RZĄD CZY NIE RZĄD (III)

Część III. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny – Zbigniew Ziobro

Obecny polski rząd jest najbardziej nieodpowiedzialnym rządem od 1989 roku. Postanowiłam przyjrzeć się niektórym ministrom i opisać w kilku artykułach. Oczywiście nie jestem w stanie wymienić wszystkich ich wpadek i złych decyzji, ale zwrócę uwagę na te najbardziej mnie bolące i wkurzające. Tym razem wyjątkowo artykuł dotyczyć będzie jednej tylko sprawy, takiej bardzo aktualnej i głównie na niej się skupię, pokazując, jak w Polsce Monteskiusza jego równościowy trójpodział poszczególnych rodzajów władz sprowadzany jest teraz do panowania nad wszystkim jednej zakompleksionej osoby z kotem w tle. Mowa będzie o sądach i czekającej je reformie, jak to oświadczył ostatnio jeden z żołnierzyków PiS-u.

ms

W programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” z 2 lutego 2017 roku gościł były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll. Rozmowa dotyczyła zmian, jakie mają zajść w Krajowej Radzie Sądownictwa, a głównie tego, iż sędziów do KRS-u będzie wybierał parlament – tak jak dzieje się to i teraz, ale jedynie z sędziami do Trybunału Konstytucyjnego. Oficjalne założenia reformy są takie, że na wybór kandydatów wpływ ma mieć głównie środowisko sędziowskie (ciekawie jaki?).

Minister Ziobro w „swojej” reformie proponuje, aby w Polsce, tak jak w USA, to obywatele (czyli my) decydowali o tym, kto ma być sędzią, a kto nie. Przynajmniej tak właśnie chce ją nam przedstawić. Co ona tak naprawdę oznacza? Jacy będą ci obywatele decydujący? Jacy będziemy my? Otóż zgodnie z reformą, sędziów do KRS-u ma wybierać sejmowa większość, na którą wcześniej zagłosowali obywatele i tyle w całym tym interesie jest nas. O wszystkim decydować mają posłowie, czyli de facto PiS, a więc pan z kotem w tle rezydujący na Nowogrodzkiej, bo to stamtąd jak na razie Polska jest rządzona, czyli niszczona.

Dodać należy, iż sam pomysł do najlepszych nie należy, bo istnieje prawdopodobieństwo, że w skrajnych przypadkach (czyli jak zdarza się w Stanach) sędziowie będą służyli nie prawu (najpiękniejsze stwierdzenie prof. Andrzeja Zolla z programu: „sędzia jest sługą prawa”), lecz wyborcom, starając się za wszelką cenę zyskać ich aprobatę i głosy w przyszłych wyborach.

To jednak nie koniec niejasnych zmian tyczących się KRS-u, jakie wprowadza reforma ministra Ziobry. Oprócz jednej Krajowej Rady Sądownictwa powstać mają dwa organy KRS: Pierwsze i Drugie Zgromadzenie Rady. W skład pierwszego wejdą: minister sprawiedliwości (oczywiście), I prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, osoba powołana przez prezydenta Polski, czterech posłów, dwóch senatorów, a także sędziowie piastujący istotne funkcje w systemie władzy sądowniczej i z tego względu cieszący się wyjątkowym autorytetem. Drugie Zgromadzenie ma natomiast tworzyć 15 sędziów wszystkich szczebli, zgłaszanych przez marszałka Sejmu i kluby poselskie, a rekomendowanych przez stowarzyszenia sędziowskie (ciekawe jaką siłę będą miały te rekomendacje?).

Walka na argumenty

Profesor Zoll mówi, że „sąd to władza niezależna, a sędziowie muszą być niezawiśli”, nie mogą więc zależeć od sejmowego poparcia, bo kiedy sędziowie wybierają spośród siebie pięciu do KRS-u, to sami dbają o swoją niezawisłość i niezależność. PiS tak odbija piłeczkę: nie może być tak, żeby sędziowie byli bezkarni albo ponad prawem. Zoll stwierdza, że niestety osoby sprawujące w tej chwili władzę w Polsce nie do końca rozumieją sądy, bo to nie sędziowie powinni walczyć o swoją niezależność, ale politycy mają ją im zagwarantować. I dodaje, że na nieszczęście znów mamy w Polsce rządy jednej partii, co już przeżywaliśmy, będąc rządzonymi przez PZPR z pierwszym sekretarzem na czele. Teraz musimy przetrzymać rządy PiS-u z nowym pierwszym sekretarzem – osobą z kotem w tle, która rzeczywiście odgrywa rolę głowy państwa.

Pochówek filozofa oświeceniowego

Artykuł 173 Konstytucji, która wciąż w Polsce – kraju oficjalnie demokratycznym – obowiązuje, brzmi: Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Tymczasem Monteskiusz w Polsce – jak powiedział prof. Zoll – dawno jest już pogrzebany, chociażby dlatego, że Trybunał Konstytucyjny z p.o. prezesa Julią Przyłębską jest tylko z nazwy Trybunałem Konstytucyjnym. „Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej” – czytamy w dziele „O duchu praw” Monteskiusza. O połączeniu władzy sądowniczej z innymi pisze on dalej tak: „Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby zaś była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”.

Poza tym jest jeszcze wiele innych przyczyn, dla których polski trójpodział władzy jest jedynie ułudą. Również taki, że żaden sędzia z wykształceniem prawniczym nie może być politykiem, a Kaczyński i Ziobro to wykształceni prawnicy, którzy nie dość, że politykami są, to jeszcze uważają, że całą wiedzę prawniczą mają w małych palcach. Jak mogą ją mieć, skoro na co dzień są w sejmie, dyskutują, rządzą, uchwalają, a nie siedzą na sali sądowej, gdzie prawo nie przestaje ewaluować i wciąż się zmieniać?

Prawda jest taka, że reforma ministra Ziobry ma upolitycznić sądy, tak by pan z kotem w tle mógł mieć nad nimi władzę. Aby przeprowadzić tę reformę, PiS zaczął od małych kroczków, czyli od opanowania Trybunału Konstytucyjnego. Przecież rzeczona reforma-deforma sądownictwa (najgorsze teraz w Polsce jest to, że wszystkie reformy dekonstruują naszą rzeczywistość, ale PiS w końcu przeminie – jak mówi Roman Giertych – bo jest jak choroba, która przecież zawsze się kończy). Wracając do tematu: rzeczona reforma-deforma sądownictwa jest daleko groźniejsza dla przeciętnego obywatela niż zmiany w TK – bezpośrednio tam sprawy Polaków rzadko trafiają, a w sądach powszechnych po reformie może być różnie, obywatele nie będą mieli pewności, czy ich sprawy zostaną rozsądzone zgodnie z prawem czy dyrektywą polityczną.

Pani prof. Małgorzata Gersdorf, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego swój apel na warszawskim Zebraniu Przedstawicieli Zebrań Sędziów Sądów Apelacyjnych i Zgromadzeń Ogólnych Sędziów Okręgów 30 stycznia 2017 roku (długi był to apel) zakończyła tak:

– Jeżeli mamy bronić prawa, to nie ma lepszego momentu niż teraz. Środowisko nasze musi pokazać, że jest zjednoczone wokół idei państwa prawa, że onegdaj suweren, by użyć dzisiejszej nomenklatury, zadecydował o trójpodziale władz. Musimy tłumaczyć, że nie bronimy jakichś mitycznych interesów własnych, bo ich nie mamy, tylko chcemy, aby obywatel przed sądem czuł się bezpiecznie, wierząc, że sędzia jest niezawisły. To jest nasza powinność wobec przyszłych pokoleń i misja.

Przyzwoitość dziennikarska

W artykule o ministrach i ich działaniach w ramach tej przyzwoitości wypada choć wymienić, jakie zmiany w swoim resorcie planuje Zbigniew Ziobro. Wypada też zacząć od tego, co zakomunikowała premier Beata Szydło po spotkaniu z ministrem sprawiedliwości i z koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim, które odbyło się w ramach przeglądu resortów; powiedziała tak:

– Przygotowanych jest również bardzo dużo nowych projektów, w tym reformujących sądownictwo, na które czekają obywatele. Polacy narzekają na pracę sądów, a muszą zaufać polskim sądom. Muszą wiedzieć, że idą do sądów po sprawiedliwość. I muszą też wiedzieć, że zawsze, kiedy potrzebują ochrony, państwo stoi po ich stronie. To główny punkt, z którego wychodzi proponowana przez nas reforma.

Należy więc napisać, że minister Ziobro chce: po pierwsze uprościć wszelkie procedury sądowe i uelastycznić zasądzane kary: za gwałty, drastyczne okaleczenia, porwania dla okupu itd., czyli najpoważniejsze przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, a także za korupcję i wyłudzenia VAT kary będą teraz surowsze; po drugie zaś jednorazowi sprawcy drobnych przestępstw będą mogli liczyć na niższe wyroki; po trzecie sporo zmian czeka również sędziów. Natomiast po czwarte minister chce też wzmocnić nadzór nad dyrektorami i prezesami sądów – będzie sam powoływać i odwoływać zarówno jednych, jak i drugich.

Skasować historię

PiS, czyli de facto człowiek z kotem w tle, chce wymazać cały dorobek Trzeciej RP. Polska ma się zaczynać dopiero po wyborach 25 października 2015 roku. Skutkiem takiego działania jesteśmy teraz na marginesie Unii Europejskiej. Porównuje się nas z Wietnamem albo innymi równie mało znaczącymi państwami. Tymczasem – jak powiedział prof. Zoll – wszystko, co przeżywaliśmy po roku 1989, było najlepszym czasem, jaki mieliśmy w kraju od jakichś 200 lat.  

Natalia Mikołajska