więc w przestrzeni publicznej, lecz nie tak mocno jak kiedyś. Przyczyny takiego stanu rzeczy można podzielić na wewnętrzne i zewnętrzne. Te pierwsze to afera z fakturami i związany z tym kryzys przywództwa. Myślę, że temat ten został już wystarczająco przerobiony, więc proponuję go nie rozgrzebywać. Co do przyczyn zewnętrznych, to podzieliliśmy los całej opozycji. Nasze działania okazały się nieskuteczne, PiS łamiąc konstytucję, zlikwidował trójpodział władzy, przejął Trybunał Konstytucyjny, prokuraturę wszystkie resorty mundurowe, jest w trakcie likwidacji niezależnego sądownictwa. Przystąpił nawet do projektu budowy nowego człowieka. Powoli zaczynamy żyć w państwie, w którym policja chroni władzę, a nie obywatela. Coraz częściej zdarza się, że funkcjonariusze policji przekraczają swoje uprawnienia, a po przejęciu sądów przez min. Ziobro obywatele nie będą mogli liczyć na sprawiedliwy proces.

Ale przecież możemy cały czas odwoływać się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu.

Tak, tylko że ten Trybunał nie jest „naszym” Trybunałem, a Kaczyński razem z PiS-em nie po to wstał z kolan, by respektować wyroki wydawane przez obce i wrogie instytucje. Przecież PiS nie przestrzega żadnych zaleceń wydanych przez instytucje Unii Europejskiej, ani tych dotyczących praworządności, ani tych zakazujących wycinki Puszczy Białowieskiej. Ostatnie deklaracje rządu, np. o publikowaniu wyroków Trybunału Konstytucyjnego, są działaniami pozorowanymi mającymi złagodzić wizerunek PiS-u przed zbliżającymi się wyborami. Po czekającym nas maratonie wyborczym, wszystko z pewnością wróci do PiS-owskiej normy.

Jeżeli PiS wygra, bo jeżeli nie wygra, to…

I tutaj mam ogromne wątpliwości. Nie po to PiS, wbrew konstytucji, w takim pośpiechu przejmował sądy. To przecież niezawisły sąd orzeka o tym, czy wybory są ważne. A przecież jak tak dalej pójdzie to po niezawisłości sądów pozostanie tylko wspomnienie.

Co miałeś na myśli, mówiąc, że PiS „chce budować nowego człowieka”? Posłusznego władzy robota jak w Korei Północnej?

To taki homo sovieticus w wersji zmodyfikowanej przez Putina i przetłumaczonej przez PiS z rosyjskiego na polski. Ma żyć w państwie, w którym są wolne wybory, pod warunkiem że wygrywa je PiS, jest wolność wyznania, ale tylko dla rzymskich katolików, wolność zawierania związków, ale tylko małżeńskich i heteroseksualnych, wolność prowadzenia badań naukowych, ale tylko przez koncesjonowanych przez władzę naukowców. Można by jeszcze długo wymieniać. Do takiego państwa trzeba wychować odpowiedniego „obywatela”, który nie będzie władzy sprawiał żadnego kłopotu, a odpowiednio nagradzany będzie ją popierał. Stąd jednym z pierwszych posunięć PiS-owskiej władzy była „dobra zmiana” w edukacji.

Wierzysz jeszcze w KOD? Że doprowadzi wraz z całą opozycją, bo chyba w pojedynkę nie da się działać, do zmiany władzy w Polsce?

Tak, wierzę. Inaczej by mnie tu nie było. Działać natomiast powinniśmy razem, z całą szeroko rozumianą opozycją. Musimy jednak pamiętać, że PiS straci władzę prędzej czy później, bo jak pisał Lec, „wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija”. Naszym zadaniem jest sprawić, żeby stało się to jak najszybciej.

Za co tak cię nie lubią w Zarządzie Głównym?

Nigdy nie powiedziałem, ani nie żaliłem się, że mnie nie lubią. Mamy po prostu często inne poglądy lub odmienne zdanie na tematy związane z funkcjonowaniem i działaniem KOD-u.

Co ty proponujesz?

Pisałem i mówiłem już o tym, ubiegając się o mandat członka Zarządu Głównego. Nie jestem zwolennikiem obecnych zapisów statutowych, w szczególności tych o strukturze naszej organizacji. Jak czas pokazuje, nie sprawdza się ona, a często sprzyja swoistemu paraliżowi. W odpowiedzi powstają tworzone przez ZG regulaminy dla poszczególnych organów statutowych, których przewodnia myśl głosi: Zarząd Główny jest nieomylny i ma zawsze rację – i tu stawiam moje weto.

Weto? Ostro.

Może. Moje weto dotyczy tego, że nie będę już brał udziału w głosowaniu nad takimi regulaminami. Co prawda, mój sprzeciw i tak nic nie znaczy. Jestem jednak za tym, żeby zdecentralizować KOD, ale w taki sposób, żeby nie podzielił się na 16 odrębnych organizacyjnie oddziałów czy województw, żeby zachował organizacyjną całość. Ma to służyć upodmiotowieniu wszystkich uczestników tego ruchu. To oni go tworzą, dlatego muszą mieć jak największą moc sprawczą, ci wszyscy szeregowi, zwykli, szarzy członkowie…

O! To również ja, szara członkini!

Tak, również ty i ja. Tak naprawdę do tego zmierzam. Nie ma lepszych lub gorszych. Twój i mój głos jest tak samo ważny jak inne głosy. To przecież jest nasza organizacja, my ją tworzymy i to my powinniśmy być zaangażowani w pisanie ewentualnych regulaminów, w tworzenie strategii KOD-u. Nie może być tak, że jest mała grupka ludzi, która się tym zajmuje i potem ogłasza wszem i wobec, że tak ma być, i nie inaczej. Nie na tym polega KOD. To są indywidualiści, ludzie, którzy mają swoje oczekiwania i przemyślenia, krótko mówiąc wiedzą czego chcą. I kiedy jest jakiś organ, który mówi im, bez żadnych konsultacji i dyskusji, jak mają funkcjonować, to im się to nie podoba. Dlatego jestem przeciwnikiem obecnego modelu.

Wyborczo

Dlaczego zdecydowałeś się startować w wyborach?

Muszę powiedzieć, że na początku w ogóle nie rozważałem startowania w wyborach…

No właśnie – wiem o tym. Co stało się, że jednak startowałeś?

Członkowie zarządu KOD-u Wielkopolska zwrócili się do mnie z pytaniem, czy bym się nie podjął tego zadania i nie wystartował w wyborach. Muszę powiedzieć, że bardzo mnie to zaskoczyło i musiałem najpierw mieć kilka dni na przemyślenia, bo to jest nie tylko moja osobista decyzja, ale również mojej żony, ponieważ takie stanowisko wiąże się z zupełnie innym sposobem funkcjonowania. Natomiast druga rzecz to pytanie, czy w obliczu wszystkich tych afer, które wówczas wychodziły i całej tej sytuacji, kiedy zgniły zapach wprost unosił się w powietrzu, czy w ogóle mieszać się w to, bo czy jako facetowi od sekcji Edukacja, która bardzo prężnie działała, sprawi to satysfakcję.

Tak, działalność tej sekcji była dla ciebie właściwie przepustką do Zarządu Głównego.

Muszę przyznać ci rację. Na spotkaniach sekcji Edukacja naprawdę dużo się działo, przychodziło mnóstwo ludzi, również spoza KOD-u. Doszliśmy nawet do tego, że partie polityczne zaczęły do nas przychodzić, a także różne organizacje społeczne i umawialiśmy się z nimi na wspólne działania. Miałem więc kupę roboty i kandydowanie w wyborach nie było mi w ogóle potrzebne. Stwierdziłem jednak, że KOD to w końcu też moja organizacja, warto więc, żebym chociaż spróbował włożyć w nią moją cegiełkę.

Tak, i byłeś czwarty w głosowaniu. Powiedz, co chciałeś zrobić w KOD-zie?

Przede wszystkim chciałem zdecentralizować tę organizację, bo już wtedy wydawało mi się, że taka pseudofeudalna piramidka zależności nie służy tego typu organizacjom, co się zresztą potwierdziło. Mieliśmy kiedyś silnego i wspaniałego lidera, a potem, ponieważ nie wszyscy ludzie potrafią taką presję wytrzymać i nie popełniać przy tym głupot, jego działania spowodowały tak silne tąpnięcie, że do dzisiaj jeszcze nie możemy się z tego pozbierać. Dlatego uważałem i wciąż uważam, że takie silne liderowanie nie powinno mieć miejsca w tego typu organizacji.

Czyli?

Większą rolę przyznałbym przewodniczącym regionów, którzy musieliby się ze sobą dogadywać na niwie krajowej. Poza tym chcę, i chciałem dawniej, żeby KOD podjął się pracy organicznej, a mniej skupiał się na manifestacjach. Szczególnie interesuje mnie edukacja, bo uważam, że te wyniki wyborów i te sondaże są efektem nieodpowiedniego poziomu edukacji i zamykania tej edukacji w jakichś wąskich podręcznikowych ramach. Populizm jest możliwy tylko w społeczeństwie, które jest kiepsko wyedukowane, wtedy populiści zdobywają zwolenników.

Władza dla ludu…

Tak. Populiści zawsze mówią, że rządzą w imieniu i dla „ludu”. W rzeczywistości, obalając porządek demokratyczny, stopniowo przejmują coraz większą władzę. „Lud” się cieszy, bo silna władza chroni go przed wszelkimi zagrożeniami, również tymi, których nie ma. Na przykład, rządy PiS chronią „lud” przed: uchodźcami, którzy organizują zamachy terrorystyczne i będą zmieniać nasze kościoły w meczety; żydowskim spiskiem; niemieckim imperializmem; utratą polskiej tożsamości. Ratując „lud”, obudzili w nim wszystko to, co najgorsze, i wydawałoby się – zapomniane: nacjonalizm, ksenofobię, antysemityzm. Można powiedzieć, że dotychczas była w „ludzie” jakaś poprawność polityczna, pewne idee poszły do lamusa. Okazało się, że jednak nie, że lepiej mieć wroga, który ponosi winę za wszystko, co się nie udało, że prościej postrzegać świat na zasadzie przeciwieństw: my – oni, dobrzy – źli, białe – czarne. Tymczasem prawdziwy świat jest o wiele bardziej kolorowy.

Co chciałbyś zrobić w tym kolorowym świecie KOD-u?

Postawić na młodych, na ich edukację, żeby rozumieli współczesny świat i potrafili wykorzystać wszystkie szanse, żeby umieli zapewnić sobie szczęśliwe życie, w którym się spełnią. Stąd między innymi projekt przeprowadzania w szkołach zajęć w nowej formule. Nie będę tu wchodził w szczegóły. Powiem tylko, że ma to być wykład, a po nim dyskusja. Wszystko prowadzone przez pracowników naukowych wyższych uczelni. Tematyka zajęć ma obejmować ważne zagadnienia, celowo lub nieumyślnie pominięte w programie nauczania. Wykład ma wprowadzić w temat dyskusji. Ta dyskusja ma służyć rozwinięciu w uczniach potrzeby i umiejętności samodzielnego, krytycznego myślenia.

Dobry pomysł, ale czy szkoły się zgodzą?

Właśnie. Zdaję sobie sprawę, że to ogromne wyzwanie. Stawiamy na działania poprzez rady rodziców. Są one umocowane do tego, aby zapraszać do szkół zarówno organizacje, jak i poszczególne osoby na zajęcia z uczniami. Wielu naszych sympatyków i członków działa w szkołach, bo są rodzicami uczniów. Wielu z nich jest członkami rad rodziców. Mam nadzieję, że ich aktywność pozwoli na realizację naszych planów. Dodam, że jeśli nasz program spełni oczekiwania nauczycieli, dyrektorów szkół i uczniów, to przeprowadzimy go w całym kraju.

Myślisz, że jako jeden z 10 członków Zarządu Głównego możesz albo raczej teoretycznie mógłbyś zmienić coś w KOD-zie według swojej myśli? 

Siłę sprawczą to ja mam, ale tylko jako jeden z 11, obecnie 10 członków Zarządu. Działa on na tej zasadzie, że wszystkie decyzje są głosowane, teoretycznie więc mógłbym szukać poparcia dla moich pomysłów, ale jestem w mniejszości.

Czy nie uważasz, że łatwiej byłoby się dogadać, gdyby w Zarządzie Głównym było mniej osób?

O tak, na pewno! Im mniej osób tym łatwiej dyskutować, tym łatwiej się dogadać. A może warto zmienić w sposób zasadniczy formułę, w której działamy. Może Zarząd Główny powinni tworzyć fachowcy z różnych dziedzin, zatrudnieni przez stowarzyszenie, na przykład: księgowy, prawnik, specjalista od ochrony danych osobowych plus sekretarka prowadząca biuro?

Czyli dwie, trzy osoby zarządu pokierowałyby całym dużym KOD-em krajowym?

Nie. Największą rolę odegrałyby rady regionów i ich przewodniczący. Na nich spoczywałby ciężar wytyczania celów, strategii i jej realizacji. Powtórzę, że te trzy, cztery osoby z zarządu to byliby zatrudniani fachowcy, odpowiedzialni za sprawy formalne.

Czym podbiłeś serca delegatów?

Bardzo dobry PR zrobili mi delegaci z Wielkopolski, dużo pracy włożyli w to, żeby resztę przekonać, że jestem świetnym kandydatem. Zresztą akurat byłem po zorganizowaniu serii wydarzeń edukacyjnych, które odbiły się przecież szerokim echem…

Jakich wydarzeń? Dołączyłam do KOD-u na dwa tygodnie chyba przed wyborami regionalnymi, więc nie wiem.

W trakcie strajku nauczycieli zorganizowaliśmy na uniwersytetach poznańskich serię wykładów dla uczniów. Chodziło o to, aby ten dzień nie był dla nich dniem straconym. Chcieliśmy wesprzeć strajkujących nauczycieli po to, aby nie byli oskarżeni o to, że zarzucili swoje obowiązki, nie realizowali obowiązku szkolnego i zostawili dzieci. Poza tym zbieraliśmy przecież podpisy pod żądaniem referendum edukacyjnego…

Tak, zbieraliśmy. Ja też zbierałam.

Braliśmy też udział w posiedzeniu Rady Miasta przy tworzeniu nowej siatki szkół. Wspieraliśmy gimnazja, które miały być zamienione w podstawówki lub licea. Zorganizowaliśmy w Poznaniu dużą demonstrację „910 tysięcy, żądamy referendum”, na którą przyszło mnóstwo rodziców niezwiązanych z KOD-em. Ci rodzice przychodzili na spotkania sekcji Edukacja po wsparcie, pomoc, żeby się dowiedzieć, jak co zorganizować, jakich przepisów się chwycić. My im pomagaliśmy i naprawdę mieliśmy pełne ręce roboty. Wydaje mi się, że Edukacja była wówczas sekcją najintensywniej działającą w KOD-zie Wielkopolska. Tym właśnie chwalili się nasi wielkopolscy delegaci przed wyborami i nawet o to przychodzili pytać ludzie z innych regionów. Ja zresztą zawsze mówiłem, że chcę się zająć przede wszystkim edukacją.

Jak układa się wam, Zarządowi, współpraca z przewodniczącym Krzysztofem Łozińskim?

Hm… jest członkiem zarządu i jego przewodniczącym, wybranym w bezpośrednich wyborach, ma bardzo mocny mandat. Jest człowiekiem z pięknym życiorysem i ja go bardzo szanuję…

Czy uważasz, że on potrafi pociągnąć ludzi za sobą?

Krzysztof podjął się mission impossible. Ale w filmie się udało!

Pewnie lubi też historię…

Pewnie lubi. Ale chodzi o to, żeby historię traktować jak nauczycielkę życia. Działać trzeba, patrząc do przodu i korzystając z bagażu doświadczeń. Mogę zapewnić, że ten bagaż jest w przypadku Krzysztofa ogromny i imponujący.

Czy Zarząd Główny może go odwołać, w pewnym momencie powiedzieć „sprawdzam”?

Nie. Krzysztof nie został wybrany na przewodniczącego w wyniku głosowania członków Zarządu, tylko na walnym zgromadzeniu, bezpośrednio przez delegatów. Tylko oni mogliby go odwołać lub ewentualnie sam mógłby podać się do dymisji. Z tego, co wiem, nie rozważa tego.

Czy jako członek Zarządu Głównego uważasz, że przyznanie sobie pensji było z jego strony dobrym posunięciem?

Poprzedni Zarząd Główny, bodajże w marcu 2016 roku, zwrócił się do Głównej Komisji Rewizyjnej o przyznanie wynagrodzenia przewodniczącemu oraz kilku innym członkom ZG. GKR zareagowała pozytywnie i sporządziła oraz podpisała z zainteresowanymi stosowne umowy. Umowy te obowiązywały również po ukonstytuowaniu się nowego ZG. Dotyczyło to oczywiście tych członków, którzy ponownie w nim zasiedli. Taki stan zastałem po wejściu w skład tego szacownego gremium. Tak więc nie jest prawdą, że Krzysztof przyznał sobie pensję.

Samorządowo

Jak ważne dla KOD-u są wybory samorządowe?

Bardzo. Z tego względu, że jeżeli one zostaną przegrane przez siły demokratyczne, to prawdopodobnie zostaną również przegrane wszystkie następne. Natomiast najważniejsze jest to, żeby się odbyły w uczciwy sposób. I to jest klucz do tego, żeby je wygrać. Tymczasem wszystkie te kombinacje PiS-u, grzebanie w ordynacji wyborczej, dwie komisje – jedna wydająca karty do głosowania i nadzorująca jego przebieg, druga ustalająca wynik wyborów, kamery, które nie wiadomo gdzie będą i czemu posłużą nagrania, zmiany granic okręgów wyborczych – to wszystko może mieć negatywny wpływ na wynik. Dlatego organizujemy Obywatelską Kontrolę Wyborów, aby móc stwierdzić, czy były uczciwie przeprowadzone.

Mamy w statucie zakaz udziału w wyborach. Czy nie jest to unikanie faktycznego zaangażowania się?

Nie powiedziałbym tak. Nie ma u nas zakazu startowania w wyborach. Podjęliśmy decyzję, że jako KOD nie będziemy tworzyć własnych komitetów wyborczych. Będziemy jednak popierać członków KOD-u startujących w wyborach z ramienia innych komitetów wyborczych. Jedynym ograniczeniem jest brak możliwości łączenia funkcji w organach statutowych KOD z wykonywaniem mandatu na szczeblu samorządowym czy centralnym.

O, proszę! Czyli politycy mogą być w KOD-zie, ale bez pełnienia żadnych funkcji statutowych?

Tak, politycy mogą być członkami KOD-u, ale nie mogą w nim pełnić żadnych funkcji. Uważam zresztą, że to jest słuszne, dlatego że mogliby wykorzystać KOD w jakichś swoich gierkach. Natomiast myślę, że powinniśmy jako KOD promować naszych członków, jeśliby tylko chcieli startować w wyborach samorządowych, bo warto mieć uczciwych ludzi w samorządach.

Ale fajnie! Powinnam chyba uświadomić prezydenta Jacka Jaśkowiaka, który mówił mi przy okazji wywiadu, że jako polityk, choć de facto jest samorządowcem, niestety nie może się do KOD-u zapisać, a ja tylko utwierdziłam go w tym przekonaniu. Ciekawe, czy bezfunkcyjnie się zapisze. Co myślisz?

Byłoby wspaniale! Mógłby wesprzeć naszą organizację swoim ogromnym doświadczeniem.

Z Robertem Ciesielskim rozmawiała Natalia Mikołajska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *