Prof. Przemysław Czapliński „Końce historii. Literatura polska i problem dalszego ciągu” – relacja z wykładu

24 maja po raz kolejny spotkaliśmy się w Poznaniu na wykładzie Latającego Uniwersytetu Demokracji, na którym mieliśmy okazję wysłuchać prof. Przemysława Czaplińskiego, znawcy literatury współczesnej, który w swoim wykładzie pokazał, w jaki sposób przemiany społeczne ostatnich 30 lat znajdowały swoje odbicie w literaturze.

Tytuł wykładu stanowił oczywiste odniesienie do słynnego eseju Francisa Fucuyamy „Koniec historii”, który twierdził, że po upadku ZSRR demokracja liberalna i kapitalizm stały się jedynym graczem, który pozostał po upadku innych ideologii. Według Fucuyamy demokracja liberalna miała nie mieć alternatywy, a zatem przyszłe wydarzenia miały stanowić jedynie korektę demokracji liberalnej, a nie budować nowe systemy. W przyszłości kolejne grupy – wcześniej niekorzystające z pełni praw – podlegać miały upodmiotowieniu, zachodzącemu w sposób pokojowy. Historia – pozbawiona elementu walki – powinna była stać się nudna.18721076_1367559886632615_1340114100_o

Tymczasem to system demokracji liberalnej wydaje się przeżywać swój koniec. Jednak ponieważ znajdujemy się w okresie przejściowym, nie wiemy, co przyjdzie po nim, czy demokracja liberalna się skończy czy ulegnie przemianie.

W przypadku Polski dochodzi do „końca historii” na 3 polach: 1. Struktury społecznej – po 89 r. budował się w Polsce model z przyrastającą klasą średnią; obecnie wydaje się być negowany. 2. Demokracji parlamentarnej – tej kwestii prof. Czapliński poświęcił główną część wykładu. 3. Miejsca w Europie – Polska przeżywa moment naruszenia swojego dotychczasowego miejsca w Europie. Kończą się powiązania, jakie dotychczas łączyły nas z Europą i Unią Europejską, naruszane są gwarancje kulturowo-godnościowe związane z byciem częścią Unii, zagrożone są gwarancje militarne, zapewniające nam bezpieczeństwo.

Według prof. Czaplińskiego zmiany odnoszące się do demokracji parlamentarnej wydają się kluczowe. Są związane z kryzysem wyobraźni, dopuszczającej przemoc w relacjach społecznych.18698833_1367559943299276_2075039941_o

W połowie lat 80-tych, u schyłku PRLu, powstały ważne powieści takie jak: „Sublokatorka” H. Krall, „Początek” A. Szczypiorskiego, „Zagłada” P. Szewca, „Weiser Dawidek” P. Huelle, „Kadisz” H. Grynberga, „Bohiń” T. Konwickiego, „Stan po zapaści” J. Bocheńskiego czy „W ptaszarni” G. Musiała. Powieści te są pastiszami powieści detektywistycznej – wykorzystują w twórczy sposób jej schemat, by odpowiedzieć na pytanie: jak to się stało, że wieloetniczne, wielokulturowe, wieloreligijne społ. polskie II Rzeczypospolitej stało się po wojnie monojęzykowe, monoetniczne, monokulturowe. Narratorzy odkrywali prawdę, że nowoczesność eliminuje różnice społeczne. Nowoczesne społeczeństwo w tej jednolitości widziało szansę na przetrwanie, a zatem to, co inne, zostało wyrzucone poza społeczeństwo albo zmuszone do wtopienia się w resztę społeczeństwa, do asymilacji, unifikacji.

Kolejnym ważnym i trudnym pytaniem była kwestia, dlaczego społeczeństwo polskie po wojnie wymazało wszelkie ślady tej wieloetniczności, istnienia społeczności żydowskiej, niemieckiej, ukraińskiej, białoruskiej, a także pytanie o współodpowiedzialność za zagładę. W 1987 r. w Tygodniku Powszechnym J. Błoński opublikował artykuł „Biedni Polacy patrzą na getto”, w którym wzywał do wybrania chrześcijańskiej ścieżki, do wyznania winy Polaków, czyli akceptacji istnienia antysemityzmu czy choćby braku solidarności i niedostatecznej pomocy dla Żydów ze strony Polaków.

18720877_1367559923299278_1436343876_o

W książkach przełomu lat 80-tych i 90-tych pojawiała się koncepcja nowego ładu demokratycznego i pluralistycznego, nowej wizji społeczeństwa, opartego na akceptacji „innych” oraz odrzuceniu, eliminacji przemocy. Przemoc ukazywano jako głęboko niemoralną, ale masowo skuteczną (i także z tego powodu niemoralną), a strażnikami tejże wizji demokracji pluralistycznej stały się widma przeszłości – dawnej wieloetnicznej Polski.

W połowie lat 90-tych literatura zaczęła dostrzegać problem, jaki wyłonił się przed społeczeństwem w wyniku oddziaływania porządku liberalno-kapitalistycznego, który powinien był zapewnić bezpieczeństwo „innemu”, prawo do jego odmienności. Tymczasem doszło w społeczeństwie polskim nie tyle do fizycznej eliminacji, co raczej do marginalizacji pewnej części społeczeństwa, tej części, która nie znalazła dla siebie miejsca w porządku kapitalistycznym, liberalnym. Posługując się formą pastiszu powieści sensacyjnej, w „Białym kruku” A. Stasiuka, powieściach B. Wildsteina, R. Ziemkiewicza, S. Shutego czy D. Bieńkowskiego ukazano jako ofiarę nowego porządku – normalność.

18697615_1367559889965948_598193890_o

Powieści te zanegowały pogląd, że każdy może być, kim zechce. Pogląd nieprawdziwy, ponieważ nie mieliśmy w nowej rzeczywistości do czynienia z równym startem. Jednak ich bohaterowie sięgali po bardzo wąskie środki przeciwdziałania tej rzeczywistości, co było pokłosiem funkcjonowania polskiego społeczeństwa w ramach kultury folwarcznej. Bohaterowie tych powieści, żyjąc w dramatycznych warunkach, złorzeczą panu, ale nie wypowiadają kontraktu. Natomiast przechodzą gwałtownie od godzenia się na bardzo niesprawiedliwe warunki pracy, od trwania w upokorzeniu, do zemsty. Sięgają po przemoc: kupują broń, namawiają do linczu, podkładają bombę. Te akty przemocy, akty terrorystyczne, będące reakcją na nową sytuację systemową, są nieskuteczne, jednostkowe, kompletnie irracjonalne.

Na przełomie XX i XXI w. pojawiają się więc powieści, w których w sposobie przedstawienia przemocy następuje zasadnicza zmiana. Przemoc ta, chociaż nieskuteczna, została uznana za moralnie słuszną, zyskała wsparcie autora, została zalegitymizowana.

18697757_1367559689965968_549965426_o

Ta nowa przemoc jest przedstawiana jako rezultat panowania kapitalizmu – nie ma możliwości negocjowania z kapitalizmem, nie ma możliwości innej odpowiedzi na nowy porządek prawny. Ci, którzy nie potrafią wytwarzać, pomnażać zysku, odpadają, bo według zasad kapitalizmu są gorsi, słabsi. Proces transformacji, symbolizowanej przez kapitalistę, biznesmena jest obrazowany poprzez sadomizację męskiej części społeczeństwa.

W nowym, kapitalistycznym porządku nic, co stałe, się nie utrzyma. A do tych stałych porządków należały dotychczas podmioty zbiorowe: rodzina, wspólnota społeczna, wspólnota narodowa czy wspólnota religijna. Te wspólnoty są stopniowo demontowane. Im bardziej będziemy osobni, tym nasza możliwość oporu przeciwko mechanizmom kapitalizmu będzie bardziej ograniczona.

18697805_1367559896632614_702878653_o

W połowie I dekady XXI w. pojawia się zatem nowa sytuacja – pojedynek dwóch koncepcji: przewagę ma legitymizowana prawami rynku demokracja liberalna, pluralistyczna, mniejszościowa, w ramach której myśli się o większości z perspektywy mniejszości, większość nie może narzucać mniejszości rozstrzygnięć i reguł o charakterze ogólnym, generalizującym, ujednolicającym. Naprzeciwko niej pojawia się propozycja demokracji większościowej – bardzo niedoskonałej, frustracyjnej raczej, jeszcze niedopracowanej, w której bierze się najpierw pod uwagę interesy większości, a dopiero potem z perspektywy owej większości ew. można nadawać prawa mniejszości – jeśli większości to odpowiada. Pojedynek ten robił się coraz ciekawszy, bo obie strony wyposażały się w coraz wyrazistsze argumenty, a zarazem nabierał charakteru rytualnego – wydawało się, że tego konfliktu nie można rozstrzygnąć. Trwał więc swego rodzaju pat (który można np. zaobserwować w powieści D. Masłowskiej „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”) pomiędzy demokracją pluralistyczną (mniejszościową) a demokracja większościową.

18721069_1367559609965976_504277690_o

Na przełomie I i II dekady XXI w. zaczynają się pojawiać nieco inne książki, w których widzimy zmienioną projekcję porządku społecznego i politycznego, choć ich autorami są osoby o bardzo różnych światopoglądach: O. Tokarczuk, J. M. Rymkiewicz, R. Ziemkiewicz, A. Horubała, J. Bator, S. Chutnik, S. Shuty. Najważniejsza zmiana, która następuje w polskiej kulturze, polega na tym, że przemoc staje się moralna i skuteczna.

A w obliczu nieistniejących podmiotów zbiorowych i niemożności zrestytuowania dawnych, podmioty te trzeba wytworzyć na nowo. To może być wytworzenie wspólnoty narodu republikańskiego (u Rymkiewicza), który nie kładzie tak bardzo nacisku na pochodzenie etniczne, ale który będzie pytał o relację poziomą i pionową, czyli o gotowość do wspólnego działania i stosunek do władzy. Ale to może być także wspólnota ludzi, którzy będą bronili demokracji liberalnej albo Europy, jeśli wytworzymy tożsamość europejską, czy wreszcie wspólnota ekologiczna – czyli będzie to podmiot polityczny, zdolny do działania w imię bardzo określonych ideałów.

Zatrzymanie historii, zakwestionowanie jej odbywa się poprzez postawienie istniejącego prawa w stan oskarżenia. Pisarze mówią – trzeba skonstruować nowe prawo, ponieważ to, które jest, jest bezprawne. To nie jest już jednostkowy akt terroru, to próba znalezienia miejsca, w którym znajduje się centrum, by uderzyć w nie, a tym samym zapoczątkować zmianę.

18698932_1367559919965945_2047286720_o

Czego trzeba – trzeba przekroczyć granicę obrzydliwości. Od pastiszu powieści detektywistycznej, poprzez pastisz powieści sensacyjnej przeszliśmy do horroru. W horrorze najistotniejsze jest to, aby przejść przez próbę strachu, próbę grozy. Tym, co budzi grozę jest dla każdego coś innego. Powszechnie jednak grozę budzi myśl, że moglibyśmy naruszyć granice cielesności drugiego człowieka. Powieści te urządzają nam zatem rytuał przejścia, którego koniecznym warunkiem jest sprostanie owej grozie. Wszyscy znaleźliśmy się zatem w środku horroru.

Co jest przed nami – niepewny ciąg dalszy. Na naszych oczach w porządku politycznym rozegrał się spektakl wytworzenia większości przez ewidentną mniejszość, która jednak wypracowała narrację, symbole, przechwyciła rozmaite instytucje. W ramach wytworzenia większości znalazła ten punkt, od którego zaczyna się ruch demokracji liberalnej. Ruch, który można zatrzymać i puścić w drugą stronę. Ale ten nowy porządek nie ma w sobie nic trwałego, właśnie dlatego że ta nowa większość nie jest prawdziwą większością, to symulator większości.

18697537_1367559703299300_804923280_o

By osiągnąć coś trwałego potrzeba czegoś więcej niż dekonspiracji tego, co się stało. Ponieważ nie istnieją już żadne dawne, silne i legitymizowane podmioty zbiorowe, konieczne jest zbudowanie nowej wspólnoty poprzez znalezienie symboli, określenie korzeni, wymyślenie narracji, które nadadzą jej spójność. Dopiero wtedy będzie można zaistniałemu porządkowi cokolwiek przeciwstawić.

Prof. Czapliński na pytanie: cóż my możemy zrobić?, odpowiada: możemy „gadać”. Możemy przeciwstawić się innym, przeciwstawić im swoje argumenty, ale zachowując zdolność myślenia samokrytycznego.

W trakcie dyskusji po wykładzie zwrócono uwagę, że literatura potrafiła, i to z wyprzedzeniem, dostrzec procesy społeczne, które nauka, np. socjologia próbuje dopiero rozpoznawać i opisywać.

Na pytanie, czy widać już w literaturze odbicie wydarzeń ostatnich dwóch lat, prof. Czapliński odpowiedział, że nie, zauważył jednak, że widoczny jest ogólny trend: nie ma powrotu do podmiotu zbiorowego istniejącego w przeszłości. Teraz mamy do czynienia z procesem autokreacji. Prof. Czapliński przytoczył ciekawy przykład społeczności – opisanej w „Odwiecznym narodzie” M. Łuczewskiego – która skonstruowała siebie jako prymordialnie (opartą na urodzeniu) polską, która – co więcej – uważa się za społeczność, która zawsze była polska, która jest jednolicie polska i która dzięki polskości zachowuje swoją moralność, podczas gdy 100 lat temu uważała się za „cesarską”, a polskości nienawidziła.

Sposobem na zbudowanie spójnej i wspólnej wizji rzeczywistości jest zdaniem prof. Czaplińskiego wejście w PRL-owską genealogię, w przeciwieństwie do programu PiS opierającego się na amnezji. Nie ma społeczeństwa, które mogłoby udzielić sensownej odpowiedzi na pytanie, jakie ma być, jeżeli to samo społeczeństwo miałoby kompletnie zakłamać swoją przeszłość.

Prof. Czapliński zauważył, że demokracja liberalna nie odchodzi do lamusa, musi jednak zostać na nowo wypełniona treścią, na nowo zdefiniowana. Jego zdaniem grzechem założycielskim II RP było rozdzielenie praw obywatelskich i praw socjalnych. Bój o przyszłość wygra więc tylko ten, kto na powrót zszyje owe prawa. Co oczywiste PiS skupia się tylko na prawach socjalnych, a odbiera prawa obywatelskie. Prof. Czapliński zwrócił przy tym uwagę, że proces ograniczania praw obywatelskich, a tym samym koniec demokracji liberalnej w jej dotychczasowej postaci, rozpoczął się niemal u początków III RP (prof. Czapliński wskazał tu rok 93 i referendum aborcyjne), na długo przedtem, zanim PiS doszedł do władzy.

W nawiązaniu do pytania o zaktywizowanie tych, którzy pozostają niezainteresowani, obojętni prof. Czapliński zauważył, że w sytuacji, gdy następuje polaryzacja, nadzieja jest w tym trzecim, który nie przyznaje racji żadnej ze stron. Nie ma bowiem powrotu do takiej postaci demokracji liberalnej, która funkcjonowała przed dojściem PiS do władzy, a jednoczenie nie jest możliwe trwanie państwa opiekuńczego w wersji budowanej przez PiS, zwłaszcza przy tak marnotrawnym sposobie jej prowadzenia.

Demokracji liberalnej nie może zostać przywrócona w wersji neoliberalnej, bo wtedy za 10-15 lat do głosu mogą dojść środowiska jeszcze bardziej radykalne, może dojść do przewrotu. Kapitalizm, który zrobił tak wiele złych rzeczy, wywołuje wściekłość, gniew. Gniew kumuluje się, po czym wydobywa się na powierzchnię pod postacią irracjonalnych decyzji, w ramach których może zostać wybrany nacjonalizm, partia faszystowska, która obieca właśnie odwołanie do pewnej większości, będzie się mówiło o jedności, o moralności, o racji, wyższości moralnej, czego zapowiedzi już dziś możemy obserwować.

Największą energią późnej nowoczesności w Polsce była energia czerpana ze wstydu, wstydu z powodu nieradzenia sobie w tej rzeczywistości. I stąd się bierze wściekłość. Ona jest rewanżem za zawstydzenie. Ponieważ zawstydzenie wiązało się z upokorzeniem. To, co się dzieje teraz, to zemsta. To nie jest tylko przejęcie władzy. To jest sposób na upokorzenie tych, którzy byli dotąd u władzy. Możliwe jest znalezienie trzeciej drogi, niemożliwe to jest jednak przez proste odwoływanie się do ideałów demokracji liberalnej, do Europy, do prawdziwego chrześcijaństwa – to są stare metody zawstydzania, które nie działają.

Na pełne obawy stwierdzenie uczestniczki wykładu, że czeka nas wojna domowa, prof. Czapliński odpowiedział: tak, ale to trywialne rozwiązanie. Ważne jest, co więc można w tej sytuacji wymyślić.

Joanna Darecka

Latający Uniwersytet Demokracji

Komitet Obrony Demokracji Wielkopolska

Zdj. Waldemar Andrzej Jóźwiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *