List do KOD – Jak naprawdę było pod poznańskimi Krzyżami w rocznicowy wieczór…

List do KOD – Jak naprawdę było pod poznańskimi Krzyżami w rocznicowy wieczór…

28 czerwca, w 60. rocznicę poznańskiego Czerwca`56, wieczorem byłam bardzo zła. Byłam zła na
Zbyszka Zawadę, koordynatora KOD Wlkp. Miałam ochotę się z nim szarpać, kiedy siłą przytrzymywał
mnie, jak rwałam się do bandytów, którzy zaatakowali nasze koleżanki. Ścisnęło mi gardło, ale po
chwili już wiedziałam, że ma rację, że moja naiwna szarża mogła się skończyć bardzo niefajnie…
Teraz, po czasie z całego serca dziękuję Zbyszkowi za jego opanowanie, za jego zimną krew i
zdecydowanie i za to, że mnie zatrzymał.

Wciąż odreagowuję ten smutny wieczór, który przebiegał zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam.
Wylewa się potok kłamstw, oszczerstw i manipulacji. Prawicowe media skrupulatnie pomijają
zachowanie narodowców, kiboli i ekipy Gazety Polskiej. Więc próbuję sobie wyobrazić inne scenariusze. Stanie w ciszy i ze spuszczoną głową, kiedy lżony jest Lech Wałęsa (wcale nie mój idol…), kiedy banda kiboli obraża Jacka Jaśkowiaka, znakomitego Prezydenta mojego miasta i drze się – "Znajdzie się kij na Jaśkowiaka ryj", odgraża się, że nas – KOD powywiesza, kiedy harcownik Gazety Polskiej kopie ludzi i uderza w twarz starszego mężczyznę, kiedy wpuszczona w sam środek naszych koderów zorganizowana banda narodowców szarpie starsze kobiety, jeden z nich uderza którąś w twarz i wykrzykuje pogróżki, których nie jestem w stanie nawet zacytować, kiedy nad głową fruwają mi transparenty z napisami „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „TW Bolek”, „ EU Macht Frei. Konzentration Lager Europa”… Mogłam wtedy odejść z Placu Adama Mickiewicza, pomrukując pod nosem słowa o niegodnym zachowaniu, ale czułabym się jak zdrajca i tchórz. Więc stałam i krzyczałam – "Lech Wałęsa", "Konstytucja", a kiedy weszła na scenę drobna siwa pani, Aleksandra Banasiak, pielęgniarka która ratowała w 56 r. rannych milczałam i miałam łzy w oczach.

Mogłabym jeszcze długo wymieniać i podłe słowa i bandyckie zachowania i totalny brak reakcji służb… Ale dzięki Zbyszkowi Zawadzie i wielu innym kolegom z KOD czułam się bezpiecznie. I co najważniejsze – jeszcze nigdy nie czułam, że tak bardzo jesteśmy razem, w tym samym celu, że wszystkie nieporozumienie odeszły na dalszy, nawet bardzo daleki, nieistotny plan.

Już wiem, że MY razem jesteśmy nie do pokonania! I każdemu, kto był z nami też dziękuję, a każdego, który chciał być, ale nie mógł pozdrawiam i zapewniam, że jest w Nas wielka siła. Być może nawet nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, jak wielka…
Dodam tylko, że na Placu Adama Mickiewicza w Poznaniu, 28 czerwca byłam także w imieniu mojej 83-letniej mamy, pracownicy HCP, 22-letniej w 1956, która szła w tym pamiętnym marszu, która 29.06. 1956 wyszła po mleko dla mojego brata i przeleżała kilka godzin na podłodze ubezpieczalni (dziś ZUS na Dąbrowskiego), przed którą stał czołg i obracająca się wieżyczka pluła pociskami na wszystkie strony…

I kiedy późnym wieczorem wróciłam do domu, powiedziała mi – Dobrze zrobiliście, trzeba było krzyczeć, bo my o to samo krzyczeliśmy wtedy… I się popłakała.

Renata Borusińska 30.06.2016

Foto – Marek Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *