Wykład prof. Andrzeja Friszke dla LUD-u w Poznaniu – relacja

We wtorek, 11 grudnia, mieliśmy przyjemność i zaszczyt gościć w Poznaniu wybitnego historyka, prof. Andrzeja Friszke, który w ramach Latającego Uniwersytetu Demokracji wygłosił wykład otwarty „Stulecie odzyskania państwa. Refleksje rocznicowe”.

Punktem wyjścia wykładu prof. Friszke była konstatacja, że właściwie trudno jest uznać, że doszło do odrodzenia państwa polskiego – powstało bowiem państwa bardzo inne od tego, które utraciliśmy w XVIII w. Wtedy bowiem upadło państwo wielonarodowe, dwudzielne, Rzeczpospolita, składająca się z Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W XIX w. taka Rzeczypospolita była punktem odniesienia dla dążeń do odzyskania niepodległości.

W XIX w. doszło także do kształtowania się świadomości narodowej – polskiej, ale nie tylko, także ukraińskiej, litewskiej, a także białoruskiej. W końcu XVIII w. świadomość narodową miał maksymalnie 1% społeczeństwa, w końcu XIX w. polską świadomość narodową na terenach dawnej Rzeczypospolitej posiadało ok. 30% mówiących po polsku, a występowała ona głównie w Królestwie Kongresowym, Galicji Zachodniej i Poznańskiem.

Wspólnota dawnej Rzeczypospolitej pękała, była w 1918 r. nie do odtworzenia – tymczasem Polacy słabo sobie radzili z tą prawdą. Problemy II Rzeczypospolitej wynikały z niezgody na tę sytuację, a próby narzucenia nieistniejącej już wspólnoty spotykały się z oporem Litwinów czy Ukraińców. Państwo, które powstało po 1918 r. stanowiło rodzaj kompromisu – nie było państwem wielonarodowym, ale i nie stało się państwem jednonarodowym – ok. 1/3 obywateli Polski stanowiły mniejszości narodowe.

Po 1921 r. stanął problem zdefiniowania państwa polskiego.

Narodowa Demokracja (która w sejmie miała ok. 30% miejsc) – wyznawała ideę państwa narodowego. Według niej naród polski jest gospodarzem w Rzeczypospolitej i ma prawo narzucać swoje interesy mniejszościom. W działalności różnych instytucji, w oświacie, w stosunku do mniejszości, do różnych religii narzucana była polskość, co stanowiło źródło różnych konfliktów. W takiej wizji Polski mniejszości nie miały prawa decydowania o kwestiach istotnych dla państwa polskiego. Pogląd ten stał się przyczyną śmierci prezydenta Narutowicza – który został wybrany głosami centrolewicy i mniejszości – endecja zakwestionowała ten wybór, jako niezgody z wolą polskiego społeczeństwa.

Endecja nie potrafiła zrezygnować z wizji państwa narodowego (państwa jako formy, w której realizuje się naród). Charakteryzowała ją niezgoda na kraj wielonarodowy, sprzeciw wobec przesunięcia granic Rzeczypospolitej w stosunku do XVIII w. oraz pragnienie kraju jednonarodowego, Polski Polaków (a wręcz „prawdziwych Polaków”).

Z kolei formuła państwa wszystkich obywateli – którą pragnęli urzeczywistnić piłsudczycy, lewica i radykałowie społeczni – też nie dała się zrealizować. Powodem był silny opór prawicy, ale także mniejszości. Trzeba bowiem zauważyć, że mniejszości w II Rzeczypospolitej były skonfliktowane z państwem polskim – np. Ukraińcy pragnęli stworzenia własnego państwa, dlatego m.in. bojkotowali polskie instytucje. Polacy nie byli w stanie zaakceptować prawdy, że Litwini wyrwali się z Rzeczypospolitej, a Ukraińcy dążyli do tego. Po 1921 r. Ukraińcy jasno deklarowali, że pragną się odłączyć od państwa polskiego, czuli się włączeni siłą, okupowani – i dotyczyło to nawet umiarkowanych środowisk ukraińskich, zaś radykałowie ukraińscy dążyli do oderwania terenów ukraińskich od Polski siłą, np. poprzez zamachy. Odmowa respektowania praw mniejszości jako współgospodarzy zaostrzała sytuację.

Sytuacja ta była nierozwiązywalnym źródłem konfliktów i problemów. Był to konflikt fundamentalny, wpisany w II Rzeczpospolitą.

Po II Wojnie Światowej Polska straciła kresy wschodnie, co było bardzo bolesne dla wielu Polaków. Współcześnie kresy stały się dla prawicy wspomnieniem polskiej wielkości, polskiej misji. Z drugiej strony Polska przesunęła się na Zachód i stała się krajem jednonarodowym.

Stało się tak w wyniku decyzji Stalina, który uważał, że Polska pozostanie na zawsze w sferze wpływów sowieckich, a Niemcy nigdy nie pogodzą się z utratą swoich ziem wschodnich na rzecz Polski, co będzie stanowiło źródło stałego konfliktu polsko-niemieckiego. Jednak jego diaboliczna gra nie przyniosła spodziewanych efektów. Integracja Ziem Zachodnich z Polską oraz pogodzenie się Niemców z przesunięciem granic stały się niezwykle istotnym trwałym zyskiem Polski.

Polska jest państwem bez konfliktu o granice i bez mniejszości.

Do 1989 r. Sowieci i władze komunistyczne dbały, by nie było kontaktów polsko-litewskich czy polsko-ukraińskich. Proces pojednania toczył się na emigracji, zwłaszcza dzięki „Kulturze” paryskiej Giedroycia, gdzie zaczęto budować zalążki myślenia o tym, że należy pogodzić się ze zmianami, odrzucić próby narzucenia swojej dominacji, znaleźć miejsce dla siebie we wspólnej Europie.

Zmiany realizowało pokolenie wnuków, którzy zasiedzieli się na Ziemiach Zachodnich i nie chcieli wcielać w życie wizji i resentymentów dziadków, tęskniących do kresów. Nowe pokolenie chciało pokoju i przyjacielskiego współżycia z sąsiadami. Gdyby spory z Niemcami, Litwinami czy Ukraińcami były nadal żywe, nie moglibyśmy rozwijać się wewnętrznie.

Natomiast w PRL-u pojawiły się inne problemy, które miały wpływ na obecną sytuację w Polsce.

Prof. Friszke nawiązał w wykładzie do książki Andrzeja Ledera „Prześniona rewolucja” – zauważył bowiem, że to, co dzieje się na naszych oczach, wydaje się być ilustracją tez Ledera.

Leder zauważył, że społeczeństwo polskie II Rzeczypospolitej składało się w 65-70% z chłopów. A zatem w strukturze myślenia naszego społeczeństwa istotną rolę odgrywa doświadczenie pańszczyzny, a poczucie wolności osobistej jest dość świeżej daty. Należy przy tym zauważyć, że do 1918 r. chłopi nie mieli świadomości narodowej. Proces unaradawiania zachodził powoli.

W społecznej pamięci obecna jest niechęć i nieufność w stosunku do dworu, szlachty, a także Żydów – jako tych, którzy gnębili chłopów. Szlachty już nie ma, ale przedzierżgnęła się w inteligencję, warstwy wyższe, w tych, co dominują.

Ten stosunek społeczeństwa do np. inteligencji był podtrzymywany w PRL-u. Z kolei współcześnie mamy do czynienia z konfliktem klasowym, zbudowanym na niechęci do elit.

PRL – to czasy dyktatury monopartii, zło, ale nie dla wszystkich, bo to także okres intensywnych przemian społecznych, awansu chłopów czy osób o korzeniach chłopskich. To budowało bierne zaplecze społeczne dla władzy komunistycznej, dla systemu, bo to władzy ludowej znaczna część społeczeństwa zawdzięczała awans społeczny. Doznając awansu, część Polaków zachowała podatność na hasła antyelitarne, antyzachodnie, antyżydowskie, populistyczne, co można było obserwować w marcu’68 r.

Wraz z „Solidarnością” w procesie socjalizacji i uspołecznienia dokonała się druga faza awansu społ., której doświadczyły wnuki tych, którzy przyszli do miast ze wsi. „Solidarność” przeorała społeczeństwo, zmniejszyła dystanse społeczne i klasowe, ale nie dotyczyło to wszystkich. Jednym z powodów była krótkotrwałość fenomenu „Solidarności”. Innym – trudne doświadczenia początku lat 90-tych, kiedy wraz z upadkiem wielu zakładów pracy część społeczeństwa doświadczyła poczucia deklasacji oraz deprywacji. To właśnie wśród osób, na które miały wpływ takie doświadczenia, jest obecna i rośnie niechęć do osób, które są odpowiedzialne za zmianę po 89 r. (Zachód, elity, Żydzi, „szlachta” – „wykańczają nas”).

W czasach PRL-u – poza terrorem stalinizmu i okresowymi buntami politycznymi – ludzie żyli stabilnie, polityka ich nie dotyczyła. Doszło do powstania nowej umowy społecznej: „wy nam dajecie rządzić, my wam dajemy żyć”. U części Polaków coraz silniej pojawia się obecnie tęsknota za niedemokratyczną władzą, która zdejmuje ciężar odpowiedzialności obywatelskiej ze zwykłych ludzi, zapewniając im jednocześnie podstawowe bezpieczeństwo bytowe.

PiS odwołuje się do dwóch postaw, mających swe źródła w przeszłości: niechęci do elit oraz pragnienia pozbycia się odpowiedzialności na rzecz silnej władzy w zamian za „święty spokój” i bezpieczeństwo egzystencjalne. Tymczasem demokracja wymaga podejmowania decyzji, a odpowiedzialność jest trudna.

W ostatniej części wykładu prof. Friszke rozważał relacje między narodem a państwem.

Jeśli przez państwo rozumiemy wartość opartą na instytucjach i procedurach (prawo), to myślenie narodowe się z nim rozmija. „Solidarność” czy Konstytucja starały się przekazać szerokie rozumienie pojęcia narodu – jako ogółu społeczeństwa.

Odmienną postawą jest szukanie węższej interpretacji pojęcia narodu („nie wszyscy obywatele”) oraz traktowanie go jako podmiotu polityki. W takim ujęciu naród staje się kategorią ideologiczną, obejmującą „prawdziwy naród” (tj. tych, którzy mają świadomość swojej przynależności do narodu). Wiąże się to z budowaniem (np. w przemówieniach dygnitarzy czy tekstach drukowanych) mitologii narodowej, a czasem wręcz mistyki narodowej – obrazu doskonałego narodu, który zbawi Europę. Taki naród staje się oderwany od realnego, jest ideologizowany i teologizowany. Staje się kategorią, do której odwołuje się polityka, dążąca do izolacji od innych kultur Zachodu (zeświedczonego). Następuje odejście od państwa jako wartości nadrzędnej – decyduje „wola narodu”, a nie prawo. To droga ucieczki od polityki rozumianej jako relacje z innymi państwami w stronę nierzeczywistości.

Taki proces obserwujemy obecnie – następuje redukcja do prostej emocji i oderwanie od myślenia o tym, co będzie z naszym państwem dziś i jutro.

Prof. Friszke zauważył, że może właśnie dlatego zabrakło debaty o stuleciu odzyskania Niepodległości. Stała się ona niemożliwa w sytuacji, gdy analizę polityczną i historyczną zastąpiono mistyką i mitologizacją.

W trakcie dyskusji zwrócono m.in. uwagę, że nie rozliczyliśmy się z przeszłością, z doświadczeniem pańszczyzny, a napięcie wieś – miasto wydaje się nadal trwać. Prof. Friszke zauważył, że napięcie to wydaje się być skutkiem modernizacji z lat 90-tych, to koszt tych niezbędnych przemian. Poruszono też kwestię gwałtownych przemian tożsamościowych – rozpadu i przemiany dotychczasowych grup i klas społecznych. Dyskutowano o wpływie doświadczenia „Solidarności” na społeczeństwo – zwrócono uwagę, że tam, gdzie silna była „Solidarność” obecnie słabszy jest wpływ PiS-u. Obecna na wykładzie prof. Anna Wolf-Powęska zauważyła, że zaplecze intelektualne PiS-u wbrew faktom historycznym stawia tezę, że Polacy zawdzięczają odzyskanie niepodległości w 1918 i 1989 r. wyłącznie sobie i specyficznie polskiemu dążeniu do wolności. W odpowiedzi prof. Friszke podkreślił, że istotny był nie tylko kontekst międzynarodowy, ale także działania konkretnych osób, które doprowadziły do rozładowania napięcia i przeprowadzenia zmian (np. Piłsudski w 1918 r.). W trakcie dyskusji o wielokulturowości prof. Friszke zwrócił uwagę, że mniejszości korzystają z pełni praw, są problemy, ale nie konflikty, że w relacjach z sąsiadami i imigrantami z krajów nam bliskich nie ma konfliktu, bo nie ma sporu terytorialnego, natomiast nie jesteśmy gotowi na imigrację i wielokulturowość obejmującą odmienne kręgi cywilizacyjne. Pan Profesor ze smutkiem zauważył, że choć mniejszości są lojalne wobec państwa polskiego, są atakowane, narasta atmosfera nietolerancji, podejmowane są próby narodowej dominacji. Gdy jeden z dyskutantów zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo endeckiej świadomości, prof. Friszke odpowiedział, że choć w niektórych przypadkach prawicowe myślenie może być też wartościowe, to jednak nacjonalszowinizm jest bardzo niebezpieczny, podobnie jak szalone uwielbienie Polaków oraz ideologizacja państwa i narodu („właściwej części narodu”).

Wszystkich, którzy nie migli wziąć udziału w wykładzie – zachęcam do obejrzenia transmisji na naszym fan page Pokolenie KOD

Joanna Darecka
Latający Uniwersytet Demokracji
Komitet Obrony Demokracji Wielkopolska

Zdj. Grzegorz Borys ©

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *