RZĄD CZY NIE RZĄD

Część I. Minister środowiska Jan Szyszko

logo_MS

Obecny rząd Polski – ten utworzony przez panią premier Beatę Szydło jest chyba najbardziej nieodpowiedzialnym rządem, jaki w Polsce rządził od 1989 roku. Postanowiłam przyjrzeć się niektórym ministrom i opisać w kilku artykułach. Oczywiście nie jestem w stanie wymienić wszystkich ich wpadek i złych decyzji, ale zwrócę uwagę na te najbardziej mnie bolące i wkurzające. Również na te, które pokazują, jak bardzo w Polsce ten demokratyczny Monteskiuszowski trójpodział władz sprowadzany jest do panowania nad wszystkim jednej zakompleksiałej osoby z kotem w tle. Na pierwszy ogień pójdzie minister Jan Szyszko, bo środowisko pod jego pieczą wygląda jakby chorowało na ebolę, AIDS albo jakąś inną równie straszliwą i nieuleczalną chorobę. Przecież rośliny i zwierzęta same się nie obronią. Trzeba im pomóc!

Minister środowiska, który swego czasu zlecił wycinkę części Puszczy Białowieskiej, to – uwaga! – leśnik i profesor nauk leśnych. Jan Szyszko założył nawet i wciąż prowadzi prywatną stację naukowo-badawczą dla studentów krajowych i zagranicznych. Prowadzi się w niej badania nad podnoszeniem zdrowotności lasów i wykorzystaniem zasobów przyrodniczych do rozwoju gospodarczego. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, a właściwie pytanie: czy pan leśnik Szyszko nie traktuje całej Polski – naszego wspólnego kraju – jak swego prywatnego szkolnego terenu badawczego, aby móc później pisać kolejne publikacje naukowe, nie biorąc pod uwagę skutków tych badań. Pan profesor jest już przecież autorem ponad stu takich publikacji, a to – publikowanie – wchodzi w krew. 

Początki polityczno-rzeczne

Cofnijmy się jednak do roku 2001 – wtedy Jan Szyszko wstąpił do Prawa i Sprawiedliwości. Od razu, jeszcze w tym samym roku, bez powodzenia co prawda, ale kandydował w wyborach parlamentarnych do Sejmu. Mandat udało mu się zdobyć dopiero w kolejnym głosowaniu (w 2005 roku) i teraz mocno się go trzyma. Ministrem środowiska już był, choć wtedy ministerstwo to nazywało się Ministerstwem Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, a premierem był wówczas Jerzy Buzek. Później, w latach 2005–2007, Szyszko był też ministrem, choć już środowiska (takie samo ministerialne nazewnictwo) w rządach Kazimierza MarcinkiewiczaJarosława Kaczyńskiego. Z kolei od 16 listopada 2015 roku jest ministrem środowiska w rządzie Beaty Szydło. Jest więc ministerialnym pracownikiem z niejakim doświadczeniem praktycznym. Co to jednak za doświadczenie? Wszystkie kłopoty przyroda zaczęła z nim mieć już w lipcu 2006 roku. Wtedy początkujący dopiero minister Szyszko wydał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji obwodnicy przecinającej Dolinę Rospudy. Tym samym naraził się rzece, dolinie rzecznej, obrońcom przyrody, wielu naukowcom, sporej części społeczeństwa, a także przedstawicielom Unii Europejskiej. Jego projekt budowy estakady przez torfowiska Doliny Rospudy był bardzo źle przygotowany, bo m.in. naruszał prawo i europejskie standardy ochrony środowiska. Ale to było dawno, teraz mamy nowe jego złe decyzje i na nich się skupmy.

Drzewa

Minister Szyszko – nie owijajmy w bawełnę – szaleje i, jak to powiedział Wojciech Mann w jednym ze swoich ostatnich piątkowych programów porannych w Radiowej Trójce,  „chyba w ogóle nie lubi drzew”. Otóż, oprócz zarządzonej wcześniej wycinki w Puszczy Białowieskiej doprowadził także do przegłosowania 16 grudnia 2016 przez PiS na Sali Kolumnowej ustawy pozwalającej Ministerstwu Środowiska na zniesienie ograniczeń w wycinaniu wszystkich drzew i lasów. A to dopiero pierwsza część jego pakietu ustaw środowiskowych. Zresztą projekt rzeczonej ustawy wszedł do Sejmu jako inicjatywa poselska, przez co trafił do głosowania właściwie bez konsultacji. To dlatego leśnicy i nie tylko nie będą musieli już przejmować się ochroną gatunków chronionych, a właściciele działek będą mogli wycinać „swoje” drzewa kompletnie bez ograniczeń, również las, który wyrósł na prywatnej działce. Do tej pory, aby ścinać drzewa starsze niż 10 lat, działkowicze musieli występować o specjalne pozwolenia do odpowiednich instytucji. Adam Wajrak, działacz na rzecz ochrony przyrody i wilków, autor wielu artykułów i książek mówi: „to spowoduje masowe wycinanie drzew nie tylko na prywatnych posesjach, ale przede wszystkim zadrzewień śródpolnych, które są bardzo ważnym elementem krajobrazu i miejscem życia wielu cennych gatunków”.

Nowa ustawa pozwala także jednostkom samorządowych na wprowadzenie własnych regulacji tyczących się wycinania drzew. Niestety, przepis ten spowodować może tylko wielki chaos prawny – w jednej gminie będzie można wycinać wszystkie gatunki drzew, w drugiej – nic, a w trzeciej – tylko wybrane. Wajrak przekonuje dalej: „Państwo nie powinno rezygnować z ochrony drzew, bo są one ważne dla całego społeczeństwa, nawet jeżeli znajdują się na prywatnej posesji”. Przecież tlenem produkowanym przez te drzewa oddychamy wszyscy.

Żubry

Profesor Jan Szyszko, minister środowiska, który powinien o to środowisko, czyli również o zwierzęta, dbać i chronić je z całych sił, zaplanował odstrzał 35 żubrów. Jedyny wniosek jaki wypływa z takiej wiadomości: puszczę ekolodzy obronili, choć tylko w części, bo mamy teraz tzw. postępującą wycinkę (więcej do czytania tutaj – na stronie organizacji Greenpeace), więc Szyszko za żubry się wziął. To zły człowiek, który jednak próbuje tłumaczyć swoje decyzje tym, że odstrzał ten dotyczyć ma tylko chorych osobników, które np. nie mają już zębów, ale pojawiają się tu kolejne nieścisłości. Skąd taki myśliwy-obcokrajowiec płacący za polowania dużą kasę (chodzi tu przecież głównie o dochody dla lasów państwowych) ma wiedzieć, że dany żubr, do którego celuje, nie ma tych zębów, a u którego wszystko jest zdrowe? Tym razem więcej do poczytania znów na stronie organizacji Greenpeace: tutaj. Mimo to profesor jest nieugięty i w Polskim Radiu 24 powiedział:

„Żubr to przeżuwacz. Jeśli nie będziemy go karmili do końca jego dni, to zginie w końcu z głodu w cierpieniach. Nie chcę strzelać do żubrów, natomiast chcę mieć ich zdrową populację”.

Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby żubry stadnie chorowały na zęby albo wcale ich nie miały. Takie historie w świecie zwierząt zdarzają się, co prawda, ale bardzo rzadko, żeby nie powiedzieć – nie często. Natura przecież wie, po co zęby potrzebne są żubrom i wszystkim innym zwierzętom leśnym. Nie skazywałaby ich wszystkich od razu na śmierć. Zresztą te inne zwierzęta leśne także zagrożone są przez ministra Szyszkę – bobry i wilki  również znalazły się pod obstrzałem. 

Kacze metody vs kochający przyrodę

Druga część pakietu ustaw środowiskowych ministra Szyszki zakłada likwidację Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i jej biur regionalnych, a także eliminację prawie wszystkich organizacji pozarządowych z udziału w postępowaniach administracyjnych związanych z inwestycjami, które mogą mieć negatywny wpływ na środowisko. Wprowadza też karanie więzieniem do 3 lat wszystkich tych, którzy utrudniają wydanie urzędniczych decyzji mających wpływ na środowisko. Od razu pojawia się tu kolejny zgrzyt, a właściwie pytanie: kto ostatnio chciał zamykać posłów za blokowanie mównicy i sali sejmowej? No, i zarysowuje się tu znowu sylwetka kota – niby dobrze, bo to zwierzę, a mówimy przecież o środowisku… Niestety, aktywiści z Greenpeace Polska alarmują: bez nadzoru Dyrekcji Ochrony Środowiska, a także bez kontroli społecznej polskiej przyrodzie grozi katastrofa.

Prawda jest taka, że minister Jan Szyszko na potrzeby PiS tworzy alternatywną rzeczywistość, w której wyrąb lasów i myślistwo to działanie pozytywne i właściwie ekologia. Smutne to, bo przecież wszyscy mamy rodziny – niektórzy dzieci, inni wnuki, a jeszcze inni ciocie, wujków, kuzynostwo – czy chcemy więc, żeby żyli oni w kraju bez zwierząt i bez drzew? Czy możemy spokojnie patrzeć na działania obecnego ministra środowiska, tego człowieka na nie swoim miejscu?

Uśmiechnij się! Przez łzy

Profesor Jan Szyszko powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” na początku swojego urzędowania, że „dwutlenek węgla emitowany w Polsce jest gazem życia dla żywych zespołów przyrodniczych, by stawały się coraz lepsze”. Wypowiedź ta została uznana za „Bzdurę Klimatyczną roku 2015” w plebiscycie, w którym czytelnicy serwisu „Nauka o klimacie” wybierają najbardziej bezsensowną wypowiedź na temat klimatu, jaka padła w danym roku w polskich mediach.

Natalia Mikołajska