RZĄD CZY NIE RZĄD (II)

Część II. Minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński

Obecny polski rząd – ten utworzony przez premier Beatę Szydło – jest chyba najbardziej nieodpowiedzialnym rządem od 1989 roku. Postanowiłam przyjrzeć się niektórym ministrom i opisać w kilku artykułach. Oczywiście nie jestem w stanie wymienić wszystkich ich wpadek i złych decyzji, ale zwrócę uwagę na te najbardziej mnie bolące i wkurzające. Również na te, które pokazują, jak bardzo w Polsce ten demokratyczny Monteskiuszowski trójpodział władz sprowadzany jest do panowania nad wszystkim jednej zakompleksiałej osoby z kotem w tle. Na drugi ogień wybrałam ministra Piotra Glińskiego, który tęskni chyba do dawnych czasów i marzy mu się cenzurowanie praktycznie wszystkich przejawów kultury. Poza tym jest do bólu nieelegancki w wielu aspektach swojej działalności.

kultura

Piotr Gliński jest profesorem nauk humanistycznych i nauczycielem akademickim. Swego czasu był członkiem komitetu naukowego zajmującego się katastrofą smoleńską, ale chyba nie za to w roku 2011 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zwłaszcza że rok później Prawo i Sprawiedliwość planowało zgłosić kandydaturę Piotra Glińskiego na premiera, choć on sam został członkiem PiS-u dopiero w 2015 roku przed objęciem urzędu wicepremiera i teki ministra kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie Beaty Szydło. Przyjrzyjmy się teraz jego ministerialnym działaniom.

Minister Gliński i Fundacja Książąt Czartoryskich 

„Gazeta Wyborcza” w piątkowe popołudnie 29 grudnia 2016 cytowała w artykule ministra Glińskiego, który parę godzin wcześniej wypowiedział się tak:

– To ważny dzień dla polskiej kultury. Z ogromnym wzruszeniem mogę powiadomić, że od dziś Polska jest właścicielem kolekcji książąt Czartoryskich.

Jak to, co się stało? Skarb Państwa kupił pokazywaną i prezentowaną u nas od zawsze kolekcję dzieł sztuki. Kosztowała ona niebagatelne 100 mln euro, czyli prawie pół miliona złotych. Wśród eksponatów znajduje się również „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci, mówią, że to najpiękniejszy portret na świecie. Ale po co nam taka własność? Przecież w statucie Fundacji Czartoryskich czytamy, że zbiory chroni polskie prawo, a ich wywóz za granicę – czego niby bali się decydenci i minister Gliński – nie jest możliwy bez zgody polskich władz. Zresztą statut ten od początku wykluczał możliwość sprzedaży kolekcji, co stanowiło niemały problem z punktu widzenia wicepremiera i trzeba było go zmienić. Mnóstwo więc było niedociągnięć, nieścisłości i nierzetelności wynikłych wokół zakupu kolekcji i jego finalizacji, a także ponagleń ministerialnych dotyczących zmiany tego statutu. Tymczasem żaden obywatel nie może przyspieszać działań sądu – tak funkcjonuje Monteskiuszowski trójpodział władzy w Polsce. Tu jednak mowa o ministrze, a za rządów PiS-u ministrom wolno wszystko, na co godzi się pan z kotem w tle. Nie był to pierwszy atak na Monteskiusza w Polsce (przypomnę Trybunał Konstytucyjny), ale to, co teraz robi Zbigniew Ziobro woła o pomstę do nieba.

Dodać należy, że wicepremier Gliński naciskał na bezpośrednie negocjacje z księciem Czartoryskim, który słabo zna język polski (mieszka w Hiszpanii) i raczej nie orientuje się w polskim prawie. Czy minister chciał tu wykorzystać jego niewiedzę i niezorientowanie? Bardzo to nieeleganckie. Zresztą zakup kolekcji kładzie się cieniem na kulturze polskiej – przecież za prawie pół miliona złotych można było kupić wiele dzieł sztuki, z których po wojnie Polska wiele utraciła. Tym bardziej że Bogdan Zdrojewski, minister kultury w latach 2007–2014 mówi:

– Bezpieczeństwo zbiorów Czartoryskich nie było zagrożone. Choćby dlatego, że obowiązywała już nowelizacja ustawy z 10 lipca 2016 roku o ochronie i opiece nad zabytkami, którą w sierpniu podpisał prezydent Andrzej Duda.

Minister Gliński i Muzeum II Wojny Światowej

Ponieważ PiS ogarnęła pasja łączenia – np. partia ta chce teraz włączyć w obręb miasta Warszawy aż 32 (niektóre posłanki PiS-u twierdzą, że 33) okoliczne gminy, aby zapewnić sobie zwycięstwo w stolicy w nadchodzących wyborach samorządowych, przy czym Warszawa stałaby się największą europejską stolicą. PiS robi to zupełnie bez konsultacji, zasięgania opinii mieszkańców tych gmin ani żadnych referendów, a głosowania w parlamencie odbędą się zapewne w nocy, żeby rano następnego dnia notariusz Duda mógł uchwaloną ustawę podpisać… Koniec dygresji – a więc: ponieważ PiS ogarnęła pasja łączenia, chce połączyć gdańskie Muzeum II Wojny Światowej z nowym Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. To pierwsze było ideą Donalda Tuska, piękną, nowoczesną, która bardzo podobała się odwiedzającym w ostatni weekend, w drzwi otwarte gdańskie muzeum Polakom i Europejczykom. Niestety, jego entuzjastą nie jest Jarosław Kaczyński, bo ekspozycja przedstawia wojnę światową jako konflikt międzynarodowy, niosący za sobą zbyt dużo zła i cierpień ludności cywilnej, co gorsza pochodzącej nie tylko z Polski. Nie ma w niej tego, co PiS uważa za „pozytywne” aspekty wojny, czyli bohaterstwa i poświęcenia Polaków. Dlatego Kaczyński zapowiedział kiedyś, że zniszczy pomysł politycznie i po muzeum nie zostanie nawet ślad. Piotr Gliński usłużnie realizuje teraz ten zamiar – trwa polityczne niszczenie przez łączenie.

Minister zaczął od tego, że ogłosił, iż Muzeum II Wojny Światowej zostanie dołączone do nowopowstającego Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Od razu na czele tej instytucji nowotworu, w odróżnieniu do MIIWŚ istniejącego tylko na papierze, stanął człowiek PiS-u – dr hab. Zbigniew Wawer, czyli: historyk, profesor Politechniki Koszalińskiej, autor filmów dokumentalnych i programów historycznych tworzonych dla TVP, ale także dyrektor Muzeum Wojska Polskiego, w którym właśnie kończy mu się kadencja. W ten sposób PiS chce się pozbyć ze stanowiska teraźniejszego dyrektora MIIWŚ, prof. Pawła Machcewicza, który był głównym doradcą premiera Donalda Tuska – to po pierwsze. Tylko dzięki takim posunięciom przed otwarciem muzeum można radykalnie zmienić koncepcję wystawy głównej, która odbiega od pisowskiego widzenia rzeczywistości, ale podoba się publiczności je odwiedzającej – to po drugie. Takie postępowanie moglibyśmy delikatnie nazwać bardzo nieeleganckim.

Minister Gliński i pornografia

Minister Gliński, któremu marzy się cenzurowanie, chciał zablokować premierę spektaklu we wrocławskim Teatrze Polskim zatytułowanego: „Śmierć i dziewczyna”, a wyreżyserowanego przez Ewelinę Marciniak. Wszystko to przez zapowiedź, że ponoć widzowie na scenie teatru ujrzą aktorów porno z Czech i seks na żywo. O sprawie zrobiło się głośno w całej Polsce – minister wysyłał nieeleganckie listy protestacyjne do marszałka województwa, domagając się zdjęcia sztuki z afisza, a przed premierą pod wrocławskim teatrem odbył się protest, w którym udział wzięło ok. 150 osób. Wszyscy odmawiali zgodnie różaniec (oszołomów w tym kraju nie brakuje) i przed zakończeniem spektaklu spokojnie chyba się rozeszli. W rzeczywistości w przedstawieniu było co prawda wiele nagości i erotyzmu, ale żadne akty seksualne nie działy się na scenie. Ryszard Petru, lider Nowoczesnej, pytany o opinię w tej sprawie, wyraził swoje zaniepokojenie sytuacją, w której w Polsce są osoby uważające, iż mogą tu być grane tylko takie spektakle i filmy, które im się podobają, a co za tym idzie – polska wolność słowa jest zagrożona. Powiedział też tak:

– Przypomnę, że autorką sztuki jest noblistka Elfride Jelinek. To nie jest więc jakaś tam sztuka. Nie powinniśmy stosować cenzury prewencyjnej.

Minister Gliński i dziennikarka TVP

Czwartą sytuacją jest ta z programu TVP Info „Minęła dwudziesta”, który prowadziła Karolina Lewicka, a jej gościem był prof. Gliński. Dziennikarka chciała porozmawiać z ministrem o  spektaklu „Śmierć i dziewczyna” i wolności słowa. Na początku rozmowy, kiedy zapytała czy w Polsce działa cenzura, Gliński nie dość, że potraktował ją jak małą dziewczynkę, odpowiadając pytaniem: „Pani już skończyła?”, to jeszcze zaczął wygłaszać swoje stanowisko kompletnie z pytaniem niezwiązane (do posłuchania tutaj. Warto posłuchać, bo Karolina Lewicka została za tę rozmowę zawieszona – wiadomo, kto jest szefem TVP – kolejny żołnierzyk pana z kotem w tle). Po raz kolejny wicepremier Gliński okazał się zwykłym, nieeleganckim chamem.

Natalia Mikołajska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *