My, ludzie specjalnej troski

16326216_1340466282663546_1422859245_o
Artykuł jest wyrazem solidarności wielkopolskich KOD-erów z tymi, którzy manifestowali pod Sejmem 16 grudnia, i którym postawiono zarzuty prokuratorskie. Jest to aż dwadzieścia jeden osób.

Nawiązując do tych przedsejmowych protestów w wywiadzie radiowym przeprowadzonym w Łodzi, poseł Jarosław Kaczyński o protestujących tam członkach KOD-u powiedział tak:

– Nie przejmuję się tym w najmniejszym stopniu. Tym bardziej, że patrząc na twarze tych osób, to tylko domysł, ale obawiam się, niektórzy z nich byli pracownikami dawnych organów bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że widać tam też troszkę twarzy osób specjalnej troski. Nie będę tego precyzował, bo wszyscy wiedzą, co to znaczy.

Pomińmy tutaj pierwszą część wypowiedzi, w której pan poseł uznał część protestujących obywateli za pracowników służb PRL-u, bo jest to klasyczna insynuacja bardzo w jego stylu i zupełnie bez pokrycia. Nowością jest tu stwierdzenie, że na manifestacjach przeciw PiS-owskiej polityce są ludzie „specjalnej troski”. Nowością, która tych ludzi po prostu obraża.

Słownikowa troska specjalna

W słowniku języka polskiego PWN czytamy, że ludzie specjalnej troski to po prostu ludzie upośledzeni albo inaczej – niepełnosprawni intelektualnie. Jest to, jak wie większość z nas, zaburzenie rozwojowe polegające na znacznym obniżeniu ogólnego poziomu funkcjonowania intelektualnego, co łączy się z dużymi problemami w zakresie zachowań adaptacyjnych (chodzi tu głównie o niezależność i odpowiedzialność).

Koledzy Kaczyńskiego, jego podwładni i czasem pewnie żołnierzyki z PiS-u, a nawet jego przeciwnicy twierdzą zgodnie, że szef Prawa i Sprawiedliwości ma nienaganne maniery i jeśli zdarza mu się czasami np. rzucić do posłanek opozycji „niech pani idzie do diabła”, to tylko wtedy kiedy puszczają mu nerwy. Jednak tak naprawdę Kaczyński w Radiu Łódź strzelił sobie w stopę, bo przecież wypowiedź tę trudno uznać za rzuconą w emocjach. Ona była przemyślana i przestudiowana ze wszystkich stron i z każdego punktu widzenia. W końcu był na to czas. Mimo to Kaczyński powiedział to, co powiedział, a poseł PiS-u Jacek Sasin tak broni swojego szefa:

– Jeśli ktoś rzuca się pod koła samochodu, uniemożliwia drugiemu człowiekowi zapalenie znicza czy złożenie kwiatów na grobie najbliższej osoby, są to zachowania, które nie mieszczą się w pewnych ramach, które moglibyśmy uznać za normalne. To, że się różnimy w poglądach, to jest naturalne, ale te różnice nie mogą doprowadzać do zdziczenia. A tak bym nazwał to, co działo się pod Wawelem i pod Sejmem.
Według Sasina, „ludzie specjalnej troski” to ci, którzy „wykazują niestandardową agresję względem innych”, czyli np. uczestnicy protestów pod Sejmem 16 grudnia, ale także osoby protestujące pod Wawelem w Krakowie w miesięcznice pochówku pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich. Jeśli zaś chodzi o agresję zawartą w słowach Kaczyńskiego, poseł Sasin tłumaczy to tak:

– To opis sytuacji. Czas by nazwać pewne rzeczy po imieniu, bo być może doprowadzi to do pewnego otrzeźwienia. 

Wydaje się, że w opozycji do posła Sasina jest wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela, który napisał w liście do Kaczyńskiego:Panie Prezesie – nazywanie przez Pana kogokolwiek „ludźmi specjalnej troski” urąga nie tylko zasadom dobrego wychowania, ale przede wszystkim ludzkiej godności. Nic nie upoważnia do poniżania innych w tak bezpardonowy, by nie powiedzieć, chamski sposób”.

Ku pokrzepieniu serc

Na koniec dodam, że my, ludzie specjalnej troski, gorszego sortu czy też warchoły musimy trzymać się razem. Alleluja i do przodu! – jak mówi klasyk. Zresztą, nie jest wstydem odbieganie od normy z powodu zupełnie niezawinionych przez siebie okoliczności, tak jak i „bycie normalnym” nie jest niczym doniosłym.

 

Natalia Mikołajska
fot.
 Paweł F. Matysiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *