PiS perkusja

Żyjemy w kraju, w którym wszystko właściwie zależy od jednej partii – PiS. To ona nami rządzi, a raczej uzurpuje sobie prawo do rządzenia nami. W praktyce wygląda to tak, że wszyscy jesteśmy w ręku prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. To on jednoosobowo i niepodzielnie kieruje partią, rządem i prezydentem, wobec czego decyduje w zasadzie o całym naszym życiu. Możemy więc jego samego i partię PiS wyobrażać sobie w każdy dostępny nam sposób, bo nad naszą wyobraźnią władzy nikt nigdy mieć nie będzie. I kropka!

Pomyślmy o partii PiS i pójdźmy moim tokiem myślenia, a więc wyobraźmy sobie też perkusję, bo to instrument przewodni, który wybija rytm utworów, tak jak PiS-owi wydaje się, że przewodzi i wybija rytm społeczeństwu polskiemu. W tej chwili w naszej wyobraźni partia PiS jest perkusją. I kropka!

Najbardziej typowy zestaw perkusyjny, na którym zazwyczaj gra się drewnianymi pałkami, składa się z:

  • bębna basowego albo inaczej stopy – największego bębna w całym zestawie, charakteryzującego się mocną konstrukcją i niskim brzmieniem. Poza tym daje on podstawę rytmu. Jeśli chodzi o polityka PiS-u, któremu tę rolę przewodnią przypiszemy, będzie to bez wątpienia prezes Jarosław Kaczyński, bo rządzi i dzieli – z naciskiem na dzieli – całą Polskę;
  • werbla – dość ważnego bębna, bo sztuce grania na werblu stawia się największe wymagania. Od niego powinno się w ogóle zaczynać całą naukę gry na perkusji. To chyba właśnie z tego względu prezes obsadził w tej roli swojego ulubieńca Mateusza Morawieckiego, który nie jest wielbiony przez całą partię. Nie wszyscy obywatele go lubią, dlatego chociażby, że kłamie;
  • dwóch tomów – zazwyczaj nazywanych też kotłami, mimo że nic się w nich nie gotuje. W wyobrażonej PiS-owej perkusji natomiast jest to jeden Jacek Sasin, ten, dla którego demokracja kosztuje i można na nią lekką ręką wydać siedemdziesiąt milionów złotych. Złotych naszych, bo publicznych. Sasin na co dzień walczy o pierwszeństwo w swej wiernopoddańczości, a co za tym idzie, również w głoszeniu tez i mitów prezesa. Ciekawe, jak nam odda te siedemdziesiąt milionów;
  • talerza ride i talerza crash – instrumentów potocznie w żargonie muzyków rozrywkowych nazywanych blachami. Należą do grupy idiofonów o nieokreślonej wysokości dźwięku. Gra na nich polega na rytmicznym uderzaniu pojedynczego talerza pałkami perkusyjnymi. W partii PiS najlepiej w to miejsce wpisują się Andrzej Duda i Elżbieta Witek, bo oboje wydają się nie mieć swojego zdania i reagować tylko wtedy, kiedy coś (ktoś) ich uderzy;
  • talerzy hi-hatu – dwóch talerzy na jednym statywie ustawionych względem siebie tak, że dotykają się wewnętrznymi powierzchniami. Talerz górny jest ruchomy, dolny nie, choć można zmieniać kąt jego nachylenia względem górnego, co pozwala na zmianę brzmienia; należą również do grupy idiofonów. Osobą najlepiej wpisującą się w styl gry na hi-hacie jest Antoni Macierewicz, którego PiS ukrywana od czasu do czasu, głównie przed wyborami;
  • studni – nazywanej również dużymi tom-tomami albo kotłami (w orkiestrze symfonicznej). To instrument perkusyjny z rodziny membranofonów, w których źródłem dźwięku jest drgająca membrana i dlatego odmiennie od większości bębnów, kotły wydają dźwięk o określonej wysokości, możliwe jest więc ich strojenie. Wniosek? Jedyną osobą w Zjednoczonej Prawicy, bo już nie w partii PiS, pasującą w to miejsce jest Zbigniew Ziobro, prezes swojej „malutkiej partii” (to słowa marszałka Ryszarda Terleckiego), czyli Solidarnej Polski, jednej z dwóch aktualnych przystawek PiS-u.

Opisaliśmy w myślach – również osobowo – najbardziej typowy PiS-owski zestaw perkusyjny. I kropka! Czy jednak wystarczy to na dobre brzmienie partyjnego instrumentu? Chyba nie, bo przecież wcale nie skończyła nam się partia, to po pierwsze, a po drugie mamy jeszcze olbrzymią wręcz paletę perkusjonaliów albo tak zwanych przeszkadzajek, które dają dużo radości z grania, ale też pomagają utrzymać i podkreślić rytm, tempo i takt piosenki. One raczej nie są pierwszymi skrzypcami, ale jak żaden inny instrument potrafią piosenkę ubarwić, a nawet zmienić jej klimat. Mówi się, że bez perkusjonaliów świat nie byłby tak kolorowy. Co my tu mamy między innymi? Przeszkadzajek może być tyle, ile gwiazd na niebie – na wszystkim właściwie można wybijać rytm do piosenki. Dlatego opiszemy tu tylko kilka z nich:

  • guiro – instrument cylindryczny o karbowanej powierzchni. Dźwięk wydobywany jest poprzez rytmiczne pocieranie specjalną pałeczką o żłobioną powierzchnię instrumentu. Pasuje nam tu jak ulał Jarosław Gowin, prezes Porozumienia, drugiej PiS-owskiej przystawki, który w dużej mierze przyczynił się do tego, że 10 maja tego roku, wybory się nie odbyły;
  • conga – bębny różniące się średnicą, a co za tym idzie wysokością dźwięku. Chociaż zwykle kojarzy się je z muzyką Afryki i Kuby, to te instrumenty słychać w wielu innych gatunkach, na przykład są szeroko stosowane w reggae i jazzie. Jeśli chodzi o polityka PiS-u do tych bębnów pasującego, to jest nim jeden z przywódców ideologicznej krucjaty, nietolerancyjny homofob Przemyslaw Czarnek, traktujący kobiety instrumentalnie;
  • janczary – instrument kojarzony z dźwiękiem końskich zaprzęgów, w gwarze podhalańskiej nazywany turlikami. Niby nic, a potrafią narobić szumu. Janczary mają formę metalowych dzwoneczków zamocowanych na drewnianej pałce. Nade wszystko pasuje nam tu osoba mająca w PiS-ie najbardziej zmęczone oczy – niby szeregowy minister, a potrafi świetnie zadbać o swoje interesy – Łukasz Szumowski.
  • shakery i marakasy o chrupiącym brzmieniu, czyli pasuje tu, jak znalazł, Patryk Jaki, bo to instrumenty wykonane z gliny, skorupy orzecha lub dyni, osadzone na drewnianym trzonku wydobywające z siebie rytmiczny szum przesypywanych ziarenek różnej wielkości, który dodatkowo wzbogaca lub napędza rytm. Cechą wyróżniającą marakasy i shakery jest to, że potrafią pięknie podkreślić nawet tę nie zawsze idealną grę perkusisty;
  • tamburyn – znany jest wszystkim z zajęć z rytmiki w przedszkolach. W PiS-ie może nim być największa z trzech Beat, aktualnych europosłanek, czyli była premier Beata Szydło. Klasyczny tamburyn to niepozorna obręcz z rytmicznie uderzającymi o siebie metalowymi talerzykami, które zwykle robią dużo hałasu – Szydło zachowywała się właśnie tak już na początku swoich rządów, nie publikując wyroku Trybunału Konstytucyjnego;
  • kastaniety – wywodzą się z Hiszpanii, dźwięk wydobywa się tu poprzez uderzanie o siebie dwóch drewnianych „muszelek” połączonych sznurkiem. Kastaniety były kiedyś używane głównie przez hiszpańskie tancerki flamenco, ale dzisiaj ich zastosowanie rozszerzyło się na inne gatunki muzyczne. Przypiszemy je drugiej z Beat – Beacie Mazurek, która lubi na co dzień za pośrednictwem Twittera wbijać szpile w znanych ludzi, na przykład w Janusza Gajosa.
  • trójkąt – to trzecia BeataKempa. Sam trójkąt to prosty instrument wykonany z metalowego pręta wygiętego w kształt trójkąta; gra się na nim, uderzając różnej grubości metalową pałeczką, co wpływa na brzmienie; często używa się go w klasyce. Beata Kempa, mimo że nigdy nie ukrywała swojej niechęci do imigrantów i problemu emigracji, w Radzie Ministrów za rządów Mateusza Morawieckiego odpowiadała za sprawy związane z pomocą humanitarną.
  • cajon – to drewniana skrzynia z otworem. W środku znajdują się struny lub sprężyny, które są odpowiedzialne za charakterystyczny dźwięk werbla i dlatego pasuje nam tu jak nikt inny wielki konserwatysta zmieniający partie jak rękawiczki Przemysław Żalek. Na cajonie gra się, siedząc na nim i uderzając rękoma, ale możliwe jest także modulowanie dźwięku stopą. Wbrew pozorom z tego prostego instrumentu można wyczarować naprawdę wiele ciekawych brzmień.

Teraz opisaliśmy w myślach cały już PiS-owski zestaw perkusyjny, bo wraz z perkusjonaliami. Chociaż wiemy, że przecież możliwa jest ich bezgraniczna ilość – pisałam, że „przeszkadzajek może być tyle, ile gwiazd na niebie”. Tym razem możemy zakończyć naprawdę:

I kropka!

Natalia Mikołajska