RZĄD CZY NIE RZĄD (IV)

Minister obrony – Antoni Macierewicz

 

Obecny polski rząd jest najbardziej nieodpowiedzialnym rządem od 1989 roku. Postanowiłam przyjrzeć się niektórym ministrom i opisać ich w kilku artykułach. Oczywiście nie jestem w stanie wymienić wszystkich ich wpadek i złych decyzji, ale zwrócę uwagę na te najbardziej mnie bolące i wkurzające. Tym razem artykuł będzie dotyczyć ministra obrony, który wydaje się niewłaściwą osobą na niewłaściwym miejscu. Niektóre zaś z jego przekonań zdają się całkiem z kapelusza wzięte – np. insynuował kiedyś, że za Donaldem Tuskiem stało enerdowskie Stasi. O tym i innych, choć na pewno nie wszystkich szaleństwach ministra Antoniego Macierewicza traktować będzie ten artykuł.

Zielone-logo-MON-u

 

  • Raport Macierewicza i WSI – świat to sami agenci

Antoni Macierewicz, w latach 90. ubiegłego wieku likwidator WSI, przygotował opracowanie, a właściwie raport, o działalności wojskowych służb specjalnych w PRL-u i w III RP. Zrobił to na podstawie analizy dokumentów przekazanych przez same służby i zeznań funkcjonariuszy; raport miał (bez 24 załączników) prawie 400 stron. Dzięki temu Macierewicz na stałe wpisał się do politycznej historii Polski. Dodać przy tym wypada, że jako szef MSW w rządzie Jana Olszewskiego zajmował się tzw. sejmową uchwałą lustracyjną. Chodziło o ujawnienie nazwisk prominentnych osób polskiej sceny politycznej (posłów, senatorów, ministrów, wojewodów, sędziów i prokuratorów), którzy w latach 1945–1990 byli tajnymi współpracownikami UB i SB. Nie są to instytucje godne zaufania, a mimo to na listach tych znalazły się osoby, które figurowały w ewidencji jako tajni agenci, ale nigdy rzeczywiście tymi agentami nie były. Publikacja raportu Macierewicza doprowadziła do odwołania tuż po północy 5 czerwca 1992 roku rządu Jana Olszewskiego. Jednak na sprawę spuśćmy zasłonę milczenia, bo dotyczy ona historii. Przejdźmy do teraźniejszości.

 

  • Macierewicz i Wojsko Polskie – armię drąży choroba poddaństwa

Generał Waldemar Skrzypczak, dowódca Wojsk Lądowych zdeprymowany tym, że przed rzecznikiem MON-u Bartłomiejem Misiewiczem salutowali żołnierze (zniesmaczeni tym są prawie wszyscy polscy generałowie) oświadczył, że „nadszedł czas pogardy dla munduru” i praktycznie za te słowa został zwolniony z pracy w Wojskowym Instytucie Technicznego Uzbrojenia, gdzie był doradcą (honor kazał mu jednak samemu podać się do dymisji – miał na to czas: zdążył przed wręczeniem mu wypowiedzenia).

Nie dobrze się stało, bo jest on jednym z najpopularniejszych, najlepiej wyszkolonych, a także mających najwyższe morale w stosunku do służby i podległych mu żołnierzy, a przez to najbardziej lubianych oficerów w armii. Niestety tak to jest, gdy władzę nad armią mają politycy, którzy nie rozumieją, że w wojsku się służy, a nie włada się nim. Za Macierewicza w armii nastąpiła lawina rezygnacji – ze służby odeszło 26 generałów (oprócz Skrzypczaka odeszli również m.in.: szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Mieczysław Gocuł, dowódca Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. broni Piotr Pytel i dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosław Różański, a także 254 (sic!) pułkowników. Odnosząc się do tego zjawiska, minister obrony oświadczył, że wynika to zapewne z tego, że nie potrafią oni zaakceptować tych zmian i wspaniałości, które dzieją się w Ministerstwie Obrony Narodowej. Nowym szefem Sztabu Generalnego WP został gen. broni Leszek Surawski, który jest ostatnim ze stosownie wyszkolonej ekipy, czyli wkrótce nie będzie już w ogóle kompetentnych ludzi do obsadzania zwolnionych stanowisk. I co wtedy? 15 lutego 2017 roku w „Faktach po Faktach” gen. dywizji w stanie spoczynku Bronisław Balcerowicz, były rektor Akademii Obrony Narodowej, która zastała teraz zamieniona w Akademię Sztuki Wojennej, powiedział, że właśnie wprowadzono na uczelnię przyśpieszony kurs dla generałów w trybie zaocznym, czyli Macierewicz z kompletnie niewyuczonymi, zielonymi jak pierwiosnki na wiosnę ludźmi poradzi sobie wspaniale w razie zagrożenia.

Jeszcze jedno: na całym świecie generałowie, którzy odchodzą do rezerwy albo w stan spoczynku, uczestniczą w kreowaniu myśli technicznej, podpowiadają naukowcom, w jakim kierunku mają pójść. Profesor Ryszard Bugaj w programie TVN 24 „Piaskiem po Oczach” powiedział: „U nas tego nie ma. U nas się ludzi wyrzuca z dnia na dzień. Nie korzysta się z ich potencjału”. Brak słów.

 

  • Macierewicz i katastrofa smoleńska – to był zamach

Minister niejednokrotnie sugerował, że 10 kwietnia 2010 roku nie wydarzyła się katastrofa lotnicza, tylko intencjonalne działania Władimira Putina (przy współudziale Donalda Tuska) wymierzone przeciw państwu polskiemu. W wywiadzie z 2013 roku mówił: „Katastrofa w Smoleńsku była prawdopodobnie skutkiem zamachu, a nie awarii, i świadczą o tym wszystkie znane nam fakty”. Tymczasem żadna krajowa ani międzynarodowa instytucja zajmująca się wypadkami lotniczymi nie potwierdziła tej hipotezy.

Wiemy, że PiS nie uznaje żadnych oficjalnych ustaleń tych instytucji, dlatego minister obrony powołał swoją podkomisję. Miała ona – i wciąż ma, bo teraz powołano nową – od początku badać przyczyny katastrofy z 10 kwietnia. Macierewicz jest bowiem święcie przekonany, że hipotezę o zamachu można udowodnić. Powoływał się nawet na fachową wiedzę ekspertów w dziedzinie wypadków lotniczych. Kiedy jednak poziom tej „eksperckości” zbadała prokuratura, wszystko okazało się śmieszne i mało poważne. Jednak rzeczą błahą, trywialną na pewno nie jest już wojna polsko-polska, do której doprowadziło głoszenie tej teorii, która doprowadziła do pierwszego poważnego podziału polskiego społeczeństwa i polityków.

Na koniec tej części artykułu mam pewną ciekawostkę. Otóż, w „Kropce nad I” z 13 lutego 2017 roku gen. Piotr Pytel mówił o tym, co powiedział mu przy pierwszym spotkaniu Antoni Macierewicz. Mówił tak: „Przecież pan jest inteligentnym człowiekiem, pan sobie zdaje sprawę w sposób oczywisty z tego, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne”. Z tej wypowiedzi wynika – w sposób oczywisty – że Macierewicz nie wierzy w zamach. Generał Pytel dodaje, że pewnie tylko dzięki temu może on w tak chłodny i cyniczny sposób dążyć do „rozwikłania” tajemnicy smoleńskiej. Dzień po programie gen. Pytel został oskarżony o współpracę z siłami specjalnymi Rosji.

 

  • Macierewicz i karambol samochodowy – to kolizja, według prokuratury (wojskowej)

W Lubiczu Dolnym k. Torunia, na drodze krajowej numer 10 zderzyło się osiem pojazdów, w tym dwa samochody BMW z kolumny szefa MON-u. Właśnie wracał on z sympozjum zatytułowanego „Oblicza dumy Polaków”, zorganizowanego w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka w Toruniu. Ministrowi nic się nie stało, wsiadł po prostu do trzeciego auta, które wszakże nie ucierpiało w karambolu, i pojechał do Warszawy – spieszył się bardzo na galę przyznania Jarosławowi Kaczyńskiemu nagrody Człowiek Wolności tygodnika „wSieci”. Tymczasem w wypadku poszkodowane zostały trzy osoby i choć nie były to poważne obrażenia – po przebadaniu w szpitalu i zaopatrzeniu medycznym zostały zwolnione do domów – to pan Macierewicz nie raczył nawet na nich się obejrzeć i spytać czy dobrze się czują, gnany bowiem poczuciem obowiązku udał się w dalszą drogę (jak tak dalej pójdzie, to niedługo Sejm ogłosi świętem państwowym urodziny pana z kotem w tle).

Przebieg zdarzenia bada Żandarmeria Wojskowa pod nadzorem działu ds. wojskowych Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald. Czynności na miejscu zdarzenia prowadziła również policja i stąd, a także według prokuratury wpływ na wypadek mogły mieć trudne warunki panujące na drodze. Wstępne ustalenia mówią, że jeden z samochodów w kolumnie szefa MON-u stracił przyczepność i uderzył w tył pojazdu jadącego przed nim. Następnie oba pojazdy, wytracając prędkość, uderzyły w samochody stojące przed skrzyżowaniem. Antoni Macierewicz jest przeciwnego zdania i broni za wszelką cenę swojego kierowcy. Uważa, że wypadek na pewno nie został spowodowany przez niego: „Ten samochód został z tyłu uderzony przez jeden z innych samochodów”. Jak można stracić przyczepność do jezdni i być uderzonym w tył? Grzegorz Schetyna powiedział, że: „kolumna aut Macierewicza to symbol arogancji PiS-u”.

Zespół biegłych w rekonstrukcji wypadków drogowych ma określić przyczyny i okoliczności karambolu, a przynajmniej takie były założenia zaraz po zdarzeniu. Te przyczyny mamy wkrótce poznać. Tymczasem wypadkowi uległa i trafiła do szpitala sama pani premier Broszka, może więc wypadek Macierewicza rozejdzie się po kościach i MON elegancko zamiecie sprawę pod dywan.

 

  • Macierewicz i jego prywatna armia, czyli wojska obrony terytorialnej

WOT ma do 2019 roku liczyć 53 tys. żołnierzy, przy czym wszyscy oni mają być ochotnikami. Dlaczego tak dużo? Pewnie do rozpędzania manifestacji… Jednak mjr Mariusz Kordowski, który jest współautorem raportu nt. obrony terytorialnej zaprzeczył, że mogłaby ona zostać skierowana przeciwko opozycji politycznej. Poza tym w ustawie czytamy, że WOT ma służyć do pomocy w „zwalczaniu klęsk żywiołowych i likwidacji ich skutków, ochrony mienia, akcjach poszukiwawczych oraz ratowaniu lub ochronie zdrowia i życia ludzkiego”. Nie wybiegajmy jednak za bardzo do przodu i najpierw przyjrzyjmy się samej armii.

Otóż, WOT to niezależny rodzaj sił zbrojnych, równy Wojskom Lądowym, Siłom Powietrznym, Marynarce Wojennej i Siłom Specjalnym. Jednak podlegać ma nie Dowództwu Generalnemu Wojska Polskiego, tylko ministrowi obrony (prywatna armia). Wojsko to po przeszkoleniu ma walczyć z rosyjskimi oddziałami specjalnymi (specnazem) i prowadzić wojnę hybrydową z tzw. zielonymi ludzikami. Dziwne to, zwłaszcza że niektórzy oskarżają Macierewicza o bycie rosyjskim szpiegiem – byłaby to najwyższa wirtuozeria sztuki szpiegowskiej.

Macierewicz planuje, że WOT będzie jak Gwardia Narodowa w USA, która istnieje obok zwykłej regularnej armii (minister Ziobro swoją reformę sądownictwa też papuguje po Stanach Zjednoczonych – nie ma innych krajów do papugowania?). Gwardia ta to formacja ochotnicza, która podlega władzom stanowym, a nie federalnym. Generał Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, mówi, że „przenoszenie tego modelu amerykańskiego i powoływanie się, że odpowiednik Gwardii Narodowej będziemy tu tworzyć, to jest totalne nieporozumienie. Formacji z jednego kraju nie da się przenieść do drugiego”. Zresztą cała opozycja i eksperci mają poważne wątpliwości. Włodzimierz Cimoszewicz o pomysłach ministra Macierewicza mówi: „kosztem zawodowej armii robi się dziwną partyzantkę ludową”, a Lech Wałęsa jeszcze dobitniej stwierdza: „on z łukami i kuszami chce biegać po łąkach”.

                                        ____________________________

I ktoś taki jak Antoni Macierewicz jest ministrem w rządzie Beaty Szydło! Rządzi nami! On przecież wszędzie wietrzy spisek, widzi wojnę i atak… chyba powinien – tak dla zdrowia oczywiście – spędzić z rok albo i dwa na jakimś zamkniętym oddziale szpitalnym, gdzie nikt by mu nie przeszkadzał ani nie zagrażał i gdzie nie byłoby żadnych niebezpiecznych przedmiotów. O klamkach w drzwiach nie wspomnę. Może wtedy wreszcie trochę się uspokoi? Byłoby to dla niego dobre, tym bardziej że dawny wpis Jacka Kurskiego na temat szefa MON-u wyglądał tak: „Macierewicz skacze do basenu, ale nie sprawdza, czy jest w nim woda”.

 

Natalia Mikołajska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *